Bracia i Siostry, kiedy słyszymy przypowieść o dziesięciu pannach, zwykle zwracamy uwagę na jej koniec – na zamknięte drzwi i na słowa „nie znam was”. To ważne słowa i nie wolno ich pomijać. Ale dziś spójrzmy na tę przypowieść z innej strony. Zapytajmy: dokąd te panny szły? Na co czekały? Odpowiedź jest prosta: szły na wesele. Czekały na pana młodego.
Pan Jezus mówi: „Podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego”. Nie porównuje królestwa do więźniów czekających na wyrok. Nie porównuje go do uczniów przed egzaminem. Mówi o weselu – o jednym z najradośniejszych wydarzeń w ludzkim życiu.
Bracia i Siostry, Bóg chce, żebyśmy myśleli o spotkaniu z Nim jak o weselu. Pismo Święte wiele razy używa tego obrazu. Prorocy mówili o Bogu jako o Oblubieńcu swojego ludu. Pan Jezus pierwszy znak uczynił na weselu w Kanie. A Apokalipsa mówi o „uczcie Godów Baranka”. Niebo to nie jest sala sądowa ani poczekalnia. To jest uczta. Jakże często boimy się spotkania z Bogiem. Myślimy o śmierci i sądzie z lękiem. Wielu z nas nosi w sobie obraz Boga, który przede wszystkim liczy nasze grzechy i czeka, żeby nas złapać na błędzie.
Dzisiejsza Ewangelia mówi coś innego: Pan przychodzi jak pan młody, który wprowadza gości na wesele. Zwróćmy uwagę na wołanie, które rozległo się o północy: „Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!”. To nie jest wezwanie do ucieczki ani do ukrycia się. To zapowiedź tego, na co wszyscy czekali. Panny nie miały uciekać ani się chować. Miały wyjść naprzeciw.
Bracia i Siostry, czuwanie, o którym mówi Pan Jezus, nie jest czuwaniem strażnika, który boi się napadu. Jest czuwaniem kogoś, kto czeka na ukochaną osobę. Pomyślmy o matce, która nocą czeka, aż syn wróci z dalekiej podróży. Nasłuchuje każdego samochodu, podchodzi do okna, nie może zasnąć. Nie dlatego, że boi się syna, ale dlatego, że go kocha i chce go zobaczyć.
Tak samo nasze przygotowanie do spotkania z Bogiem nie musi być ciężarem. Modlitwa, Msza Święta, spowiedź to nie punkty do zaliczenia przed egzaminem, ale przygotowanie do wesela. Nie znaczy to, że wszystko jedno, jak żyjemy. Przypowieść jasno mówi, że na ucztę weszły tylko te panny, „które były gotowe”. Radość nie wyklucza powagi. Właśnie dlatego, że to jest wesele, warto się do niego przygotować. Nikt nie idzie na wesele ukochanej osoby nieprzygotowany. Im bardziej się kogoś kocha, tym bardziej chce się być gotowym.
Bracia i Siostry, może to jest dla nas dziś najważniejsze pytanie: czy czekam na Pana z radością? Czy myśl o spotkaniu z Nim budzi we mnie tylko lęk, czy także tęsknotę? Święty Paweł pisał do Filipian: „Pragnę odejść, a być z Chrystusem”.
Wielu świętych odchodziło ze spokojem, bo szli na spotkanie Kogoś, kogo kochali. Jeśli dziś w naszym sercu jest przede wszystkim lęk przed Bogiem, warto poprosić o łaskę poznania Go lepiej. Kto naprawdę pozna Jezusa – Jego dobroć, Jego miłosierdzie, Jego cierpliwość – ten zaczyna na Niego czekać inaczej. Nie jak oskarżony na sędziego, ale jak przyjaciel na przyjaciela.
Co możemy zrobić, Bracia i Siostry?
Po pierwsze – zmienić sposób, w jaki myślimy o spotkaniu z Bogiem. Obok słowa „sąd” postawić także słowo „wesele”. Obok „egzaminu” – „ucztę”.
Po drugie – przeżyć najbliższą Mszę Świętą jako zaproszenie na ucztę. Każda Eucharystia jest jej przedsmakiem. Przed Komunią słyszymy: „Błogosławieni, którzy zostali wezwani na Jego ucztę”.
Po trzecie – dbać o oliwę z miłości, a nie ze strachu. Modlić się dlatego, że chcę być blisko, a nie tylko dlatego, że muszę.
Bracia i Siostry, Pan młody już idzie. Jego wesele jest gotowe. Kiedy usłyszymy wołanie, niech nie będzie w nas strachu, ale radość. „Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!”
Ksiądz Mariusz, Warszawa






















































































