Czytajcie Ewangelię … homilia na 23 niedzielę zwykłą – Diakon Marek Łabno

W centrum uwagi życia Kościoła

Spotkałem świętego

Przestałem czuć swoje ciało. Nie wiedziałem, czy stoję, czy siedzę, leżę czy klęczę. Nic nie czułem. Wszystkie moje zmysły przestały działać. Znalazłem się w środku ogromnego światła.   W naszych głowach zawsze mamy bardzo dużo [czytaj więcej...]

 

Kiedy w rodzinie pojawia się nowy człowiek, rodzi się nowe życie, na świat przychodzi dziecko, nastaje wielka radość. Ta mała, bezbronna istota otoczona wielką miłością przez rodziców, w rozumieniu egzystencjalnym skazana jest na nich, najbliższych. Z biegiem dni, tygodni, miesięcy i lat w pamięci dziecka zapisują się nowe doznania, emocje, umiejętności, wspomnienia. W pierwszym okresie życia rodzice dla dziecka są najważniejsi, bo ich zna, bo ma z nimi na co dzień do czynienie. To rodzice zapewniają dziecku bezpieczeństwo, pożywienie, i to wszystko co na dany moment jemu potrzeba. Z upływem lat dziecko poznaje świat i w odpowiednim momencie życia, kiedy umysł dziecka jest gotowy wierzący rodzice zaczynają wprowadzać w życie informacje o Bogu, o Jego istnieniu. Dziecku na jego początkowym etapie życia trudno zrozumieć coś czego nie widzi, nie rozumie, nie może dotknąć. Jego miłość przede wszystkim jest skierowana na rodziców. Wiara w Boga, pełne zrozumienie w istnienie Boga jest długim procesem, wieloletnim, czasem dopiero u schyłku życia niektórzy z nas dostają tę łaskę bycia wierzącą osobą.

Dzisiejsza Ewangelia momentami jest niezrozumiana w pierwszej części dla wielu z nas. Jak to mam nienawidzić ojca, matki, innych ludzi? Przecież są przykazania Boskie, które nam mówią inaczej. Oczywiście, że nie tak mamy interpretować słowa Jezusa. Jest zupełnie inaczej. W naszym życiu przychodzi moment, w którym należy wszystko poukładać w sobie po kolei, tak jak należy. Piękne słowa przypisuje się św. Augustynowi „Jeśli Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu”. Jezus pokazuje nam w tym fragmencie Ewangelii jakie miejsce mają zajmować nasi najbliżsi i inni ludzie. Czy Jezus każe nam nienawidzić, oczywiście, że nie. Tutaj nie ma żadnego konfliktu z Prawem Bożym. Jezus nie przyszedł, aby znieść Prawo tylko je dopełnić, nadać mu prawdziwy sens. Pan Bóg wymaga od nas bezwarunkowej miłości, mamy Go kochać miłością szczerą i prawdziwą. Przez całe nasze życie, świadomi tego mamy podróżować wraz z Chrystusem. Nasza droga życia jest krótka, tutaj na Ziemi, dlatego nie możemy marnować ani jednego dnia. Wielu niestety w trakcie swojego życia zmienia swoją drogę na inną, nie idzie za Jezusem, wyznacza swoje własne ścieżki. Wielu nie nadąża za Jezusem, nie rozumie jego nauk, gubi się po drodze. Wielu zaznaje „wspaniałości” tego świata, oczywiście w swoim rozumieniu, są to przede wszystkim sprawy materialne, światopoglądowe. Wielu mówi „mi do niczego nie potrzebny jest Bóg, mam wszystko” i idzie swoją drogą, mając przekonanie, że ona jest słuszna. Wielu nawet nie rozpoczyna wędrówki z Jezusem i niejednokrotnie w pewnym momencie swojego życia stwierdza, że czegoś im brakuje, że ich życie jest takie … puste. Mają już wszystko, w rozumieniu materialnym, dom, mieszkanie, samochód, wykształcenie, dobrą pracę, rodzinę, gdzie wszyscy skupieni są na pomnażaniu rzeczy materialnych lub doznawaniu emocji, potocznie mówiąc skupiają się na zabawie i przyjemnościach. Ale czegoś im brakuje, po jakimś czasie nic już ich nie cieszy, wszystko w ich mniemaniu mają. I nastaje pustka. Pustka, która doprowadza niejednokrotnie do poważnych konsekwencji życiowych. Przychodzą depresje, stresy, choroby, niejednokrotnie związane ze złymi emocjami. Wielu szuka pomocy, idzie do psychoterapeuty, psychiatry, zaczyna zażywać leki. I nadal pustka. A niejednokrotnie tuż obok jest lekarstwo.

Dlatego jak spotkamy kogoś takiego, to naszym obowiązkiem jest mu pomóc. Pod warunkiem, że zechce przyjąć naszą pomoc. Wystarczy dać mu najpiękniejszą książkę na świecie, która leczy duszę. Pismo Święte. I zaprosić do podróży z Jezusem. Bo przecież każdy z nas ma swój krzyż. Krzyż może być bagażem dla jednych lżejszym, dla innych bardzo ciężkim. Ale to Krzyż daje nam poczucie życia, poczuciem bycia z Bogiem.

Każdy z nas jak się rodzi to jego umysł jest jak niezapisana pusta kartka, z łaciny „tabula rasa – czysta tablica” a wszelka wiedza, doświadczenie czerpiemy z życia, przez nasze całe życie. Zapełniajmy więc te kartkę miłością przede wszystkim do Boga, zaufajmy Mu bezgranicznie. Miłujmy również innych tak jak nam nakazał Jezus. Jest to wyzwanie dla wszystkich, którzy chcą iść za Jezusem. Bardzo duże wyzwanie. Trudne wyzwanie. Pamiętaj, Pan jest na pierwszym miejscu, przed wszystkimi innymi, nawet przed Tobą samym. Chcesz być Jego uczniem to musisz się wyrzec wszystkiego. To trudne, bardzo trudne, ale możliwe. Naśladować Jezusa nie jest łatwe, to wymaga całkowitego poświecenia się dla Niego. Aby Go kochać czasem należy wszystko porzucić, niejednokrotnie dobra materialne, które nas kotwiczą i nie możemy iść dalej. A w skrajnych przypadkach musimy porzucić nawet swoje życie. Oddać życie za Jezusa.

Zadaj sobie pytanie: Czy jestem uczniem Chrystusa? Co w takim razie musze zrobić, aby nim być? Czy chcę i jestem gotów nieść swój krzyż razem z Nim?

Czytajcie Ewangelię.

  1. Marek Łabno
Facebooktwitteryoutubeinstagram
Facebooktwitter

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.