Bracia i Siostry, wyobraźmy sobie rolnika, który wychodzi rano na pole z workiem pełnym ziarna. Idzie powoli. Rozrzuca ziarno szerokim gestem. Nagle ktoś z boku woła: „Zatrzymaj się! Tam nie siej! Tam jest droga! Tam są kamienie! Tam rosną ciernie! Przecież to się zmarnuje!” Ale rolnik nie odpowiada. Idzie dalej. Sieje.
Patrząc po ludzku, można odnieść wrażenie, że marnuje ziarno.
A może nawet marnuje swój czas. Tak właśnie wygląda dzisiejsza Ewangelia. I wiecie, co jest najbardziej zadziwiające? Że tym Siewcą jest Bóg. My bardzo szybko rezygnujemy z ludzi. Mówimy: „On się już nie zmieni.” „Z nią nie da się rozmawiać.” „To stracony przypadek.” „Po co się starać?” A Bóg nigdy tak nie mówi. On nadal sieje. Sieje w sercu człowieka, który od lat się nie modli. Sieje w sercu tego, kto wraca do kościoła po wielu latach. Sieje w sercu człowieka pogubionego. Sieje także w sercu tego, kto siedzi dzisiaj tutaj i sam o sobie myśli, że jest zbyt daleko od Boga.
Dla Boga nie ma ziemi, na której nie warto byłoby zasiać choć jednego ziarna. Może właśnie dlatego tak trudno zrozumieć Bożą miłość. My kochamy wtedy, gdy widzimy efekty. Bóg kocha także wtedy, gdy efektów jeszcze nie ma. My inwestujemy tam, gdzie jest pewność zysku. Bóg inwestuje tam, gdzie wszyscy inni już stracili nadzieję.
Pomyślmy przez chwilę o swoim życiu. Czy nie było takich momentów, kiedy wydawało się, że wszystko zostało już zmarnowane? Że pewnych relacji nie da się odbudować. Że popełnione błędy są zbyt wielkie. Że jest za późno na nowy początek. A jednak . Bóg nie przestał siać. Może przez słowo usłyszane przypadkiem. Może przez spotkanego człowieka. Może przez cierpienie, którego wtedy nie rozumieliśmy. Może przez jedno zdanie z Ewangelii. On ciągle rzucał kolejne ziarna. Bo Bóg nigdy nie pracuje z myślą o jednym dniu. On patrzy na całe życie człowieka. Najbardziej porusza mnie jednak coś jeszcze. Jezus nie mówi, że droga zamieniła się w żyzną ziemię. Nie mówi, że kamienie same zniknęły. Nie mówi, że ciernie uschły.
Dlaczego?
Bo to nie Bóg ma zmienić nasze serce bez naszego udziału. To my mamy pozwolić Mu nad nim pracować. Rolnik może rzucić ziarno. Ale jeśli ziemia pozostanie twarda, nic nie wyrośnie.
I chyba właśnie tutaj kryje się najważniejsze pytanie tej Ewangelii. Nie: „Jaką glebą jestem?” Ale: „Czy pozwalam Bogu zmieniać moje serce?” Bo można przez całe życie prosić Boga o nowe łaski. A On być może od dawna czeka tylko na jedno. Żebyśmy wreszcie pozwolili Mu usunąć z naszego serca kamienie. Żebyśmy wyrwali ciernie. Żebyśmy przestali deptać to miejsce, na którym chce wzrastać Jego słowo.
Bracia i Siostry, na końcu tej przypowieści Jezus nie mówi o ziarnie, które zostało wydziobane przez ptaki. Nie zatrzymuje się na kamieniach. Nie kończy na cierniach. Kończy na plonie. Bo Bóg zawsze widzi dalej niż nasze porażki. Tam, gdzie my widzimy zmarnowane ziarno, On już dostrzega przyszłe żniwo. I może właśnie dlatego nigdy nie przestaje siać. Bo nigdy nie przestaje wierzyć w człowieka.
Ks. Mariusz Orłowski – Warszawa