Oficjalny Portal Kościoła

Advertisement

Czytajcie Ewangelię homilia na 18 niedzielę zwykłą – ks. diakon Marek Łabno – Opole

Drogie Siostry, drodzy Bracia,

Dzisiejszy fragment Ewangelii jest niewielki, znany nam wszystkim doskonale i niosący przekaz na wielu płaszczyznach. Praktycznie każde zdanie może być interpretowane, omawiane niezwykle bogato. Jest to fragment Ewangelii, który nam mówi o głodzie, o głodzie fizycznym i o głodzie duchowym – i każdy z nich jest ważny. Oba te aspekty siebie uzupełniają, obejmując każdy wymiar życia człowieka.

Na początku czytamy o wielkiej tragedii, która dotknęła osobiście Jezusa: Jak Chrzciciel został zabity, jego krewny nie żyje. Śmierć Jana Chrzciciela dotknęła mocno Jezusa, chciał tę stratę przeżyć, przeboleć sam, na osobności, w ciszy, spokoju. Być sam na sam ze swoim żalem, rozpaczą, chciał w tym momencie być ze swoim Ojcem. Doskonale Go rozumiemy, u nas przecież niejednokrotnie występuje silna potrzeba bycia w trudnych chwilach samemu: nie chcemy mieć kontaktu z nikim.

Jezusowi nie jest dane zbyt długo opłakiwać stratę przyjaciela. Oto tłum z wielu miast poszedł za nim – za Nauczycielem niosącym pokrzepienie. Tłum był głodny Jego słowa.  Ludzie potrzebowali Go, chcieli słuchać Jego nauki. On był ich nadzieją i wskazywał drogę do lepszego życia. Być może i każdy z nich doświadczył bolesnych przeżyć i chciał być blisko Zbawiciela, aby ich ból złagodniał w bliskości z Nim. Tak doskonale wiemy jak ważna jest obecność bliskich, dobrych ludzi przy nas jak nam dzieją się złe rzeczy. Samotność staje się czasem nie do zniesienia, nie każdy potrafi być sam w trudnych chwilach. A oni chcieli Jego, Jego nauczania, Jego uzdrawiania, Jego obecności w swoim życiu. Więc szukali bliskości swojego Nauczyciela – litował się nad tłumem idącym za Nim, musiał przerwać swoją żałobę po Janie Chrzcicielu i zatroszczyć się o żyjących, z miłości do ludzi. Nauczał i uzdrawiał chorych, współczuł i pomagał, cały czas pomagał, leczył ich rany, choroby, leczył ich smutki, załamania emocjonalne. Jezus okazywał współczucie drugiemu człowiekowi. Ten cały tłum ludzi mógł liczyć na Niego, bo On rozumiał ich ludzkie słabości, ich grzechy, potknięcia w życiu; pomagał i leczył ich z tego. Był po prostu zawsze z nimi.

Aż nadszedł wieczór. Tutaj pojawia się kolejny głód, głód ciała- głód fizyczny. Uczniowie Jego zaproponowali, aby tłum się rozszedł, że na dzisiaj już wystarczy Jego „pracy”, niech również odpocznie, a ludzie mają iść do wsi i kupić sobie jedzenie, znaleźć nocleg. Pewnie my też tak byśmy zrobili, bo tak naprawdę co można było innego zrobić z taką rzeszą ludzi. Ale widzenie problemu przez Jezusa było inne niż przez Jego uczniów. On wiedział, że może inaczej zadziałać.

Uczniowie patrzyli swoimi oczami, swoimi możliwościami przyjścia z pomocą potrzebującym w aspekcie potrzeb biologicznych. Najprościej odesłać ludzi do domu. Ale Jezus nie idzie tą drogą, zwraca się do uczniów: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść”. Możemy sobie wyobrazić zdziwienie uczniów: Jak my mamy im dać jeść? Jak nakarmić taką rzeszę ludzi?  I tutaj pojawia się kolejny słabość uczniów- bezradność. Jak oni mają zrealizować to zadanie? Przecież Jezus dał im to zadanie a i oni na pewno chcieliby to zrobić, ale jak? Uczniowie zachowali się jak zwykli ludzie, którzy wiedzą, że za jedzenie trzeba zapłacić, dlatego zaproponowali, aby tłum poszedł do wsi i sobie kupił jedzenie, bo przecież w rozumieniu właściwie każdego z nas nic nie ma materialnego za darmo, nawet jak gdzieś coś dostajemy nieodpłatnie to pamiętajmy, że ktoś inny musiał za to zapłacić. Ale w świecie Jezusa jest inaczej. Bóg jest samą Dobrocią, poprzez Jezusa On wszystko daje nam nieodpłatnie. U Niego nie trzeba kupować miłości, nie trzeba kupować dobroci, nie trzeba kupować czegokolwiek.

Uczniowie mieli pięć chlebów i dwie ryby, Jezus pobłogosławił i kazał rozdawać, a tłum najadł się do syta i zostało dwanaście pełnych koszy ułomków. Mężczyzn było pięć tysięcy oraz kobiet i dzieci, możemy przyjąć, że było około piętnaście tysięcy ludzi. Pięć bochenków i dwie ryby i wszyscy najedli się do syta. Z logicznego punktu widzenia jest to niemożliwe, ale dla Boga….- nie ma nic niemożliwego. W tym fragmencie widzimy, że Jezus pragnie pokonać głód cielesny. On wie, że głodny człowiek nie jest w stanie słuchać z uwagą i gorliwością Słowa Bożego. Pokazuje nam, że i my musimy dbać o swoje ciało, aby w nim mogła rozwijać się nasza dusza. Zauważmy tutaj, że Jezus sam nie rozdaje pokarmu, każe to robić uczniom. On wziął te chleby i dwie ryby, pobłogosławił i dał uczniom, aby dalej rozdawali, a tłum przekazywał dalej. Czy to nie piękny obraz dzielenia się dobrem, miłością i troską o drugiego człowieka? Od Jezusa, przez uczniów i dalej, człowiek do człowieka, aż całe dobro rozejdzie się wśród wszystkich ludzi. Jezus nie karmi sam, lecz posługuje się uczniami.  Także nami się posługuje w dzieleniu się z innymi. Bo dobro jest wspaniałą rzeczą, która może się mnożyć i mnożyć bez końca. I to pokazuje nam Jezus: czasem wystarczy tak mało, aby z tego urosło tak dużo.

Droga wspólnoto Wiary,

Pamiętajmy, że tylko Jezus może zaspokoić wszystkie nasze braki. Jezus naucza nas nieustannie, przez co mamy możliwość zaspokojenia głodu słowa i miłości. Bóg rozmnaża jedzenie i daje człowiekowi. Głód z nieumiejętnością pomagania innym, On nam pokazuje, jak to mamy robić. Głód miłości człowieka do człowieka, najpiękniejszy dar Boga „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”.

Boże, Jezu, pomóż mi zaspokajać głód mój i głody innych ludzi, daj mi siłę być dobrym człowiekiem i pozwól być Twoim uczniem i na Twój wzór, z Twoją pomocą pozwól mi nieść dobro i miłość.

 

Czytajcie Ewangelię.

 

Ks. diakon Marek Łabno – Opole

Facebooktwitteryoutubeinstagram
Facebooktwitter