Dziś Ewangelia mówi nam, jak się konkretnie zachować, gdy jesteśmy zaproszeni na ucztę oraz kogo warto zapraszać w sensie ponadczasowym, eschatologicznym. Najpierw przesłanie, które jest bezpośrednim pouczeniem słownym, ale wynika z samego zdarzenia. Otóż czytamy: Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili.
Tak naprawdę nie jest powiedziane konkretnie, kim byli ci, którzy Go śledzili. Możemy się tylko domyślać, ze byli to faryzeusze, skoro Jezus przyszedł do domu ich przywódców. Zaś sam fakt, że Jezus przyszedł do ich przywódców, wiele nam mówi. Faryzeusze wciąż śledzili Jezusa. Chcieli Go pochwycić na jakimś słowie, chcieli zobaczyć jakieś potknięcie, błąd, aby mogli Go oskarżyć.
Jezus wiedział o tym i pewnie to nie było mile dla Niego. Przecież był człowiekiem, tak jak my, więc możemy się postawić w Jego sytuacji, aby zobaczyć co czuł, aby Go lepiej zrozumieć.
Druga lekcja płynąca z tego faktu, to to, że Jezus nie unikał tych, którzy stawiali Go w tak zwanej trudnej sytuacji. Nie dyskwalifikował nikogo, ale pozwoli się poznać nawet ludziom obłudnym jak oni. Nie szczędził im krytycznych uwag, ale nawet w ich przypadku były one podyktowane miłością. Jezus chciał im otworzyć oczy na ich złe postępowanie [i]i wyprowadzić ich ze stanu pychy, samowywyższenia, zbyt pozytywnej oceny siebie. Chciał ich wyprowadzić z błędu – tak naprawdę stawiania się w miejscu Boga, skoro osądzali każdego według własnego widzenia świata. Ten fakt trafnie ilustruje Ewangelia o faryzeuszu i celniku. Faryzeusz w świątyni chwali się przed Bogiem, jaki on jest prawy, ale jednocześnie podkreślał, jaki to celnik jest zły. Chyba najbardziej oddają te sytuacje słowa” Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie. Wymieniał ich wady, a potem jeszcze dodał – albo jak i ten celnik. Celnik zaś z pokorą stanął przed Bogiem i został usprawiedliwiony, a faryzeusz nie (zob. Łk 18, 9-14).
Jeśli zaś chodzi o ucztę, to warto wspomnieć, ze u Żydów, a szczególnie u faryzeuszów, skrupulatnie przestrzegano zasad grzecznościowych. Miejsca przy stole były jednocześnie wskazaniem pozycji danego człowieka. Były miejsca mniej i bardziej zaszczytne i właśnie na tych zasadach Jezus oparł swoje nauczanie. Zajmowanie pierwszych miejsc, czyli tych przeznaczonych dla osób wyróżnionych , znaczyło , ze owe osoby miały zawyżony osąd o sobie. Były pyszne. Myślały tylko o sobie. To egoiści.
Jeśli zaś odnieść Jezusowe pouczenie do zaproszenia na ucztę w niebie, na którą rzeczywiście zaproszeni, to warto pamiętać, że życie wieczne nie zaczyna się w niebie, ale tutaj – na ziemi. Życie duchowe dzieje się tutaj, a potem jest jego kulminacja, tylko już z przebóstwieniem. My tutaj na ziemi, bądź wywyższamy się ponad innych nadają sobie wartości, których sobą nie reprezentujemy, bądź uniżamy siebie – o czym dziś mówi Jezus, bądź tez widzimy siebie w prawdzie i to jest właściwa pokora.
Jeśli jednak w swym życiu będziemy stawiać się w relacji z Bogiem, to każdy z nas musi uniżyć się przed Nim, bo nikt z ludzi nigdy nie dorówna Bogu w niczym. Jesteśmy Jego dziećmi, a każde dziecko nie jest nauczycielem, lecz uczniem. To ono zależy od rodziców, a nie rodzice od niego. Dziecko idąc własnymi drogami, zwykle musi uczyć się na własnych błędach i jeśli się nie zreflektuje , to niewiele w życiu osiągnie. Podobnie jest w relacji z Bogiem. Jeśli ktoś staje w pokorze przed Bogiem, , chce pełnić Jego wolę, prosi o pomoc w różnych trudnych sytuacjach, to Bóg chętnie pomaga. Osoba pokorna szybko rozwija się duchowo, lub mówiąc inaczej, staje się coraz bardziej doskonalsza.
Róbmy dobro wokół nas i w sobie. To Bóg, który jest naszym Ojcem, wyrówna wszystkie nasze dobre intencje. To Jemu zależy na każdym człowieku, więc jest zadowolony, gdy uczestniczymy w Jego zbawczym dziele.
Kogo ja zapraszam na ucztę, na spotkania ? Z kim chętnie przebywam i komu poświęcam więcej uwagi, czasu ? Tym, których jestem w stanie obdarować, nie oczekując nic w zamian czy tym, od których mogę czerpać korzyści ?
PANIE JEZU CHRYSTE, proszę, naucz mnie pokory i bezinteresownej miłości wobec osób potrzebujących pomocy materialnej, lub duchowej. Otwórz też serca wielu, by zaradzili biedzie mając możliwości.
+ Andrzej LIPIŃSKI KKN WARSZAWA
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis