„Posyłam was na pracę bez nagrody,
na ciężki, twardy i niewdzięczny trud.
Niezrozumienie, drwiny i obmowy,
posyłam was przydawać do mych trzód.”
Drodzy Bracia i Siostry,
te słowa pieśni powołaniowej przez lata towarzyszyły wielu kapłanom. Dzisiaj nabierają one szczególnego znaczenia, ponieważ gromadzimy się wokół ołtarza Pańskiego, aby przeżywać pierwszą Mszę Świętą neoprezbitera – księdza Mariusza Orłowskiego.
Siostry i Bracia
Nie jest przypadkiem, że pieśń ta nie mówi o zaszczytach, o godnościach czy ludzkiej chwale. Mówi o trudzie, niezrozumieniu, ofierze i służbie. Tak właśnie Chrystus od początku rozumiał kapłaństwo.
Gdy powoływał Apostołów, nie obiecywał im łatwego życia. Nie obiecywał bogactwa ani ludzkiego uznania. Obiecywał im natomiast, że będzie z nimi. I to właśnie ta obecność Chrystusa sprawia, że człowiek jest gotów zostawić wszystko i pójść za Nim.
Dzisiaj stajemy wobec niezwykłej tajemnicy. Oto ksiądz Mariusz po raz pierwszy samodzielnie sprawuje Najświętszą Ofiarę. Jeszcze wczoraj Kościół modlił się nad nim, prosząc Ducha Świętego o dar kapłaństwa. Dzisiaj jego dłonie, pachnące jeszcze świętym Krzyżmem, po raz pierwszy uniosą Chleb Życia i Kielich Zbawienia.
To są właśnie prymicje.
Dla wielu ludzi jest to piękna tradycja Kościoła. Ale prymicje są czymś znacznie więcej. Są pierwszym krokiem kapłana na drodze, którą będzie szedł przez całe życie. Są pierwszą Eucharystią sprawowaną świeżo konsekrowanymi własnymi dłońmi. Są momentem, w którym kapłan po raz pierwszy staje przy ołtarzu już nie jako kandydat, nie jako diakon, ale jako prezbiter Kościoła Chrystusowego.
I jakże niezwykłe jest miejsce tej pierwszej Eucharystii.
Nie jesteśmy w kaplicy katedralnej, nie jesteśmy w świątyni parafialnej. Jesteśmy w domu Matki.
Jesteśmy w Sanktuarium Matki Bożej Wniebowziętej we Florencji, przed cudownym obrazem Tej, którą nazywamy Matką Dobrego Początku.
Czy można wymarzyć sobie piękniejsze miejsce na rozpoczęcie kapłańskiej drogi?
Siostry i Bracia
Każdy człowiek potrzebuje dobrego początku. Potrzebuje błogosławieństwa na początek małżeństwa, rodziny, nowego etapu życia. A kapłan potrzebuje dobrego początku swojej posługi. Dlatego dzisiaj oddajemy księdza Mariusza pod opiekę Maryi. Bo Ona najlepiej rozumie tych, którzy powiedzieli Bogu „tak”. Ona sama uczyniła to pierwsza.
Gdy Archanioł Gabriel przyniósł Jej Boże wezwanie, odpowiedziała: „Niech mi się stanie według słowa twego”. Od tamtej chwili rozpoczęła się historia zbawienia.
Każde autentyczne powołanie zaczyna się od podobnej odpowiedzi. Także Twoje Księże Neoprezbiterze Mariuszu rozpoczęło się od Twojego „Fiat”.
Drodzy Bracia i Siostry,
pierwsza Msza Święta kapłana przypomina nam wszystkim o czymś bardzo ważnym. Przypomina nam, że poprzez kolejne święcenia kapłańskie Duch Święty pobudza życie Kościoła. To jest też najpiękniejszy z dowodów na to, że to nie jest jakaś tam wspólnota, sekta, czy jakiś związek wyznaniowy. To jest prawdziwie Kościół Chrystusowy, prowadzony i pobudzany charyzmatami Ducha Świętego i budowany w darach sakramentów świętych. To również znak prawdziwie duchowej jedności w Kościele. Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich.
I to jest znak, że Kościół żyje, że Chrystus nadal powołuje a Duch Święty nadal działa, znajdując ludzi gotowych oddać swoje życie Bogu.
To jest bardzo ważne, szczególnie w świecie pełnym niepokoju, podziałów i zwątpienia. Bo to jest znak nadziei.
Bo ilekroć rodzi się nowe kapłaństwo, tylekroć Chrystus mówi swojemu Kościołowi:
„Nie lękaj się – Jestem z tobą. Nie opuszczę mojego ludu.”
Drogi Księże Mariuszu,
za kilka lat nie będziesz pamiętał wszystkich wygłoszonych kazań. Nie zapamiętasz wszystkich spotkań i rozmów. Ale jestem przekonany i pewien, że do końca życia będziesz pamiętał tę właśnie dzisiejszą Eucharystię.
Pamiętaj więc również o tym: byś nigdy nie przestał się modlić. Niech całe twoje życie, wszystkie Twoje zajęcia, całe posługiwanie, ale nade wszystko świadectwo prawdziwości życia Ewangelią niech będzie wielką modlitwą wzniesioną do Boga.
Przyjmij świętą zasadę, że każdy dzień bez Eucharystii jest dniem straconym. Staraj się tak poukładać harmonogram swoich zajęć codziennych by każdego dnia stanąć przy ołtarzu Pańskim. Bo mocy łaski, siły dawanej przez Chrystusa podczas Eucharystii temu kto ją sprawuje, nie da się zastąpić niczym, niczym. Nawet najlepszym suplementem.
Nigdy nie przestawaj być człowiekiem łagodnego serca, dobrze usposobionym, przepełnionym pokorą i cierpliwością. W tych cechach niech uwydatnia się Boże miłosierdzie, którego masz być apostołem przez całe życie kapłańskie. Kiedy przyjdą chwile krzyża, chwile trudne, zawsze wracaj do Domu Matki, do Matki Dobrego Początku twojego Kapłaństwa. I zawsze przypominaj sobie dzień, w którym po raz pierwszy stanąłeś przy ołtarzu Chrystusa. Niech Maryja prowadzi Cię przez wszystkie lata kapłańskiej posługi.
Niech Chrystus, Najwyższy i Wieczny Kapłan, będzie Twoją siłą. To on posyła Cię od dzisiaj, byś opatrywał ludzkie ciężkie rany, byś pocieszał smutnych, byś wspierał zapomnianych, ale posyła Cię byś również z radością głosił Ewangelię.
A ludzie, których spotkasz na swojej drodze, niech dzięki Tobie odnajdują drogę do Boga. Bądź dla nich dobrym pasterzem, na wzór Chrystusa i zawsze podczas każdej mszy świętej módl się również o to, byśmy kiedyś wszyscy spotkali się w niebie. Amen.
