„Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg… On sam przychodzi, aby was zbawić”.

Adwent przynosi Słowo jak tchnienie:
„Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg… On sam przychodzi, aby was zbawić”.
Izajasz maluje przed nami obraz jak z cudu:
pustynia zakwita, step śpiewa, ziemia, która pękała z suszy – staje się ogrodem.
I Bóg mówi do każdego, kto dziś ledwo stoi:
„Pokrzep ręce osłabłe… Wzmocnij kolana omdlałe… Ja przychodzę”.
A w Ewangelii słyszymy o Janie Chrzcicielu – wielkim, a przecież pytającym:
„Czy Ty jesteś Tym…?”
Jego wiara rodzi się nie z pewności, ale z zaufania.
Jezus odpowiada mu znakami: niewidomi widzą, chromi chodzą, głusi słyszą, ubogim głosi się Dobra Nowina.
To jest kerygma Adwentu:
Bóg przychodzi tam, gdzie człowiek nie daje już rady.
Izajasz i Jezus uczą nas jednego:
wiara nie jest dla mocnych – wiara czyni mocnymi słabych.
W proroctwie słyszymy o rękach, które się trzęsą, o kolanach, które się uginają.
To obraz człowieka zduszonego życiem, zmęczonego, rozczarowanego, przegranego.
To obraz wielu z nas.
A jednak właśnie tam zaczyna działać Bóg:
– pustynia staje się jeziorem,
– wyschnięta ziemia – wodotryskiem,
– chromy – tańczy,
– niemy – śpiewa,
– niewidomy – widzi Boga.
Jan Chrzciciel jest surowy, ale prawdziwy. Nie udaje, że wszystko rozumie.
Pyta, szuka, szczerze szarpie się z Bogiem.
I Jezus nie gani jego pytań – odpowiada czynami.
To dla nas nauka:
Bóg nie oczekuje od nas doskonałości. Oczekuje prawdy.
Nie chce, byśmy udawali twardych. Chce, byśmy dali się prowadzić.

Adwent nie jest czasem lukrowanej pobożności.
Adwent to czas przebudzenia.
To czas, kiedy trzeba stanąć wobec własnej pustyni i powiedzieć:
„Panie, ja sam jej nie nawodnię”.
Może dziś nosisz w sercu lęk o przyszłość?
Może zmęczyło cię zmaganie z chorobą?
Może w pracy, w domu, w relacjach – czujesz, że twoje kolana już nie wytrzymują?
Może wiara stała się jak step bez deszczu?
Posłuchaj jeszcze raz Izajasza – nie jak poezji, ale jak obietnicy:
„Odwagi!
Nie bój się!
Oto Twój Bóg…
On sam przychodzi, aby cię zbawić”.
A Jezus dodaje:
„Błogosławiony, kto się Mną nie zgorszy… kto Mi zaufa bardziej niż sobie”.
Adwent wzywa:
Stań w prawdzie o swojej słabości – i pozwól Bogu być Bogiem.
Podczas każdej mszy na ołtarzu wydarza się to, co Izajasz zapowiadał:
pustynia stanie się ogrodem.
Chleb i wino – zwyczajne i kruche – staną się Ciałem i Krwią Pana.
To Chrystus, który przychodzi:
do twojego lęku,
do twoich pytań,
do twojej pustyni,
do twojego „nie wiem, jak dalej”.
W Eucharystii Jezus powtarza to samo, co przez proroka:
„Ja cię prowadzę. Nie bój się. Ja jestem”.
A my – jak Jan Chrzciciel – mamy wskazywać na Niego.
Mamy mówić światu:
„Oto Baranek Boży… On niesie zbawienie tam, gdzie go nie widać”.
Panie, w trzecim tygodniu Adwentu – tygodniu radości – chcemy uwierzyć,
że Ty naprawdę przychodzisz.
Przemień nasze pustynie.
Wzmocnij nasze omdlałe kolana.
Otwórz nasze oczy, aby widziały Twoje działanie.
Otwórz nasze serca, by przyjęły Twoją obecność.
Daj nam Adwent, który nie będzie tylko czasem świec i dekoracji,
ale czasem spotkania z Bogiem, który mówi: „Nie bój się – Ja jestem”.

Facebooktwitteryoutubeinstagram
Facebooktwitter

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.