Ukraińska golgota

Rok temu, w marcu ksiądz Wojciech Grzesiak, proboszcz parafii Katolickiego Kościoła Narodowego pw. Świętego Michała Archanioła w Rybniku i ratownik medyczny jastrzębskiego pogotowia, karetką Fundacji Humanosh przywiózł ze Lwowa do Rybnika pierwszego pacjenta – 20-letniego Maksyma, który na froncie stracił nogę. Od tego czasu do Ukrainy jeździ regularnie, by pomagać uciekającej przed frontem ludności cywilnej albo rozgrzeszać ukraińskich żołnierzy, którym ciężko żyć ze świadomością konieczności łamania piątego przykazania Bożego.

Ukraińska golgotaUkraińska golgota

Podczas Wielkanocy w małej parafii Michała Archanioła w Rybniku, urządzonej w ciasnym lokalu na parterze bloku przy ulicy Zebrzydowickiej, ksiądz Wojciech Grzesiak będzie mówił o Zmartwychwstałym. Potem ściągnie stułę, włoży kamizelkę kuloodporną i razem z żoną, która na co dzień pracuje w jastrzębskim pogotowiu (w Katolickim Kościele Narodowym nie ma celibatu – przyp. red.) ruszy w stronę bombardowanego Zaporoża. Gdy był tam ostatnim razem, 2 marca rosyjska bomba wybuchła 900 metrów od bazy Śląskiej Misji Medycznej. Życie straciło 13 osób, w tym jedno dziecko.

Szymon pomagał nieść krzyż 
– Do Zaporoża uciekły całe rzesze ludzi, najczęściej starszych i schorowanych. Są w pułapce. Bo front zbliża się do miasta. Na przedmieściach Hulajpola są już Rosjanie – mówi Grzesiak.
Tłumaczy, że rannych żołnierzy ratują rzadko, bo od tego są koledzy z grupy medyków wojskowych. On, jako dowódca grupy wsparcia w Śląskiej Misji Medycznej i jego ludzie zajmują się uchodźcami, którzy np. koczują teraz w teatrze w Zaporożu. Pomagają tym wszystkim, którzy nie mają na tyle sił i pieniędzy, by uciec do Polski, Unii Europejskiej czy gdziekolwiek.

– Media cały czas mówią o migracji zewnętrznej, o Ukraińcach, którzy przyjeżdżają do Polski. A w ogóle nie mówi się o emigracji wewnątrz Ukrainy. O ludziach, którzy nie mogą uciec. Idą 10 kilometrów przed frontem, a ten cały czas ich goni – mówi Grzesiak.

Opowiada, jak ratownicy przyjeżdzający ze Śląska do Charkowa czy Zaporoża dla „dźwigających swój krzyż” uchodźców stanowią coś w rodzaju ośrodka Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Schorowanym i starszym podają leki, zmagają się z ich odleżynami. – To nie są żołnierze, a zwyczajni cywile. Nie są ranni od kul czy bomb. To ludzie chorzy pozbawieni opieki medycznej – mówi Grzesiak, choć jak przyznaje, zdarza się, że na ich noszach są też żołnierze, bo dwie karetki zgłoszono do dyspozycji pogotowia w Zaporożu i obwodu dniepropetrowskiego i w nagłych stanach są wzywani.

– Jesteśmy im potrzebni, bo zapas ukraińskich medyków bardzo mocno się kurczy. Oni już nawet nie chcą, by dawać im karetki. Mówią: „po co nam karetki, skoro nie ma nimi kto jeździć? Wy nimi przyjedźcie”. Pomoc medyczna temu narodowi jest dziś bardzo potrzebna, nie mniej niż pomoc militarna, ale to już inna sprawa. Jesteśmy za mali, by o tym mówić – zauważa.

Boże, mój Boże. Czemuś mnie opuścił?
Czy uciekający przed bombami ludzie pytają księdza, gdzie jest Bóg? – To zwykle ludzie starsi, którzy boją się zadawać takie pytania. To ludzie należący do Cerkwi prawosławnej. Batiuszka jest dla nich wszystkim. Nie można się sprzeciwić batiuszce. Tak jak kiedyś u nas, na polskiej wsi, każdy bał się proboszcza, tak do dziś jest tam na prowincji. Być może mają takie myśli, ale żyją strachem przed sądem bożym, piekłem, przed tym, by zadać pytanie – gdzie jesteś, Panie Boże?; dlaczego mój syn albo wnuk teraz ginie? Są ortodoksyjnie prawosławnymi wierzącymi i wierzą bez refleksji – mówi ksiądz z Rybnika.

Nie zabijaj
Czy ukraińscy żołnierze, którzy bronią się przed rosyjskim najeźdźcą, mają problem z piątym przykazaniem Bożym? Proszą o rozgrzeszenie?

– Bardzo ich to męczy. Obrona Ojczyzny jest moralnie uzasadniona, mówi się „wojna sprawiedliwa”, obrona własna. Ale człowiek jest człowiekiem i to w człowieku zostaje – mówi Wojciech Grzesiak.

„Spowiedź” na froncie jest nieporównywalna z żadną inną. – Rozmawiałem z byłym funkcjonariuszem ukraińskiej jednostki antyterrorystycznej, który już w 2014 roku, odkąd w Donbasie trwa wojna, miał bardzo podłe zadanie – „czyszczenia tyłów”, dobijania Rosjan. Taki miał rozkaz. Musiał go wykonywać. I to rozwaliło mu całe życie. Dziś pracuje jako pomocnik w dziełach humanitarnych, ale wciąż nie potrafi się pozbierać. Nie potrafił się odnaleźć po tamtych strasznych doświadczeniach. Jego dowódcy patrzyli zimno, czy wykonuje rozkaz, nie zwracali uwagi na to, co czuje. I jedyną osobą, z którą mógł wówczas porozmawiać o tym, że „posprzątał iluś tam rosyjskich żołnierzy”, był prawosławny kapelan, do którego mógł przyjść i który traktował go jako człowieka, nie żołnierza wykonującego rozkazy – mówi Wojciech Grzesiak. Tłumaczy, że jako medycy z Polski widzą przede wszystkim człowieka i gdy na swojej drodze spotka dwóch rannych żołnierzy różnych armii i ten rosyjski będzie bardziej cierpiał, najpierw pomoże jemu.

– Nie możemy wyzbyć się człowieczeństwa w żadnym wypadku. Nie nam oceniać. Od ostatecznej oceny jest Pan Bóg, a przed nim trybunały i inne instytucje, które na ziemi wymierzają sprawiedliwość – zauważa.

Ukraińska golgotaUkraińska golgota

Ponieważ żołnierze, których spotyka w Ukrainie, wiedzą, że jest nie tylko medykiem, ale też księdzem, czasem proszą go o odprawienie mszy. I nie ma dla nich znaczenia to, że Polak nie zna obrządku prawosławnego. Chcą uczestniczyć w liturgii, ale ich dwóch kapelanów nie żyje, więc słyszy: ksiądz jest „teraz jedynym duchownym na froncie”. – Dlatego odprawiam im mszę rzymską, w której niektórzy uczestniczą pierwszy raz w życiu. Na Zaporożu na 160 tysięcy mieszkańców są tylko dwa kościoły katolickie. Nie ma tam wielu katolików ani grekokatolików. Są tylko prawosławni, ale to bez znaczenia – mówi ks. Wojciech Grzesiak. Dodaje, że w Ukrainie przestrzeń wiary nie żyje tymi problemami, którymi żyje się w Polsce. Tam nie ma różnicy, kto jest z jakiego kościoła.

– Wszyscy sobie pomagają, jak trzeba się razem modlić, to się modlimy – mówi.

Słodka śmierć
Czy, tak po ludzku, ksiądz boi się, że dosięgnie go któraś z kul? Pierwszy raz bał się, będąc we Lwowie 26 marca ubiegłego roku, gdy w związku z pierwszą wizytą prezydenta USA Joe Bidena w Polsce. Rosjanie zaczęli ostrzeliwać Lwów. Tam pierwszy raz widział lecące nad głową rakiety. – Byliśmy w jednej z czterech karetek. Nie znając realiów wojny, na polskich zasadach włączyliśmy niebieskie koguty. Szaleństwo! Ukraińscy żołnierze zaczęli na nas krzyczeć, byśmy powyłączali wszystko, porozjeżdżali się, bo jak rąbną w jedną karetkę to będzie druga w gotowości. Wtedy, w tym Lwowie pierwszy raz poczuliśmy strach. Pomyślałem – „my tu zginiemy”. A moja żona mówi: „to będzie słodka śmierć, bo stoimy koło fabryki marmolady” – wspomina Grzesiak.
Jak się później miało okazać, z każdą ich kolejną misją niebezpieczeństwo było większe, a strach chyba podobny. Kolejny raz bali się już na froncie wschodnim, gdy latały nad nimi irańskie drony. Wtedy pierwszy raz założyli kamizeli kuloodporne i hełmy, „bo dobry ratownik to żywy ratownik”. Teraz, w marcu, w Zaporożu też się bał. – Moi koledzy ratownicy byli w domu, pomagali choremu. Stałem przy karetce na zewnątrz, bo zawsze jeden jest na zwiadzie. I nagle słyszę charakterystyczny dźwięk kosiarki elektrycznej nad głową. I wiem, co to – dron wisi bezpośrednio nad karetką. Jeszcze zawołałem przez radio, że to koniec. Bo jak dron jest bezpośrednio nad celem, nie ma już żadnych szans ucieczki. Ale na szczęście po chwili widzę ukraińskiego żołnierza i myślę „spokojnie, to ich dron wywiadowczy”, ale też: „Grzesiak, co ty tu robisz?” – uśmiecha się do wspomnienia z Zaporoża, gdzie „muzykę wojny” słychać lepiej niż na najlepszym nagraniu z YouTube’a.

– Oczywiście, że się boimy. Chcemy wrócić do Polski, mamy tu rodzinę. Wszyscy pytają nas, po co tam jeździmy? – mówi Grzesiak.

Ukraina zmartwychwstanie
Jaka będzie Ukraina po wojnie? – Na pewno chciałaby być lepszą Ukrainą, bardziej europejską. Ukrainiec wyznania prawosławnego, Andrzej Wasko, dyrektor lwowskiego pogotowia, na jednym ze spotkań powiedział nam, że Ukraina musi przenieść się w świat Europy ze wszystkim, łącznie z religią. Bo „w jakim języku się modlisz, do tego świata należysz”. Dopóki Ukraina modli się w cerkwiach w języku rosyjskim bądź staro-cerkiewno-słowiańskim, należy do świata Rosji. Wierzę, że po wojnie zwróci się do świata europejskiego, już
to robi. Sława Ukrainie! – mówi.

(Rybnicka.eu)

Facebooktwitteryoutubeinstagram
Facebooktwitter

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.