Ewangelizacja z krzyżem

 
 
 

Po dwutygodniowej przerwie ks. Jarosław wyruszył dzisiaj, 28 maja, na kolejną piątkową misję z krzyżem Pana Jezusa. Nie może jej zaniechać, bo – jak mówi – jest świadom, że to Chrystus chce spotykać ludzi, aby ich umocnić. Kilka tygodni temu był już w Warszawie i przeszedł z krzyżem przez Krakowskie Przedmieście i Stare Miasto błogosławiąc; dzisiaj obrał inne miejsce. To znana galeria Złote Tarasy i Dworzec Centralny w Warszawie.
Jak zawsze niektórzy patrzyli ze zdziwieniem na księdza z krzyżem, błogosławiącego i rozdającego obrazki Matki Bożej i św. Charbela. Wyjątkowo jednak – jak podkreśla ks. Jarek – było wielu takich, który bardzo pragnęli błogosławieństwa. I młodych i w starszym wieku. Dorosłych i dzieci. Na peronach Dworca Centralnego spotykał ludzi wsiadających i wysiadających z pociągów. Było błogosławieństwo wielu młodych, którzy przyjmowali ze czcią wizerunek Matki Bożej, byli też i tacy, którzy go nie chcieli. Spotkał Gruzinów, którzy z wielką miłością przyjmowali błogosławieństwo, młodzież z Ukrainy, zakonnice. Byli ludzie, którzy bardzo potrzebowali rozmowy. Jak kobieta z córką, mówiąca: Chyba już przestaję wierzyć. Gdy córka skończyła 3 latka, umarł mój pierwszy mąż. Ksiądz mi wtedy powiedział, że to takie doświadczenie świętych, jak się cierpi, to idzie się później do nieba… Wyszłam ponownie za mąż. Kochałyśmy mojego męża, był wspaniałym ojcem. Umarł w zeszłym roku dotknięty przez pandemię. Niech tylko ksiądz mi nie mówi, że to znowu doświadczenie świętych…Nie mówię, chcę was tylko przytulić i powiedzieć, że Jezus was kocha. Nie odchodźcie, spójrzcie na ten krzyż. Czy to nie On stoi tutaj przed wami? – pytał ks. Jarosław. – I chciał was spotkać. O to Pana Jezusa prosiłem: poprowadź mnie do tych, których serce chcesz leczyć…
Widać było w oczach kobiet, że coś w niech pękło. Doszło nawet do wymiany telefonów. – Może przyjadą do Florencji na jakiś czas? Wsiadły do pociągu do Krakowa chyba trochę umocnione. Ufam w to bardzo – mówi ks. Jarosław.

Jak ci o kulach, po wypadkach, dla których modlił się o powrót do zdrowia, czy szukający pracy. A może jak mężczyzna, który płakał jak dziecko, a ksiądz go przytulał i otulał krzyżem na środku peronu, choć wszyscy patrzyli. Właśnie po 4 latach wyszedł z więzienia i trzeba było mu pomóc, bo choroba nowotworowa skóry, kolejna chemioterapia… Jak studenci z różnych krajów, których ksiądz dziś błogosławił – z Włoch, Rosji, Białorusi, a nawet Brazylii. Można by było wiele pisać, ale reszta niech zostanie w tajemnicy przed Bogiem. Były też rozmowy jak spowiedź – po prostu spotkania z ludźmi, którzy szukają Boga.
Ks. Jarosław nie przedstawiał się spotkanym ludziom jako kapłan Katolickiego Kościoła Narodowego, tylko mówił, że Jezus go tu przysłał. Jedno sobie przyrzekł po tym, co dziś znowu zobaczył i usłyszał: już takich długich przerw w misjach nie będzie czynił. Za dużo ludzi cierpiących czeka, aby do nich podejść i by w nich obudzić na nowo nadzieję.
Krótkie fragmenty dzisiejszych spotkań zostały zarejestrowane w Warszawie. Wszystko na świadectwo i chwałę Boga i Jego Matki.

Facebooktwitteryoutubeinstagram
Facebooktwitter

Leave a reply

Your email address will not be published.