Druga niedziela w wielkopostnym planie i kolejna góra na mapie Jezusowych wędrówek. Tym razem zabiera On ze sobą trzech apostołów, by wobec nich się przemienić. To jedna z barwniejszych scen z życia Jezusa. Podczas słuchania bądź czytania jej opisu wyobraźnia się nie nudzi.
Co nasz Pan zamierzał osiągnąć ? Z pewnością chciał , by Go lepiej poznali, by osiągnęli kolejny etap wtajemniczenia, by ich wzajemna relacja stała się jeszcze bardziej oparta na prawdzie, a przez to bliższa i trwalsza.
Uczniom, rodakom, znajomym Jezusa wydawało się, że Go znają; widzieli w Nim syna cieśli, proroka, nauczyciela… Po prostu, jednego z wielu…
My, dziś żyjemy bardzo szybko, bez refleksji, w pogodni za jutrem. Od czasu do czasu towarzyszą nam tylko pytania: co jutro będzie…. ? Czy nie dotknie mnie jakaś choroba, nieszczęście, nieprzewidziane zdarzenie ? Lękamy się by nie utracić pracy, by nie stracić tego co posiadamy, co nieprzewidziane. Codzienność nas codziennie zaskakuje. Jeśli nasze życie jest tak kruche, w czym można pokładać nadzieję ? Rodzi się wiele pytań. I do kogo mam się zwrócić. Każda ludzka odpowiedź ma swoja granicę i nie jest dla mnie pełna.
Z tym bagażem moich wszelkich ludzkich pytań, jakie rodzą się w sercu, zabiera mnie dziś Jezus wraz z apostołami na górę osobno. Zastanawiam się, dlaczego na górę ? Przecież mogliśmy pójść do ogrodu, spędzić ten dzień w zaciszu własnego domu. Ale jestem ciekaw, co chce mi pokazać, co mi powie, więc idę, ale pełen niepokoju. Rozmyślam w sercu. Wreszcie ma czas by się zatrzymać i pomyśleć choć trochę inaczej, nie tak jak wymusza na mnie świat codziennych spraw czy też logika słuszności tego, co wypada, co powinienem. Logika tych gotowych recept na życie i przereklamowanych odpowiedzi bilbordów na chwilowe szczęście ludzkich pragnień. Nawet nie zauważyłem, jak zostawiając świat za sobą zacząłem wspinać się w swoim wnętrzu wzwyż.
Tak, wspinając się w górę widzi się lepiej, z góry, bowiem widać życie, w jego pełnej perspektywie. Trzeba więc wejść na górę. Trzeba opuścić codzienne zajęcia i wejść na górę. Trzeba opuścić zwyczajny ludzki harmider. Rozumiem teraz, dlaczego Pan zabiera nas ze sobą. Trzeba nam iść w naszą codzienność, ale ciągle serce zwrócone ku górze, by przekraczać siebie, przekraczać swoje słabości. Kierunek jest jasny, iść w górę, by tam odnaleźć odpowiedź, odnaleźć siebie. By tam zrozumieć kim jestem i dokąd moje życie prowadzi.
Trzeba iść pokornie ze swoimi pytaniami, z niepokojem serca, by tam osobno zrozumieć, że On jest. By zrozumieć, że On jest Jego Synem i ja mam Jego słuchać.
Kiedy tajemnica Boga nas ogarnęła, ze strachu upadłem na twarz razem z Piotrem, Jakubem i Janem. Przed tajemnicą Boga trzeba upaść na zimie. Czy to strach przed nieznanym, przed tym, co nieogarnione, co przekracza mój umysł ? Teraz dopiero, gdy stanąłem na krawędzi nieskończoności, widzę swoją małość, słabość i kruchość własnej doczesności. Wydawało mi się – do tej chwili, że wszystko zależy ode mnie, że życie zależy ode mnie, że ten dzień do mnie należy. Wystarczy tylko, że sam sobie wszystko poukładam. Ale tu na górze własnego wnętrza, dotykając spotkania tego, co ludzkie z tym, co boskie, widzę swoją małość i kruchość. Widzę, że jestem w rękach Boga i moje życie jest w Jego rękach. Czy mogę ja grzesznik, przed Nim stanąć, czy mogę z Nim rozmawiać ? Czy da mi odpowiedź na moje pytanie; kim jestem i jak powinienem żyć ? Tak, usłyszałem to dokładnie: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. Wobec odpowiedzi upadam i ja – w proch ziemi, upadam przed wielka Tajemnicą . Ale przecież upadam każdego dnia w pyle codzienności. Upadam ze strachu. Upadam, ilekroć polegam tylko na sobie, ilekroć tracę z oczu horyzont życia. Czy to już koniec ? „Wstańcie, nie lękajcie się”. Podnosząc swój wzrok widzę Jego Oblicze. Ludzkie oblicze Boga, które pełne jest miłości, pokoju, nadziei; to jest Boże oblicze człowieka. Odpowiedź Ojca jest w Nim. On jest odpowiedzią. Nie musze się bać. On jest. On mówi bym wstał i się nie lękał. Bym wstał z prochu moich ludzkich słabości, bezradności, fałszywej beznadziejności, która zakradła się w sercu.
Będę wychodził w życiu na górę jeszcze wiele razy. To początek drogi Wielkiego Postu, ale nie będę się lękał. Posłucham Go i uczynię tak jak mi powie, gdyż posłuszeństwo wiary jest gwarantem życia w ziemi obiecanej, tak jak przed wiekami od samego Abrahama.
Chrystus przemienił się nie po to, by pochwalić się nieziemskim blaskiem, innym światem, z którego pochodzi, ale by zaprosić nas, a następnie dać nam to światło na całą wieczność. W tym celu posłużył się nie strachem, szantażem, siłą, ale pięknem które „na to jest, by zachwycało” (C.K. Norwid)
+ Andrzej Lipiński KKN Warszawa
Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis