Muzeum dusz w Czyśćcu cierpiących w Rzymie .

W samym centrum Rzymu znajduje się niezwykłe muzeum, będące zbiorem dowodów łączności naszego świata, Kościoła Pielgrzymującego, ze światem dusz cierpiących i oczyszczających się  w Czyśćcu – Kościoła Cierpiącego.

Zaledwie 1 km na północny zachód od Watykanu znajduje się maleńki kościółek – Najświętszego Serca. W świątyni znajduje się coś, co od dawna nie dawało mi spokoju – muzeum dusz w czyśćcu cierpiących . Właściwie to eksponaty, które świadczą o wzajemnym kontakcie świata doczesnego ze światem pozagrobowym. Kościoła pielgrzymującego ( ziemskiego) z Kościołem cierpiącym ( oczyszczającym się ) .  Jakież było moje wielkie zaskoczenie , kiedy dotarłem  pod wskazany adres . Nie mogłem znaleźć świątyni. Zastałem ciąg kamienic  a spodziewałem się czegoś dużego , pokaźnego. Tymczasem znalazłem  neogotycki kościółek   wciśnięty w rząd kamienic, nad samym Tybrem. Mimo że znajduje się nieopodal Watykanu, a więc w samym centrum Rzymu, nawet rodowici rzymianie mieli kłopot ze wskazaniem drogi do niego. Wielu z nich nawet o nim nie słyszało. Kolekcję , która mnie przywiodła do tej świątyni zebrał na przełomie  XIX i XX w.   francuski franciszkanin. Nazwał ją Muzeum Dusz Czyśćcowych.

Ów zakonnik, ojciec Victor Jouet, przybył do Rzymu prawdopodobnie w latach osiemdziesiątych XIX w. Długo szukał właściwego miejsca na nową świątynię. Miał niewiele pieniędzy, a bardzo zależało mu na atrakcyjnej lokalizacji. Znalazł wreszcie odpowiednią działkę tuż nad brzegiem Tybru, ale była ona bardzo wąska. Po nabyciu parceli zaczął więc poszukiwania architekta, który sprostałby ograniczeniom terenu i gustowi ojca Joueta. Zanim to nastąpiło, ojciec Victor Jouet postanowił wybudować na wybranym miejscu niewielką kaplicę pod wezwaniem Wstawiennictwa Najświętszego Serca Jezusowego. Została ona ukończona w czerwcu 1890 r. Robi niezwykle wrażenie. Kiedy wszedłem do dzisiejszej świątyni Wszystkich świętych po krótkiej adoracji Najświętszego Sakramentu postanowiłem udać się do muzeum. I znowu nastąpiło następne zderzenie z rzeczywistością . Obszedłem cały kościołek i nic nie znalazłem. Udałem się do zakrystii i dopiero tutaj poprowadzono mnie do wskazując ciąg gablot w których znajdują się interesujące mnie eksponaty. Jak powiedział oprowadzający mnie zakrystianin eksponaty nie budzą dzisiaj  takich emocji jak przed kilkoma dziesięcioleciami, bo rocznie odwiedza to miejsce zaledwie około 4 tys. osób. Według jego relacji od kilku lat Kościół nosi się z zamiarem  zamknięcia muzeum z tego właśnie powodu ale  również dlatego, że częściej od pobożnych wiernych przychodzą  tu fascynaci zjawisk paranormalnych, a czasami  nawet sataniści. Na razie jednak muzeum jest czynne i można je odwiedzać w godzinach otwarcia kościoła.  Co więc zastałem w gablotach ?

Wypalone ślady

Wśród  eksponatów zgromadzonych w gablocie można zobaczyć głównie odciski palców i dłoni wypalone na książkach i fragmentach tkanin. Przedmioty te zostały sprowadzone z Niemiec, Belgii, Francji, Austrii i Włoch, najstarszy pochodzi z 1696 r., a najmłodszy z 1919 r. Z każdym z tych przedmiotów wiąże się niezwykła historia ukazania się żyjącej osobie zjawy z czyśćca.

Według relacji pisemnych , które można zastać w muzeum , takie odwiedziny przeżył m.in. Józef Leleux. W nocy 21 czerwca 1789 r. pojawił się przed nim duch zmarłej przed 27 laty matki. Wypomniała mu, że nie uczestniczy w Mszach św. za jej duszę, mimo że ojciec wpisał to do testamentu jako jego obowiązek. Matka wyrzucała mu też rozwiązłe życie i błagała, aby się zmienił. Na pożegnanie położyła dłoń na rękawie jego nocnej koszuli. Pozostawiła na nim wypalony ślad. Pod wpływem tego wydarzenia Leleux nawrócił się i założył katolickie stowarzyszenie dla ludzi świeckich. 45025348b80a0c1210f4104cd31e4fad95b2adbcc3d3d9Wypalony ślad ręki widnieje też na egzemplarzu książki „O naśladowaniu Chrystusa” należącym do Małgorzaty Demmerlez. W 1815 r., pracując w swoim gospodarstwie, zobaczyła kobietę w ubraniu pielgrzyma, która schodziła po schodach stodoły.
Patrzyła na Małgorzatę smutnym wzrokiem i ciężko wzdychała.Przerażona Małgorzata zasięgnęła rady księdza i gdy kobieta pojawiła się następnym razem, zapytała ją, kim jest. Ta miała jej odpowiedzieć: „Jestem twoją teściową, która trzydzieścikorp_015_n lat temu umarła przy porodzie. Udaj się z pielgrzymką do Sanktuarium Matki Boskiej w Mariental i zamów dla mnie dwie Msze święte”. Po powrocie Małgorzaty z pielgrzymki teściowa pojawiła się jeszcze raz, podziękowała i zostawiła ślad dłoni na książce.

Jest też w muzeum fotokopia banknotu o wartości 10 lirów. Pod zdjęciem można znaleźć informację, że jest to jeden z 30 takich banknotów, które znajdowano między sierpniem a listopadem 1919 r. w pewnym włoskim klasztorze. Miał je tam zostawiać kapłan, który przed śmiercią mieszkał w tym klasztorze, by opłacić Msze św. w swojej intencji.5

Rzymskie Muzeum Dusz Czyśćcowych nie jest jedynym miejscem na świecie, w którym przechowywane są podobne pamiątki. Na przykład w kościele w austriackim Hall przechowywany jest modlitewnik ze śladem kciuka. Zostawił go podobno w 1669 r. zmarły ksiądz z tej parafii, prosząc jedną z parafianek o modlitwę. Kciuk przepalił grubą okładkę modlitewnika i czterdzieści następnych stron. Miejscowy kowal, chcąc udowodnić, że to fałszerstwo, próbował wypalić podobną dziurę rozżarzonym narzędziem. Poddana eksperymentowi książeczka w całości jednak spłonęła.

Znany jest też cud, który miał miejsce w Polsce. Jego materialne świadectwo, korporał z wypalonym śladem dłoni, przechowywany jest na Jasnej Górze. korp_015_nNie ma bezpośrednich relacji z tego, w jaki sposób ślad ten powstał, ale istnieje późniejsze świadectwo, które podaje jedną z możliwych wersji wydarzeń. Jest to opowieść pewnego księdza, który odwiedził Jasną Górę w 1890 r. Pokazano mu wtedy korporał, a oprowadzający go zakonnik opowiedział mu pewną historię. Jakiś czas wcześniej dwóch księży paulinów obiecało sobie wzajemnie, że ten, który pierwszy umrze, da drugiemu jakiś znak z zaświatów. Kiedy jeden z nich zmarł i minęło już trochę czasu od jego śmierci, drugi zakonnik przypomniał sobie o tej obietnicy podczas sprawowania Mszy św. Ponieważ zmarły współbrat nie dał do tej pory żadnego znaku, przyszło mu do głowy, że może nie ma życia po śmierci. W tym samym momencie na korporale, który właśnie składał po zakończeniu Mszy, pojawiła się ręka. Po chwili zniknęła, na korporale pozostał jednak wypalony ślad.

Dusze czyśćcowe  i mistycy

Postacią najbardziej znaną z kontaktów z duszami czyśćcowymi była żyjąca w XX w. Maria Simma. Jej pierwsze spotkanie z duszą czyśćcową miało miejsce w 1940 r., gdy miała 25 lat. Około czwartej nad ranem obudziły ją kroki kogoś obcego. Zobaczyła postać, zagadnęła ją, ale ta nie odpowiadała na jej pytania. Była bardzo zdziwiona, ponieważ nie mogła jej też dotknąć. Rano opowiedziała wszystko swojemu spowiednikowi, który poradził jej, aby w takich sytuacjach zawsze stawiała pojawiającej się osobie pytanie, po co przychodzi i czego sobie życzy. Następnej nocy przyszedł ten sam zmarły. Zapytany przez Marię odpowiedział, że bardzo prosi, aby odprawiono za niego trzy Msze św. Od tego czasu dusze czyśćcowe zaczęły regularnie ją odwiedzać, prosząc szczególnie o Msze św., a także o różaniec i drogę krzyżową w ich intencji. Maria Simma pomagała duszom czyśćcowym nie tylko przez modlitwę, ale również przez ofiarowane za nich cierpienia. Czasem odnosiła wrażenie, że wszystkie jej członki są rozrywane, innego dnia odczuwała na całym ciele gwałtowne pchnięcia sztyletem. Kiedy indziej czuła, jakby wbijano w jej ciało tępe żelazo.

Znane są również doświadczenia wielu świętych, do których przychodzili zmarli z prośbą o modlitwę. Takie wizyty zdarzały się np. o. Pio. Pewnego dnia na przykład modlił się w oratorium klasztornym, gdy usłyszał głosy. Pomyślał, że seminarzyści sprzątają kaplicę, dlatego starał się nie zwracać na nie uwagi. W pewnym momencie jednak świece przy bocznym ołtarzu złamały się i spadły na ziemię. Ojciec Pio, słysząc hałas, wstał i poszedł sprawdzić, co się stało. Przy barierkach przed ołtarzem zobaczył klęczącego młodego mężczyznę w zakonnym habicie. „Kim jesteś?” – zapytał go Pio. „Jestem kapucynem, nowicjuszem. Jestem z czyśćca, odbywam pokutę za brak sumienności w pracy kościelnej” – usłyszał w odpowiedzi. „A to mi sposób na zadośćuczynienie – połamać wszystkie świece” – obruszył się święty. – „Odejdź stąd i nie wracaj więcej. Jutro odprawię za ciebie Mszę, nie będziesz już cierpiał”. Podobno dopiero po chwili dotarło do Pio, że rozmawiał ze zmarłym i przeszedł go po plecach zimny dreszcz.

Zmarli  fizycznie dalej żyją w wieczności

Z tych licznych relacji wynika, że na przestrzeni wieków Pan Bóg z jakichś powodów zezwala zmarłym na kontaktowanie się z żyjącymi, by upominali się o modlitwę. Najczęściej zmarli, przybierając jakąś materialną formę, przychodzą do ludzi bardzo pobożnych czy wręcz świętych albo też wybierają kogoś bliskiego, na którego wrażliwość mogą liczyć. Chyba każdy, jeśli sam tego nie doświadczył, słyszał w rodzinie czy od znajomych historię o tym, że babcia we śnie ujrzała zmarłego dziadka, syn rodziców, siostra brata… Te spotkania nie są najczęściej tak spektakularne jak te opisane powyżej. Psycholog dr Louis E. La Grand, przebadał wiele osób, które twierdziły, że miały kontakt z osobami zmarłymi, zwłaszcza z kimś bliskim. Na podstawie zebranego materiału stwierdził, że najczęściej są to tak zwane doświadczenia intuicyjne – ktoś czuje obok siebie obecność zmarłego, ktoś lub coś stale mu o tym zmarłym przypomina. Bardzo często zmarli przychodzą do nas w snach, czasem przypominają nam się przez jakiś zapach, dotyk innej osoby, zwierzę. Są też tacy, którzy słyszą charakterystyczne dla zmarłego kroki, głos, słowa.

Dlaczego Bóg pozwala na tak dziwne nieraz zjawiska? Teologia mówi o jedności trzech Kościołów: pielgrzymującego, oczyszczającego się i zbawionych. Jedność ta wyraża się we wzajemnej pomocy w osiągnięciu zbawienia. Wierzymy w to, że chociaż zmarli są w innym stanie , to jednak żyją. Być może Pan Bóg zezwala na te kontakty, by tę wzajemną pomoc uskuteczniać. Możemy wspierać ich modlitwą, o co zresztą bardzo często proszą, ale też możemy ich prosić o wstawiennictwo w różnych sprawach. Mimo swego oddalenia od Boga dusze w czyśćcu modlą się, nie mogą jednak w ten sposób pomóc sobie. Warto zatem może wykorzystać ten „magazyn łask”, odwdzięczając się Mszą, modlitwą czy westchnieniem za tych, którzy od nas już odeszli, a do Boga jeszcze nie trafili.

bp Adam Rosiek

 

Facebooktwitteryoutubeinstagram
Facebooktwitter

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.