Moje owce słuchają mojego głosu – XXVI Niedziela Zwykła

 
 
 

Ktoś, kto odrzuca naukę Kościoła, sam wyrzuca się poza jego ramy! Tworzy sobie własną teologię, wierzy w wymyślonego przez siebie boga, trochę tylko podobnego do Boga, który objawia się człowiekowi na kartach Pisma Świętego. Taki człowiek przypomina pierwszego syna z dzisiejszej Ewangelii. Mówi do Boga „tak”, ale swoimi czynami przeczy wypowiedzianym słowom.

W życiu często szafujemy obietnicami bez pokrycia i ostentacyjnie przyznajemy się do Jezusa. Nazywamy siebie wierzącymi, kiedy jest to dla nas wygodne i może przynieść nam konkretną korzyść. Kiedy zaś przychodzi dać temu świadectwo swoimi wyborami, życiem, konkretną postawą w pracy, czy na ulicy,  publicznym wyznaniem wiary w sytuacji dla nas niewygodnej, nie jest to już takie pewne. To postawa  dla której nie ma miejsca w królestwie niebieskim. Dlaczego? Bo mimo deklarowanej wiary, tak naprawdę nie wypełniamy  woli Ojca, który jest w niebie.

Jeśli chcę mieć udział w Królestwie Bożym, przygotowanym mi od założenia świata, muszę żyć na co dzień wiarą, a nie jedynie jej deklaracjami. Pomimo upadków i słabości Jezus nie przekreśla mnie. Nawet wówczas, gdy się Go zaprę. Mimo grzechu mogę zacząć od nowa. Podjąć się tego, co wcześniej się nie udało, pragnąć naprawić to, czym Go zraniłam. Muszę jednak odważnie spojrzeć w swoje serce, uznać swoje słabości i oddać Mu to, co nędzne i grzeszne. I zacząć po raz kolejny, gorliwiej i świadomiej żyć tym, czego mnie naucza, czego ode mnie pragnie. Bo tylko w ten sposób wypełnię Jego wolę.

A jaka jest moja wiara? Jaka jest moja postawa wobec prawd głoszonych przez Kościół?

Facebooktwitteryoutubeinstagram
Facebooktwitter

Leave a reply

Your email address will not be published.