DWUDZIESTA  NIEDZIELA  ZWYKŁA   –   16 sierpnia 2020r.

„O niewiasto,  wielka jest twoja wiara;

Niech ci się stanie jako chcesz…”  Mt 15, 28).

 

Drodzy Moi ! Jesteśmy po głębokich przeżyciach religijno-patriotycznych , które odbywały się w różnych miejscach i w wielu z nich braliśmy czynny udział . I dzięki  Bogu !  I tak praktykujmy. Niech dobro, rodzi  dobro, szczególnie tam, gdzie jesteśmy z woli Bożej Opatrzności.  Starajmy się być siewcami dobra, czasem może nawet w cichości swojego serca.

Dzisiejsza Ewangelia relacjonuje pełne dramaturgii spotkanie Pana Jezusa z kobietą kananejską, poganką. To z pewnością wzruszająca scena usilnego błagania matki o ratunek dla swojego dziecka. Zadziwiająca jest reakcja Chrystusa,  który – jak zauważamy – w pierwszej chwili odmówił pomocy.

Pozorna surowość Chrystusa  zmierza do  głębszego celu niż tego spełnienia prośby o uzdrowienie córki dręczonej przez złego ducha. Bóg bowiem pranie obdarować proszącego niewspółmiernie doskonalszymi łaskami niż te, o które człowiek zabiega na modlitwie.  Inny kontekst tej sceny ukazuje nam prawdę o dobroci Boga, która daleka jest od ludzkich wyobrażeń; od tzw. nadskakiwania, od śpieszenia na każde skinięcie ludzkiego palca.  W Bożej dobroci chodzi o przekazanie  wyższych wartości, nie tylko doczesnych, ale przede wszystkim wartości nadprzyrodzonych, które służą duchowemu pożytkowi  człowieka.  Trzeba nam Drodzy, tę prawdę  zrozumieć, aby w doświadczeniach  trudnych sytuacji słowa modlitwy człowieka nie zamieniły się w słowa buntu przeciw „nieczułemu”  Bogu, który nie wychodzi  naprzeciw jego oczekiwaniom.

Dla Jezusa nic nie znaczy rasa, narodowość, przynależność do takiej czy innej partii. Dla Jezusa ważny jest KAŻDY CZŁOWIEK, który ma duszę nieśmiertelną i tak jak każdy inny, potrzebuje zbawienia. On w niewieście kananejskiej widział jaką ma duszę; duszę biedną człowieka zepchniętego na margines życia, pozbawionego właśnie przez jego rodaków własnej Ojczyzny, człowieka z którym się nikt  nie liczył, któremu nikt nie chciał udzielić pomocy, dlatego ulitował się nad jej cierpieniem i uzdrowił jej córkę. Wydaje się, że radość była po obu stronach; i po stronie Chrystusa i po stronie owej niewiasty.

Uzdrowienie córki niewiasty kananejskiej, dręczonej przez złego ducha, jest wyraźnym dowodem, ile dobrego może zdziałać prawdziwa miłość drugiego człowieka. Szczególnie chodzi tu o miłość współczującą, serdeczna , czynną.

W życiu każdego człowieka powtarza się sytuacja z dzisiejszej Ewangelii. Modlimy   się, jeździmy do różnych sanktuariów, a mimo wszystko, nasze prośby jakby niewysłuchane zawisły miedzy niebem, a ziemią. Wtedy właśnie  rodzi się  pokusa buntu, żalu  i  pretensji do Boga.  Tymczasem przyglądając się swojej codzienności, możemy dostrzegać wiele wspaniałych łask, o które nie zabiegaliśmy, a o który sam Bóg pomyślał.  Zdrowie, uroda, inteligencja, zdolności, rodzina – to dary, które uważamy za najzwyklejsze i oczywiste, które nam się należą.  Wiele pomyślnych wydarzeń w życiu traktujemy  jako szczęśliwy zbieg okoliczności, a w rzeczywistości są przejawem nieskończonej miłości  Boga. On dziś posługuje się ludźmi, tak jak  Chrystus przed wiekami czynił cuda  poprzez ręce Apostołów. Każdy z nas, czyniąc dobro, staje się Apostołem Bożej miłości.  Szukajmy tego,   co łączy, buduje, a nie tego co dzieli, co wprowadza zamęt do ludzkiego serca i sumienia.

Wiara, zaufanie i pokorna modlitwa owej kobiety kananejskiej jest dla nas pouczającą lekcją. Kto z nas miałby tyle co ona wytrwałości i samozaparcia, ufając, że jeśli nie dziś, to w najodpowiedniejszym wedle Boga czasie  spełnienie się naszej modlitwy nastąpi. Bo jak ktoś powiedział; jak człowiek wierzy, tak się modli.

Kiedyś Chrystus nie będzie nas wynagradzał za wiedzę, ale za wiarę. W tej drugiej już połowie sierpnia, kiedy wakacje dobiegają końca, zróbmy sobie rachunek z naszej wiary.  Jaki przymiotnik naszej wiary dałby dziś Chrystus? Czy powiedziałby, że jest to  wiara wielka,  czy wiara maleńka ?  Czy wiara  Piotra chodzącego po morzu,  czy wiara Tomasza  po Zmartwychwstaniu Chrystusa. Czy wiara zarozumiała, legitymująca się słowami; „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego  w  miejsce  gwoździ i nie włożę ręki mojej do Jego boku,  nie uwierzę” (J 20,  25).  Jaka właściwie jest moja wiara ? Odpowiedzi na te refleksje i pytania, niech dostarczy nam usłyszana Ewangelia podczas liturgii Eucharystii.

 

Bp Andrzej Lipiński , Warszawa

Facebooktwitteryoutubeinstagram
Facebooktwitter

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.