Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny 15 sierpnia 2019 r.

Wniebowzięta królowo wszechświata

przyjmij wszystkich w Twą świętą niewolę

by przez ziemskie cierpienia i bóle

bramy niebios otwarły się nam

Wpatrujemy się dzisiaj w niebo jak apostołowie, którzy uczestnicząc w pogrzebie Maryi z niedowierzaniem zobaczyli aniołów unoszących ciało Matki Bożej do nieba. Tak tę scenę, która jest przedmiotem naszej dzisiejszej uroczystości, opisują apokryfy.

Dogmat ogłoszony 1 listopada 1950 roku przez papieża Piusa XII, a uznawany jak reszta dogmatów, przez Katolicki Kościół Narodowy, głosi iż: „Niepokalana Bogarodzica zawsze Dziewica Maryja, po dopełnieniu życia ziemskiego z ciałem i duszą została wzięta do nieba…”.

Liturgia na różne sposoby ukazuję piękno Maryi. Jest tą, która przynosi światło na świat, przez którą można zobaczyć niebo, jest Królową, w której zakochany w Niej Król chce ją mieć przy sobie. Bóg jest tak zafascynowany Maryją, że chce Ją mieć przy sobie.

To piękno Maryi i jej pokora, która była nieodłącznym elementem Jej życia doprowadziła do tego, że po zakończeniu ziemskiego życia – śmierci, została wzięta do Nieba, aby być dla nas wzorem, aby stać przed Tym, który Ją wybrał.

Orygenes, jeden z pierwszych chrześcijańskich pisarzy, opisywał grzech używając metafory: jego zdaniem grzesznik to ktoś, kto przybrał na swoją twarz maskę, która powoduje że nie jesteśmy w stanie rozpoznać jego prawdziwego oblicza. Dzisiaj lepiej byłoby nam powiedzieć, że nałożył na twarz tak wielką warstwę makijażu, zakrywając swoją prawdziwą cerę, prawdziwe obliczę, że nie bylibyśmy w stanie rozpoznać jego oblicza bez tego oszpecenia naturalności.

Jakże często każdy z nas próbuje nakładać na swoją twarz maskę, udając kogoś, chcąc zdobyć pozycję społeczną. Coraz częściej zaczynają się w naszym społeczeństwie liczyć konotacje społeczne, powiązania, układy, a coraz mniej zwracamy uwagę na wartość człowieka, jego wykształcenie, znajomość świata.

Zamknięci w swoich pałacach możni tego świata próbują swoimi okrągłymi zdaniami, w moralizatorski sposób, kształtować przestrzeń społeczną, rzeczywistość od której sami się wyimaginowali, tworząc podwójną moralność dla siebie i swojej rodziny jedną i drugą dla reszty społeczeństwa.

I zatrzymujemy się dzisiaj patrząc na Pokorną Służebnicę Pańską, z wielkim zadziwieniem, podobnym do tego, które zastaje nas po wejściu do Bazyliki Jasnogórskiej, gdzie scena tajemnicy dnia dzisiejszego jest przedstawiona w ołtarzu głównym. Widzimy Maryję jako tę, która jest w drodze, która niesie pomoc, idzie do swojej krewnej Elżbiety będącej w błogosławionym stanie.

Dzisiaj jeśli wychodzimy na ulicę, jeśli spotykamy drugiego człowieka, to często przeciwnym marszu, bo ideologia, bo przeciwne poglądy.

Zatarło się w nas poczucie pokory, a może my jeszcze je mamy, lecz wielu o wielkich aspiracjach i dobrych konotacjach lecz niestety zawężonym umyśle, już dawno zapomniało o tej cnocie. A On rozprasza pyszniących się sercami, z pyłu podnosi biedaka, z barłogu dźwiga nędzarza.

Potrzeba nam zatem wyjść, ruszyć jak Maryja do drugiego człowieka, do tego, który mnie potrzebuje, który czeka na moją pomoc. Wyjść z miłością, z oddaniem. Bo co niesie się w swoim sercu to się również otrzymuje.

To wyjście Maryi nie było jedynym, po kilkudziesięciu latach wyjdzie Ona za swoim Synem i będzie szła aż na Golgotę, doświadczając wszelkich przeciwności i rozważając w sercu Boże sprawy.

A ja? Czy potrafię dzisiaj wyjść do drugiego człowieka, czy potrafię podać mu rękę obojętnie kim jest.

Każdego dnia staję obok moich braci Niemców mając świadomość wielu przykrych wydarzeń dzielących nasze narody, co więcej pochylam się nad schorowanymi i posuniętymi w latach, mając świadomość ich przeszłości, ich historii życia. Ale jeszcze nigdy nie spotkałem się z brakiem szacunku czy złym słowem ze względu na moje Polskie pochodzenie, czy nieudolne rozmawianie w języku niemieckim, co więcej w każde polskie święto narodowe ubieram z dumą koszulkę z orzełkiem, albo wpinam w klapę garnituru biało-czerwoną flagę. To co nas różni, nie może nas dzielić!

Jesteśmy dziećmi tego samego Boga. Podążamy w tę samą stronę, każdy odpowiadając za swoje wybory życiowe. A moje przywiązanie do Ojczyzny, patriotyzm, jest na tyle czytelnym znakiem, nienarzucającym się nikomu, że wspólnie razem możemy obok siebie żyć.

Czy więc wychodząc dzisiaj z Eucharystii pójdę z pośpiechem, bez głoszenia moich ideologii, świadcząc swoją postawą o wyznawanych zasadach, do mojego bliźniego?

ks. Artur Sitko 

Podziel się ...

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*