Szesnasta Niedziela Zwykła – 21 lipca 2019

Mamy wokół siebie wielu ludzi zabieganych, „krzątających się”. Ich troska jest związana z niekończącym się pomnażaniem posiadanych dóbr. A więc uwijają się, by mieć więcej i twierdzą, że ciągle im brakuje czasu. Nawet niedziela nie stanowi dla nich przeszkody. Nie tylko sami nie przeżywają jej po Bożemu, ale utrudniają to również innym. Ich spryt, zaradność wydają się wręcz nie do pojęcia. Jest tylko jeden problem – w tym wszystkim brakuje miłości. Podobnie jak u kobiety, która przychodziła do kościoła godzinę przed Mszą, aby się pomodlić. Ale po wyjściu ze świątyni robiła wiele zła swoim pozbawionym miłości językiem, rozsiewając plotki, obmowy i oszczerstwa.

Czytany dziś w liturgii fragment Ewangelii poprzedza opowieść o przedsiębiorczym Samarytaninie, który jest obrazem i wzorem miłości bliźniego: wrażliwej, konkretnej, nieszczędzącej własnego czasu i majątku. Natomiast  Marta z dzisiejszego fragmentu przyjęła Jezusa i uczniów w swoim domu w Betanii. I „uwijała się około rozmaitych posług” (Łk 10,40). Pełniła wobec nich, utrudzonych drogą i pracą, rolę Samarytanina. Maria zaś usiadła i słuchała Jezusa. A sam Jezus stwierdził, że „obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona” (Łk 10,42).

Jakże interesującą prawdę odkrywa dla nas Chrystus.  W Jego nauczaniu chodzi o to, aby właściwie ustawić hierarchię życiowych wartości. Wartością zaś najważniejszą jest trwanie w bezpośredniej bliskości z Panem i wsłuchiwanie się w każde Jego słowo. Stąd zawsze powinno nam zależeć na tym, żeby nie uszło naszej uwagi nic z tego, co mówi do nas Jezus.

Podziel się ...

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*