• Słowo Pana na nadchodzący tydzień: „Pan jest moją mocą i źródłem męstwa! Jemu zawdzięczam moje ocalenie. On Bogiem moim, uwielbiać Go będę, On Bogiem ojca mego, będę Go wywyższał.”(Wj 15,2)

Prawdziwa historia stygmatów św. Ojca Pio

 
 
 

To, co zostało ujawnione już po śmierci świętego, wywołuje dreszcze. Przeczytajcie o reakcji przełożonych Ojca Pio na fakt pojawienia się stygmatów na jego ciele.

Moja dusza rozpływa się w cierpieniu i miłości, goryczy i słodyczy jednocześnie.

Jak mogę udźwignąć tak bezkresne działanie Najwyższego?

Z listu ojca Pio do ojca Benedetta, 12 stycznia 1919 roku

Ojciec Venanzio z Lisle-en-Rigault zasiada sztywny w fotelu w swoim biurze. Wyniosły, o ostrych rysach twarzy, z długą, siwą brodą, która na piersiach rozdziela się na pół. Okrągłe okularki na orlim nosie przesłaniają przenikliwe spojrzenie: spojrzenie, które wprawia w zakłopotanie stojącego przed nim ojca Benedetta. Zatopiony w zadumie przełożony generalny trwa w milczeniu, przeglądając kilka kartek na biurku. Następnie bierze jedną z gazet.
– Mam nadzieję, że ojciec czytał – zwraca się do ojca Benedetta, ale nie pozwala mu odpowiedzieć. – “Il Mattino”… ma wielu czytelników w całym kraju.

Wie ojciec, co oznacza ten artykuł o ojcu Pio i jego cudach, prawda? Daremne byłoby przypominanie tytułu: ojciec Pio, “święty” z San Giovanni Rotondo, dokonuje cudu na osobie sekretarza miejscowości, w obecności specjalnego wysłannika “Mattino”…

– Pyta ojciec tak, jakbym to ja napisał – odpowiada ojciec Benedetto. Zebrał się na odwagę i odpowiedział jednym tchem. Wie, że sytuacja jest delikatna, ale nie chce, by uważano go za odpowiedzialnego za to wszystko.
Poirytowany ojciec Venanzio marszczy brwi, lecz szybko łagodnieje.
– Może być problem – mówi. – Dowiedziałem się, że po przeczytaniu tego artykułu wielu ludzi zaczęło udawać się do San Giovanni Rotondo w poszukiwaniu tego “świętego zakonnika”. Przynoszą mu chorych, biwakują na polach, a to wcale nie jest dobre dla obrazu zakonu i Kościoła, zgadza się ojciec?

– Zasadniczo tak – potwierdza ojciec Benedetto.
– Zasadniczo… proszę to lepiej wytłumaczyć.
– Do opisanych przez gazetę zdarzeń rzeczywiście doszło. Uzdrowienia były i o ile mogłem się dowiedzieć, trudno uwierzyć, że bezpośrednio zainteresowani ulegli sugestii. To zatem naturalne, że ludzie przybywają do San Giovanni Rotondo w poszukiwaniu nadziei.
– Będą was atakować, wie ojciec? – dodaje poważny przełożony generalny. – Zaatakują ojca Pio, was, kapucynów z San Giovanni Rotondo. Więcej, już zaczęli to robić…
– Ale kto…
– Docierają narzekania, krytyka, również tu, do Rzymu. Jedni obawiają się epidemii wskutek pielgrzymek tych wszystkich chorych albo zamieszek. Inni snują przypuszczenia, że te rany, domniemane stygmaty, mogą być objawem jakiejś infekcji…
– Ale lekarze temu zaprzeczyli! – przerywa ojciec Benedetto. Szybko jednak spuszcza głowę. – Proszę o wybaczenie. Bardzo lubię ojca Pio i cierpię, słysząc te oszczerstwa pod jego adresem. Doktor Merla, a także doktor Romanelli…
– Doktor Angelo Merla, miejscowy lekarz – podejmuje ojciec Venanzio. – Z całym szacunkiem dla niego, jest zwykłym lekarzem rejonowym. Owszem, wykluczył, że rany ojca Pio pochodzą z infekcji, ale może trzeba bardziej autorytatywnych badań.
– Dlatego zwróciłem się z prośbą do doktora Romanellego – mówi ojciec Benedetto. – Jest znanym lekarzem, to ordynator z Barletty. Przeprowadził już dokładne badania.
– Romanelli jest nieco stronniczy, chyba ojciec nie zaprzeczy? Mam tu jego relację, zobaczmy zatem… o, właśnie: “Należy wykluczyć, że etiologia ran ojca Pio ma pochodzenie naturalne. Czynnika wywołującego je należy się doszukiwać, bez motywu błędnego, w nadprzyrodzoności…”. Romanelli wydaje się bardzo pewny tego, co mówi. Jego opinia jest opinią lekarza, ale wierzącego.
– Czy to nie wystarczy? – pyta ojciec Benedetto.
– Proszę nie być naiwnym, ojciec też wie, że to bardzo delikatne zagadnienie. Opinia lekarza wierzącego może wywołać nieco zamieszania w głowach prostaczków.
– Proszę wybaczyć, ojcze Venanzio, ale nie rozumiem. Pio nikomu nie wyrządził krzywdy. Jego rany sam widziałem, są straszne i muszą mu przysparzać niewyobrażalnego cierpienia.
– Nikt nie podważa ran i krwi, ale od tego do dowiedzenia, że tu chodzi o rzecz nadprzyrodzoną…
– Co zatem ojciec proponuje?
Ojciec Venanzio wstaje, podchodzi do okna i spogląda przez nie zamyślony. Następnie zbliża się do swego rozmówcy, kładzie mu rękę na ramieniu. Jego poważne, surowe oczy wyrażają boleść.

– Narzekania na to, co się dzieje w San Giovanni Rotondo, przychodzą także z góry. Nie mogę wymieniać nazwisk, ale chodzi o osobistości mające przyjaciół w Rzymie. Watykan jest z tym na bieżąco, a to oznacza Święte Oficjum: nie jest rzeczą rozważną być na celowniku Świętego Oficjum, proszę mi wierzyć. To nic dobrego ani dla kapucynów, ani dla klasztoru, ani dla ludzi, a przede wszystkim dla ojca Pio. Trzeba to wyjaśnić, ale należy to zrobić we właściwy sposób. Dlatego za radą Stolicy Świętej postanowiłem zwrócić się do światowej sławy naukowca, profesora Amica Bignamiego, który wykłada patologię ogólną na rzymskim Uniwersytecie Sapienza. Jest znakomity, bardzo znany, doświadczony i poważany, a do tego deklaruje się jako ateista.
– Naprawdę ojciec uważa, że ktoś, kto nie wierzy w Boga, może badać to, co się dzieje z ojcem Pio? – pyta Benedetto, niepocieszony.
– Jeśli ojciec Pio naprawdę nosi znaki męki naszego Pana, jeżeli naprawdę otrzymał ten dar od Boga, to zniesie również badanie ateisty.
– Jest ojciec pewien?
– Chce ojciec znać prawdę? Nie, nie jestem pewien, ale w tym wypadku w grę wchodzą władze i naciski, z którymi lepiej nie żartować. Spełnijmy zalecenia Watykanu i prośmy Wszechmogącego o prawdę i mądrość.

Kilka godzin później, wracając do Foggii, ojciec Benedetto zastanawia się nad słowami generała. Czuje ucisk żołądka, który nasila się tak, że zakonnikowi brakuje tchu.
– Mój ty Piuccio – szepcze – masz rację, batalia dopiero się zaczyna i będziesz musiał walczyć jako mocarz. Niech Bóg zawsze będzie z tobą.

Leave a reply

Your email address will not be published.