Medytacje poprzedzające Misterium Wielkiego Czwartku

 

W chwilach poprzedzających rozpoczęcie Świętego Triduum – Wielkiego Czwartku, Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty , zwanych również dniami najświętszymi w roku, pragniemy przybliżyć Waszej duszy atmosferę chwil , które są już tuż, tuż przed nami.  Zapraszamy do lektury. Niech ona pomoże nam podjąć właściwe decyzje, których owocem niech będzie powrót do Boga w akcie sakramentu pokuty i Komunii świętej . 

Mszą Wieczerzy Pańskiej rozpoczynamy obchód Triduum Pas­chalnego, czyli pamiątkę męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Co roku Kościół zaprasza nas do zgłębienia tego, co każdy z nas nosi w sobie. Od chrztu bowiem każdy chrześcijanin został zanurzony w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, ale to, czym żyje, przerasta jego wiarę i jego rozum, dlatego co roku Jezus zaprasza, abyśmy duchowo uczestniczyli w Jego drodze paschal­nej. W Wielki Czwartek, w Wielki Piątek i w Noc Paschalną. Dziś Jezus pyta nas: Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?

Było to przed świętem Paschy. Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie do końca ich umiłował. Wraz z Jezusem wchodzimy dzisiaj do Wieczernika, by jeszcze raz przeżyć to, co tam dokonało się raz na zawsze – by prze­żyć Jego ofiarę i jeszcze głębiej złączyć z nią nasze życie, by wpisać ją w naszą biografię ludzką i chrześcijańską. Dzisiejszy dzień zatem, to szczególne święto Miłości, która poucza uczniów, aby umywali sobie wzajemnie nogi, która wydaje siebie w Eucharystii i pozwala się pojmać, aby oddać życie za zbawienie świata.

Musiało być coś przejmującego w tym rytualnym posiłku, skoro św. Jan zapisze po latach w Ewangelii zdanie, w którym czasow­nik miłować wydaje się występować w nadmiarze. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że ta wartość właściwie zrozumiana nie ma swojego końca. Poeta naszych czasów, tragicznie zmarły Edward Stachura, ujmie to lakonicznie: Co prawdziwie się zaczęło, nigdy się nie kończy. Znaki tej autentycznej miłości kultywowanej wobec każdego człowieka, a tego wie­czora w szczególny sposób wobec uczniów, rozpoczyna Jezus gestem ob­mycia nóg.

Ta scena, wstrząsająca w swej surowej prostocie, mówi o tym, co zna­czy, że Jezus umiłował swoich do końca; pokazuje, co zna­czy, że On nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz przyjął postać sługi. Umycie nóg jest symbolicznym rozpoczęciem godziny Chrystusa, czyli ofia­ry, w jakiej On składa swe życie za tych, których umiłował do końca.

Oto Bóg – wszechmocny i niepojęty – w Osobie Jezusa Chrystusa uniża się, gdy zdejmuje suknię i przepasany prze­ścieradłem, umywa nogi swoim uczniom, zasiadającym przy stole. Można sobie wyobrazić zdziwienie, które pojawiło się w tym momen­cie na twarzy Apostołów: Taka uroczystość, a tu ich Mistrz zachowu­je się w tak dziwny sposób! Myć gościom nogi to przecież zadanie niewolnika! To przecież tak, jakby w bajce o Kopciuszku król zapragnął zo­stać koniuszym, a wszyscy bogowie greccy zamierzali zstąpić z Olimpu by porzucić swoją boską wielkość i stać się kruchymi śmiertelnikami. Czy może więc dziwić reakcja Piotra, który sprzeciwia się Jezusowi: Nie, nie pozwolę, abyś mi nogi umywał?

W czasach Pana Jezusa umywanie nóg gościom było znakiem ser­deczności i gościnności, wykonywanym przez sługi gospodarza; pod ich nieobecność sam gospodarz wypełniał ten obowiązek. Spełniając przy­wilej gospodarza, Jezus potwierdza, że nie przyszedł, aby Mu służono, ale aby służyć i ofiarować swe życie dla zbawienia nas wszystkich. Wykonując służebny gest, Jezus ofiaruje swym uczniom podwójne za­proszenie. Najpierw, jako ich gospodarz i sługa, zaprasza, aby podobnie oni czynili poprzez wzajemną usłużność i życzliwość: Dałem wam przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem. Ten służebny gest staje się zrealizowaną przypowieścią o nowym przykazaniu: miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem.

Po wtóre, Jezus zaprasza swych uczniów, aby wraz z nim wzięli udział w uczcie. Podsumowaniem tego spotkania pełnego miłości staje się całkowi­ty dar z samego siebie z krzyżowym epilogiem w Wielki Piątek. Jezus ofiaruje apostołom swoje Ciało i swoją Krew jako pokarm i napój na życie wieczne. To jest Ciało moje za was wydane. Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. By tę zbawczą obecność uobecniać przez pokolenia na ołtarzach świata, Jezus mówi: To czyńcie na moją pamiątkę.

W tych słowach z Ostatniej Wieczerzy dopatrujemy się ustanowienia Eucharystii – znaku obecności Chrystusa i Jego zbawczej Ofiary pod postaciami chleba i wina – i Kapłaństwa, dzięki któremu i dzięki tym słowom, gestom i znakom Jezus idzie przez wieki wciąż ogarniając co raz to nowe rzesze ludzi różnych narodów, ras i języków.

To nie przypadek, że Eucharystię i kapłaństwo Jezus ustanowił w tym samym momencie. Można śmiało powiedzieć, że kapłaństwo zostało ustanowione przede wszystkim dla Eucharystii. Kapłaństwo jest darem, tak, jak Eucharystia. Jest darem Boga dla człowieka. I podobnie, jak Eucharystia jest tajemnicą.

Zaproszeni jesteśmy dziś do zakosztowania tego wieczernikowego ciepła. Kapłaństwo rodzi się z miłości. Eucharystia i umywanie nóg mają więc ten sam ofiarny sens, sta­nowią życiodajny dar z siebie dla innych. Ciałem i Krwią Chrystusa są nie tylko przeobrażone dary chleba i wina, ale także siostry i bracia, bogaci i biedni, imigranci i Żydzi, młodzież błąkająca się wieczorami po ulicach, hałaśliwe dzieci i niepełnosprawni zdani na pomoc innych – wszyscy spragnieni miłości. Ciałem i Krwią Chrystusa są lekarze, pielęgniarki, wychowawcy, politycy i dziennikarze ofiarnie służący społeczeństwu, któ­rzy nie myślą tylko o własnej karierze i nie łudzą siebie i innych mirażami życia bez oparcia na fundamencie Ewangelii miłości. Ciałem i Krwią Chrystusa są emeryci i renciści, którzy przez kilkadziesiąt lat pracowali po to, by pod koniec życia być zdanymi na utrzymanie przez swoje dzieci. Ciałem i Krwią Chrystusa są rodziny, które przez lata nie mogą poprzez uczciwą pracę dorobić się własnego mieszkania, bezrobotni i studenci, którzy udają się za zachód Europy, bo we własnym kraju nie mogą znaleźć odpowiednich warunków do rozwoju. Kapłaństwo służebne realizuje się przez cele­brację Eucharystii na ołtarzu Pana, kapłaństwo powszechne, w którym wszyscy partycypujemy przez chrzest święty jest celebrowane na ołta­rzu codziennych wyzwań prozaicznego życia, ma ołtarzu naszych co­dziennych obowiązków, spotkań i zamierzeń.

W ciężkich czasach, w jakich żyjemy – w których w dalszym ciągu duża część społeczeństwa skazana jest na wegetację bez pracy, bez zarobków, bez nadziei na poprawę – trzeba przyjąć postawę Jezusa umywają­cego nogi.

To nie chodzi o to, aby komuś rzucić jakąś jałmużnę, jest wie­lu takich, którzy ułożyli sobie życie pasożytnicze, wykorzystując to, że potrafią wyłudzić grosz od tych, którzy bezmyślnie go rzu­cą, aby mieć spokój. To nie o to chodzi. Przede wszystkim trzeba dbać, aby pomoc trafiała do rzeczywiście potrzebujących, a wtedy nie chodzi o zdawkowy gest, ale o jakąś formę solidarności, która łączy ludzi i uczy ich wzajemnie się dzielić. Miłość musi mieć trwałą postać, a nie przypadkowe gesty. Tworzyć wspólnoty miłości spo­łecznej, to prawdziwa odpowiedź na Miłość, która w dniu dzisiej­szym szczególnie się objawia. Bądźmy jedni z drugimi, a nie jedni przeciw drugim. Niech nas ożywia wspólna troska o dobro innych, to Jezus w Eucharystii wzywa co dzień do takiej postawy. Niech miłość staje się wyrazem wszystkich stosunków międzyludzkich i społecznych. Daleka to i trudna droga, ale możemy na niej za­wsze liczyć na pomoc Tego, który nawet na dziedzińcu arcykapła­na z miłością spojrzał na Piotra, płaczącego nad swoją zdradą.

Nigdy chyba do końca nie zrozumiemy Boga, Który nie działa mocą i potęgą swojej Boskiej władzy, ale mocą i potęgą swojej Miłości i Dobroci. Taki Bóg jest dla nas bardzo często, i zgorszeniem, i nieporozumieniem, i wyrazem słabości … Bóg, Który posuwa się aż tak daleko, że myje ludziom nogi. Który dał się człowiekowi na pokarm, stał się jego sługą, a w końcu zawisł na krzyżu, jak złoczyńca?

Realistycznie widziana Eucharystia wskazuje nam w sposób jed­noznaczny, że musimy naśladować Jezusa w tej postawie oraz realizować ją w naszym codziennym życiu chrześcijańskim. Dlatego Eucharystia jest także sa­kramentem naszego posłania i naszego przeznaczenia w Kościele. Za każdym razem, gdy przyjmujemy Eucharystię, potwierdzamy naszą przynależność do Kościoła. Jako sakrament otwartego serca Chrystusa Eucharystia jest sakramentem zobowiązującym do konkretnej miłości wobec braci.

W czasie Eucharystii Wielkiego Czwartku składamy Bogu dzięki za kapłaństwo. Dlatego, bracia i siostry, w ten Święty Dzień ustanowienia Eucha­rystii i Kapłaństwa, my Kapłani ośmielamy się prosić Was bardzo o modlitwę, żebyśmy potrafili sprostać tej misji jaką zlecił nam Chrystus. Abyśmy jeszcze bar­dziej dawali Wam żywy przykład, świadectwo kapłańskiego i chrześcijańskiego życia

Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Podczas tych dni, zastanówmy się co dla każdego z nas uczynił miłosierny Jezus, abyśmy w czasie Wigilii Paschalnej, w obrzędzie odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych, wyznając wiarę i wyrzekając się szatana oraz wszystkiego, co prowadzi do zła, mogli odpowiedzieć Chrystusowi na Jego pytanie.

Podziel się ...

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*