Homilia na uroczystość Zwiastowania Pańskiego 25 marca 2019

W ten poniedziałkowy dzień gromadzimy się w świątyniach z potrzeby serca,  aby uczcić Najświętszą Maryje Pannę, obchodząc pamiątkę wydarzenia,  kiedy „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami”  (J1, 14), gdy na Bożą propozycję młoda izraelska dziewczyna odpowiedziała z pokorą: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1, 38).

 

Dzisiejsza Ewangelia, którą, jakże często słyszymy, ukazuje Maryję, jako jedną z nas – jako „Dziewicę poślubioną mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida” (Łk 1, 26), mieszkającą w małej galilejskiej osadzie  Nazaret.  A słuchając opisu wydarzenia, zrelacjonowanego przez św. Łukasza, o misji anioła Gabriela zatrzymujemy się zwykle na niezwykłości funkcji, jaką miała spełnić prosta żydowska dziewczyna, i na towarzyszących tej propozycji okolicznościowych. A przecież było to jakże trudne zadanie.

 

Przed kilku dniami obchodziliśmy  Uroczystość  św. Józefa. Ewangelista wspomina, że mąż Maryi, kiedy zorientował się, że jego żona będzie  matką, był ogromnie zakłopotany, albowiem nie czuł się ojcem dziecka mającego przyjść na świat.  A ponieważ „był człowiekiem prawym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał potajemnie oddalić Ją” (J 1, 19). Ale… oto Józef dowiedział się podczas snu, kim będzie to Dziecko, zmienił swój zamiar.  Czy łatwo było udźwignąć ten ciężar ?  Maryja bowiem nie mogła zdradzić swojej  tajemnicy aż do czasu, kiedy wszystko się wyjaśniło.  Ileż musiała przeżyć w ciągu tych dziewięciu miesięcy  ? Owszem, doświadczyła w tym czasie powitania w domu Elżbiety i z pewnością była zażenowana słowami: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc twojego łona” (Łk 1, 42), ale los nie okazał się dla Niej łaskawy.  Bóg – jak wiemy – już nie posłał drugi raz anioła, by usuwać trudności na drodze, które miała przebyć: pamiętamy; zabrakło dla  Nich miejsca w gospodzie. Wprawdzie doznała niezwykłego wyróżnienia, gdy do Nowonarodzonego przybyli pasterze i Mędrcy, przynosząc dary i składając Mu pokłon, ale… już wkrótce spełnia się przepowiednia Symeona: „Oto ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać  się będą. A duszę twoją miecz przeniknie” (Łk 2,  33-35). I przeniknął ten miecz tyle razy; najpierw, gdy wraz z Józefem i Jezusem musiała uciekać do Egiptu, bo Herod poszukiwał Jezusa, aby Go zgładzić  (por. Mt 2, 13), potem, gdy w jerozolimskiej świątyni zagubiła swoje ukochane dziecko. Odnalazła rozmawiającego z uczonymi w Piśmie i wypowiedziała cały swój  żal: „Czemuś nam to uczynił ? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie” (Łk 2, 48).  W odpowiedzi usłyszała dziwne słowa: „Czemuście Mnie szukali ?  Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należ do mego Ojca ? „ (Łk 2, 48). Ewangelista skomentował to wydarzenie stwierdzeniem, że ani Ona, ani Józef nie zrozumieli tego, co im powiedział Jezus (por Łk 2, 50). Ale pewnie już wtedy Maryja uświadomiła sobie, ze Jej życie potoczy się inaczej niż losy innych matek.

 

Pismo św. nie wspomina, ile lat Maryja przeżyła razem z Jozefem w Nazarecie i jak mijały te lata.  Wiemy, że gdy Jezus miał trzydzieści lat, opuścił rodzinny dom, rozpoczynając publiczną działalność.  Przemierzał różne regiony kraju, nauczał i czynił cuda.  Pewnego razu przybył nawet do Nazaretu, gdzie się   wychowywał i tam udał się do synagogi, w której wyjaśniał Pismo.  Ci, którzy znali Go od dziecka; „dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z Jego ust. I mówili; czyż nie jest to syn Józefa ?” (Łk 4, 22).  Nie doczekali się jednak cudu, lecz usłyszeli twarde słowa skierowane pod swoim adresem. Dlatego „unieśli się gniewem, porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry (…) aby Go strącić”  (Łk 4, 29).  A Maryja… Maryja z bólem w sercu obserwowała te sceny. Drwiny i upokorzenia od najbliższych, sąsiadów. A potem… docierały do Niej echa działalności Syna : dowiadywała się o zarzutach, jakie stawiał przywódcom izraelskim, którym wypominał obłudę i przewrotność.  Informowano Maryję, że Jezus jest śledzony przez faryzeuszy. Jej matczyne serce nie mogło być obojętne wobec faktu, że szykowany jest zamach na Jej Syna.

 

Jak Ona to wszystko przeżywała ? Nie wiemy. Ewangelie praktycznie nic nie mówią na ten temat. Z pewnością, jak każda matka, bardzo boleśnie. Szczególnie wtedy, gdy wydano na Jezusa wyrok skazujący – wydano Go na krzyż !  Ona, jako Matka, mogła współcierpieć z Nim, a gdy skonał, uczestniczyć w Jego pogrzebie.

 

Ona – Maryja jest wzorem dla każdego z nas. Starajmy się naśladować Ją w wierności Bogu zawsze; w chwilach dobrych i w chwilach bardzo złych, bolesnych. Ona jest także naszą duchową Matką.  Niech nasze życie będzie naśladowaniem Maryi pod względem wiary, nadziei i miłości.  Tylko pod tym warunkiem, naśladując Ją, możemy być pewni, że dostąpimy kiedyś radości, która  stała się najpierw Jej udziałem.

 

„Maryja jest wzorem chrześcijańskiego dziewictwa, opiewanego przez św.  Pawła jako całkowicie oddanie  się Bogu (1 Kor 7, 29-35),  ale tez z Józefem i Jezusem jest symbolem  cnót rodzinnych, głębokiej miłości, komunii osób,  budujących razem historię człowieka.  Ikona Maryi, Matki dziewic i Matki matek, stoi  przed nami niczym  przewodniczka w codziennym  wędrowaniu po naszych różnorodnych drogach , które jednak wszystkie spotkają się w jej Synu”.  (Gianfranco RAVASI – „Maryja – Matka Jezusa” str. 102)

bp Andrzej

Podziel się ...

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*