Homilia na V Niedzielę Zwykłą – niedziela 10 lutego 2019 r.

               „Nie bój się, wypłyń na głębię

                 Jest przy Tobie Chrystus.

                Nie bój się wypłyń na głębię

                Jest przy Tobie Chrystus.

      Pan ci mówi „otwórz się”

      Pan ci  mówi „wstań”,

      Ja jestem odwagi !

      Czemu wątpisz w łaskę mą”.

Znamy tę pieśń śpiewaną w kościołach, kaplicach, nabożeństwach, w grupach modlitewnych. Dziś, przeżywając  piątą niedzielę zwykłą usłyszymy te słowa w Ewangelii. Usłyszymy je kierowane przez Chrystusa do  Szymona : „Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów”. Słuchając Ewangelii, dochodzimy do wniosku,  że Jezus przemawia, rozkazuje i wzywa. A wszystko to czyni dla uszczęśliwienia człowieka. Tak było też z cudownym połowem ryb. Chciał przekonać do siebie i Piotra i pozostałych uczniów, aby uwierzyli w Jego nadprzyrodzoną moc i aby poszli za Nim. Cudowny połów sprawił, iż uświadomili sobie jaka jest przepaść między nimi, a Jezusem. Jeden z Jego uczniów nawet odważył się na zawołanie:  „Odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiek grzeszny”. Ale kiedy zobaczyli i uwierzyli  „przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim”.

Poszli za Nim … Od tej chwili rozpoczyna się dla nich fascynująca przygoda.  Od tej chwili będą świadkami cudów i znaków, jakich będzie dokonywał ich Mistrz i Nauczyciel. Będą słuchać Jego słowa, aby z czasem zanieść na krańce ziemi. Będą także świadkami Jego męki , śmierci i Jego chwalebnego zmartwychwstania. A i po Jego Zmartwychwstaniu będą świadkami zwycięstwa Jezusa nad śmiercią, piekłem i szatanem. To na ich fundamencie Chrystus zbuduje  swój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą. To oni i ich następcy będą szafarzami Bożych tajemnic. I to dzieło rozpoczęte tam, na Jeziorem Galilejskim , trwać będzie aż do skończenia świata.

Trzeba Jezusowi zaufać. Przekonali się o tym Apostołowie. On ich nie zwiódł, nie oszukał, ale przeciwnie zjednoczył ich z Bogiem.  Udowodnił im, że dobrze  jest ponad ziemskie, przemijające wartości, postawić wyżej Boże wartości. On jeden może uszczęśliwić w pełni człowieka. Stąd Apostołowie tak bardzo ukochali Chrystusa.

Jeśli zatem łaska powołania, zapadnie w serce ludzkie i zostanie tam przyjęta, wtedy przemienia całe jego  życie.  Czyni z powołanego jakby nowego człowieka. Człowieka, który widzi wszystko  przez pryzmat ogarniającej go Boże łaski. To ona, ta łaska powoduje, ze człowiek taki może powtarzać: „Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swojej szkodę poniósł ?”  (Mt 16, 26). To ona zapala go do zdobywania dusz ludzkich dla nieba.

Doskonale wiemy, jak bardzo trudne, zwłaszcza dziś, to zadanie.  Ale pamiętajmy ! Apostoł Chrystusa nigdy nie traci nadziei. Jego powołanie to ciągłe  życie nadzieją.  To on za św. Piotrem może ciągle powtarzać: „Panie pracowałem przez całą noc i nic nie ułowiłem, ale na słowo Twoje jeszcze raz zarzucę sieci”. Będę pracował bo zawsze liczę na Twoją łaskę. I wierzę, że „z łaski Bożej jestem kim jestem…  wszakże daleko więcej niż inni pracowałem ja,  nie ja ale łaska boża we mnie”(1 Kor 15, 10). Tak więc tylko Boża łaska zapewnia powołanemu powodzenie i skuteczność jego pracy. I posłany jest do wszystkich, do każdej pracy, a szczególnie do pracy nad grzesznikami. To On przecież wypowiedział : „nie potrzebują  zdrowi lekarza, ale źle się mający” (Mt 9, 12)  i że „nie przyszedłem szukać sprawiedliwych, ale grzeszników”.  (Mt 9, 13).

Drodzy ! Potrzeba nam dziś takich powołanych na miarę celnika Lewiego, czy Zacheusza, którzy raz zetknąwszy się z Chrystusem, już więcej od Niego nie odeszli. Porzucili nie tylko dawny styl  życia, ale dosłownie wszystko i na zawsze z Nim się związali. A  Nikodem, członek Sanhedrynu, a Maria Magdalena, a poganin setnik, to są  owoce apostolskiej pracy Jezusa. To oni dalszym swoim życiem zaświadczali, że nie jest obca im  nauka i osoba Jezusa Chrystusa.  Tak czyniła też św. Teresa od Dzieciatka Jezus. Tak czynił św. Franciszek z Asyżu, który dawniej i dziś nawraca ludzi, choć sam nie był kapłanem. Tak troszczył się o rozwój Bożego królestwa św. Jan Vianey, który modlitwą i ascezą swego  życia pociągał tysiące ludzi . Tak czynił też św. O. Pio, czy św. Szarbel – wielki cudotwórca, który spędził całe swoje życie na modlitwie i pokucie, wyrzekając  się świata i jego marnych przyjemności.

Wszyscy tworzymy klimat, w który powołanie kapłańskie wzrasta i dojrzewa lub po prostu, zostaje przytłumione i zdeptane. Także od naszej modlitwy uzależnił Jezus obecność kapłańskiej posługi w naszym  życiu. „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście  więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Łk  10, 2).

Matka Teresa z Kalkuty, swego czasu mówiła: „Najważniejszym wydarzeniem, które przeżyłam w moim życiu,  było spotkanie z Chrystusem. On jest moją mocą (…) Nasze tak wypowiedziane Bogu, musi być tak, bez  stawiania warunków. Naszym powołaniem jest Jezus (…) Bóg mnie kocha, nie jestem na świecie tylko po to, by zajmować miejsce, być numerem. Wybrał mnie w jakimś celu. Wiem o tym. I zrealizuję ten cel, jeśli nie przeciwstawię się Bogu na drodze mojego życia”. A zatem   wypływajmy na głębię naszego życia, by wsłuchiwać się w głos Pana…

bp Andrzej Lipiński

 

 

Podziel się ...

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*