Homilie na niedziele i święta

 

images

                         

            XXXIV Niedziela

Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata ks. Maksymilian MaCaulay

Dziś we wszystkich kościołach, prawdopodobnie będzie można usłyszeć znaną nam wszystkim pieśni „Christus Vincit”. Śpiewamy dziś ten wymowny hymn z racji kończącego się roku liturgicznego. Dziś ostatnia niedziela okresu zwykłego, nie przypadkowo poświęcona Chrystusowi jako Królowi. W ciągu całego roku możemy przeżywać za każdym razem całe życie Jezusa. Od adwentu, kiedy to jak Maryja oczekujemy Jego przyjścia na Świat, poprzez narodzenie, aż po męczeństwo, smierć i zmartwychwstanie. Jesteśmy cały czas z Nim, przyglądamy się temu jak się wychowywał, nauczał, modlił. Widzimy jak został skazany, w Triduum Paschalnym czuwamy przez całą noc przy Jego grobie, aby za chwile móc radować się Zmartwychwstaniem, które nam daje nadzieje na nasze życie wieczne.

Podczas naszej pielgrzymki za Jezusem, nie mogłoby być piękniejszego zakończenia Roku Liturgicznego niż uroczystością Chrystusa Króla. Wpatrując się w życie Syna Bożego, wyrażamy w dniu dzisiejszym chęć, jakby konkluzje tego co obserwowaliśmy w ciągu roku: Chryste, chcemy abyś nam królował. Chcemy podążać za Tobą, chcemy osiągnąć pełnie życia, móc (tak jak w dzisiejszej Ewangelii powiedziałeś jednemu ze skazanych i ukrzyżowanych) być od razu po śmierci z Tobą w Raju.

Ale czy tak naprawdę tego chcemy i w taki sposób na to patrzymy? Może to tylko pięknie wypowiedziane słowa kapłana, które nie odzwierciedlają prawdziwych oczekiwań wiernych? Czy my, obecni na Najświętszej Eucharystii chcielibyśmy, aby nad nami panował Chrystus? Czy nie jest bardziej tak, że wolimy patrzeć na żywot świętych, podziwiać ich, czytać pięknie napisane żywoty, ale samemu stać obok i nic nie robić ze swoim życiem. Czy nie jest tak, że oglądając po raz kolejny film „Pasja” popłyną nam łzy, ale gdy słyszymy słowa Chrystusa „Kto spożywa  moje Ciało i pije moją Krew ten ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” J 6 , 54

Udajemy, że nie słyszymy, lub wierzymy tak w Boże miłosierdzie, że nie potrzebujemy wypełniać tego co powierzył nam Chrystus bo i tak będziemy zbawieni. Jeszcze nie tak dawno, przeżywaliśmy wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych. Przy grobach zapewne nie raz pojawiło się zdanie matki czy ojca do dziecka: „dziadek, babcia są już w niebie.”

Ale czy na pewno? Może jest tak, że biletem do Nieba już nie jest życie z Chrystusem w Komunii lecz sama smierć. Nie ważne czy ktoś chodził do świątyni, aby karmić się Jezusem. Umarł, więc jest w Niebie. Nie staramy się żyć zgodnie z Ewangelią, lecz wręcz przeciwnie, staramy się aby Ewangelia „żyła” zgodnie z nami!

Chryste nasz Królu, otwórz nam oczy na Bożą miłość, która tak nie wiele od nas oczekuje, a która tak wiele może nam dać. Pomimo naszych słabości, braku zaangażowania w życie religijne, pomimo braku z naszej strony świadectwa naszej wiary – Króluj nam! Bądź zawsze z nami, mimo że my nie zawsze jesteśmy z Tobą.

Chryste, mój Królu i Pasterzu, doprowadź zabłąkane owce do swojego stołu. Niech ludzie zaczną bardziej pragnąć Ciebie niż rzeczy materialnych. Niech ludzi bardziej ciągnie do Ciebie, niż alkoholu i używek. Niech każdy z nas dostrzeże, co jest ważniejsze, aby móc lepiej dokonywać swoich wyborów. Pragnijmy tego co daje życie. Amen.

XXXIII NIEDZIELA ZWYKŁA 13 listopada 2016

ks. Artur Sitko

 

Praca człowieka jest jego zadaniem tu na ziemi powierzonym przez Stwórcę w Raju.

Jeszcze nie tak dawno mogliśmy obserwować na naszych polach rolników zbierających plony. To najlepszy obraz skuteczności pracy. Aby otrzymać dobry plon trzeba nieustannie doglądać swojego pola, dbać o podlewanie, pielić, czuwać aby dzikie zwierzęta nie narobiły szkody.

Praca ludzka nie jest jednak celem samym w sobie, ale jest środkiem do zapewnienia sobie tu na ziemi godnego życia. Św. Paweł mówi: kto nie pracuje niech też nie je.

W biegu dzisiejszego świata, nieustannym rozwoju technicznym wielu ludzi zatraca granicę między pracą, a uzależnieniem od niej. Pracoholizm bowiem, jak każde uzależnienie odrywał nas będzie od zdrowej oceny rzeczywistości.

Rozważając stosunek chrześcijanina do pracy, należy podkreślić rownież, ż każdemu pracownikowi za jego pracę należy się godna zapłata, a czymś odrażającym jest przetrzymywanie zapłaty albo oszukiwanie pracownika. O te podstawowe prawa pracownicze walczyli nasi Ojcowie tworzyć „Solidarność”.

Jest jednak jeszcze jeden wymiar pracy – pracy nad sobą, formowania własnego sumienia, kształtowania własnej osobowości.

Jezus zapowiada nadejście końca czasów.

Kiedy rok chyli się ku końcowi, kiedy nadchodzi listopad i liście na drzewach najpierw barwią się wszystkimi odcieniami złota i żółci, a pózniej marzną i opadają, z większą siłą stawiamy sonie pytanie o sens i cel ludzkiego życia.

Jako czciciele Bożego Miłosierdzia mamy nadzieję być zanurzeniu w Jego Miłości, uzdrowieni promieniami zbawienia. Ta nadzieja jednak nie może przerodzić się w bierne oczekiwanie. Naszą wiarę musimy umacniać.

W kształtowaniu wiary pomagają nam nauczyciele, przewodnicy. Trzeba wybierać takich przewodników na drodze wiary, którzy budować w nas będą coraz większą i głębszą relację z Bogiem, którzy wskazują na Niego jako jedyne i prawdziwe źródło ludzkiej egzystencji, którzy sobą Boga nie zasłaniają, nie stawiają się ponad Nim.

Celem duchowego przewodniczenia nie jest zastraszanie, ani budowanie wsród wiernych obrazu Boga srogiego i karzącego.

Wystarczy spojrzeć na Krzyż Jezusa, on Jest Miłością.

XXXII NIEDZIELA   ZWYKŁA

                           06   listopada   2016 roku

                          ks.  A. Lipiński

  

     Trwamy w przeżywaniu oktawy Uroczystości Wszystkich Świętych i wspominania wszystkich wiernych zmarłych. Tak będzie do 8 listopada, a w niektórych świątyniach przez cały listopad będzie odmawiana modlitwa różańcowa za naszych zmarłych. Otaczamy  swoją modlitewną pamięcią tych, których kochaliśmy. Stąd w tych szczególnych dniach nawiedzamy ich groby – miejsca wiecznego spoczynku. Uczestniczymy we Mszach świętych i polecamy naszych zmarłych w wypominkach oktawalnych, a póżniej rocznych. Przy ich grobach szepczemy: „Wieczny odpoczynek racz im dać Panie…”. I oby ta świadomość towarzyszyła nam nie tylko w tych dniach oktawy, ale także przez cały rok.

     Dziś przeżywamy 32 niedzielę zwykłą. Zbliżamy się do zakończenia roku liturgicznego. Ewangelia na dzisiejszą niedzielę w lekcjonarzu  podana jest w wersji  dłuższej i krótszej. Dłuższa perykopa dokładniej informuje o szczegółach rozmowy na temat zmartwychwstania umarłych, toczonej przez saduceuszów z Chrystusem.  Z dalszego kontekstu Ewangelii wynika, że przedstawciele rywalizująch ze sobą  ugrupowań polityczno-religijnych tj. faryzesze i saduceusze, chociaż różnili się w wielu kwestiach, to jednak byli zgodni, co do ośmieszenia Pana Jezusa i skompromitowania Go wobec tych, którzy Go słuchali.

     Zauważamy, że gdy faryzeuszom nie udało się sprowokować Jezusa  do zajęcia stanowiska w kwestii płacenia podatków cesarzowi, to zaraz do ataku przystąpili saduceusze, stawiając Mu kolejne podchwytliwe  pytanie; Czyją żoną będzie po zmartwychwstaniu umarłych kobieta,  która kilka razy wychodziła za mąż ?  Przewrotność potęguje fakt, , że saduceusze  nie wierzyli  w życie wieczne oraz odrzucali prawdę o istnieniu aniołów. Zbawiciel doskonale wiedział, jakimi intencjami kierowali się Jego  przeciwnicy i jakie były ich prawdziwe zamiary. Dlatego nie pozwolił wciągnąć się w dość  skomplikowaną kazuistykę, lecz dał im na przykładzie jednoznaczną odpowiedź. (zob. Łk 20.34-35).  I po tym „…już o nic nie śmieli Go pytać”. Łk 20, 40).

    W słowach  Chrystusa zawarte zostały stwierdzenia dotyczące życia wiecznego,  które są ważne także dla nas. Jezus bowiem rzuca nowe światło  na naszą śmierć i wieczność. Z pewnością i nas ogarniają niejednokrotnie wątpliwości  dotyczące śmierci wieczności. A przecież niektórych wypowiedzi słuchaliśmy niedawno podczas udziału w liturgii za zmarłych. Dopiero po przekroczeniu bramy śmierci pojmiemy to, co może i dla nas dziś stanowi tajemnicę. „Bóg bowiem nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego  żyją”. Jezus nie tylko o życiu wiecznym mówi, ale także potwierdza to, że jest Panem życia i śmierci, wskrzeszając z martwych młodzieńca z Naim, przywracając dożycia córeczkę Jaira i swego przyjaciela Łazarza.. To On powiedział o sobie; „Ja jestem zmartwychwstanie i życie. Kto we Mnie wierzy, nie umrze na wieki” (J 11. 25-26). Słowa te potwierdził Chrystus swoim zmartwychwstaniem”.  „Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych” !

     Niech zatem Pan, w imię którego uczestniczymy w tej Eucharystii – pamiątce Jego śmierci i zmartwychwstania, pogłębi naszą wiarę, umocni nadzieję i ożywi miłość, byśmy dorośli do spełnienia się Jego obietnicy: „W domu  Ojca mego jest mieszkań wiele(…) Gdy przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem” (J 14, 2-3).

     Kiedy dziś mówimy o zmartwychwstaniu, musimy także pamiętać, że w najbliższy piątek tj. 11 listopada, kiedy będziemy przeżywać  Narodowe Święto Niepodległości (1918), to także dzień zmartwychwstania  po latach niewoli naszej umiłowanej Ojczyzny. To cud dla naszej Ojczyzny, która jest dla każdego Polaka  wielkim darem. I za ten cud jesteśmy Bogu bardzo wdzięczni. Wielki Prymas Tysiąclecia mówił; „Wspominamy dziś wszystkich, którzy polegali o wolność Ojczyzny we wszystkich powstaniach, ruchach narodowych i społecznych, we wszystkich poczynaniach, w najszlachetniejszych porywach, pełni   żywej wiary”. A męczennik naszych czasów ksiądz Popiełuszko  swego czasu mówił do robotników: „Nie jesteśmy Narodem tylko na dziś. Jesteśmy Narodem, który ma przekazać w dalszą przyszłość moce nagromadzone przez całe tysiąclecie”. Kiedy będziemy przeżywać ten dzień za kilka powierzmy Bożej Opatrzności nasz Naród, nasze dzieje i naszą przyszłość. Idżmy polskimi drogami, drogami naszych ojców ku przyszłości z Chrystusem. Idżmy  z modlitwą do Boga ze słowami kaznodziei sejmowego  Piotra Skargi:

                           „Boże, Rządco i Panie narodów,

                             z  ręki i karności Twojej racz nas nie wypuszczać,

                             … błogosław  Ojczyżnie naszej,

                             by Tobie  zawsze wierna, chwałę przynosiła imieniu Twemu,

                             a syny swe wiodła  ku  szczęśliwości”.

  

 

 

Uroczystość Wszystkich Świętych  01 listopada 2016

ks. Dariusz Majewski

Świętość i lęk przed jej brakiem to temat zawsze aktualny dla każdej osoby, która jest uczniem Jezusa. Świętość to słowo, które wzbudza w nas myślenie o stanie nieosiągalnym dla nas. Myślimy o sobie w sposób, który jest determinowany naszą codziennością i codziennymi wyborami, które nie zawsze są zgodne z naszymi pojęciami mówiącymi: to jest zgodne ze świętością a to nie. Zostaliśmy w taki sposób uformowani religijnie, że czasami świętość i Bóg, który jest z nią ściśle związany są w nas rozdzieleni. I świętość to jakby stan, którego nie można osiągnąć a Bóg możne wybaczyć nam brak stanu, który jako uczniowie powinniśmy posiadać.

To jak to jest z tą świętością i lękiem, który towarzyszy w jej osiąganiu? Kiedy patrzymy na osoby ogłoszone świętymi i na ich życie to widzimy herosów religii. Kiedy czytamy prawdziwy opis ich życia to możemy patrzeć na ludzi, którzy żyli bardzo przeciętnie ale świadomie podejmowali decyzje i świadomie podejmowali decyzję, które nie zawsze mieściły się w pojęciu tych świętych.

Świętość to nie żaden wielki heroizm to nie górnolotne myślenie a także nie zachowywanie przepisów i prawa. Świętość to poruszenie Boga w nas i świadome rozeznanie, podążanie za Bogiem ukrytym w nas. Za Jego cząstką dzięki której istniejemy, poruszamy się i jesteśmy. Świętość to oczyszczanie myślenia od naleciałości i bycie wolnym w sposobie dążenia za Bogiem, który jest. Stale zaprasza nas do wolności od lęku przed świętością pokazując miłość, która nie istnieje w związku z lękiem. Zaproszenie jest natychmiastowe. Wiara jest darem, który wspomaga nas w pokonaniu myślenia skażonego poczuciem obwiniania. W Obliczu Boga nie ma przestrzeni dla takiego myślenia. Jest On i nic nie istnieje poza Nim. Czyli wszystko czego doświadczamy istnieje dzięki niemu.

XXXI Niedziela zwykła 30 października 2016

ks. Rafał Szwedowicz

Każdy z nas ma swoją sykomorę na której wypatrzył nas Bóg. Gdzie powinieneś być, a gdzie teraz jesteś ? Dobrze to zrozumiał bohater z dzisiejszej Ewangelii. Zobaczyć, przekonać się, doświadczyć Osoby, o której wiele słyszałem. Zacheusz -celnik, konfident, w powszechnym przekonaniu społeczny pasożyt, który paradoksalnie jest ciekawy osoby Jezusa. Wiele o Nim słyszał, spektakularne cuda, które fama niczym wiatr niosła od miasta do miasta. Zacheusz był ciekawy i chciał zobaczyć tego owianego sławą Cudotwórcę. Wdrapał się na sykomorę, ponieważ był zakompleksionym karłem, aby wśród cisnącego tłumu wypaczyć Uzdrowiciela. Nagle Chrystus zatrzymał się, spojrzał mu w oczy i wszystko od tego momentu się w jego życiu zmieniło. „Chrystus przerywa mu widowisko i proponuje coś, co nie było przewidziane w programie terapeutycznej dramaturgii, tego scenariusz nie przewidywał. Wydobywa go z ukrycia. „zejdź prędko”. Już widzę jak schodzi z tego drzewa zdziwiony i lekko zakłopotany, a ludzie wybałuszają oczy, śmiejąc się z niego oraz czekając na reprymendę ze strony Pana. Odważnie znosi wrzaski i kpiny. Zacheusz zostaje wyleczony z cwaniactwa, egoizmu, chęci zawłaszczenia innymi, pazerności na pieniądze, leczenia kosztem innych swoich kompleksów, budowania sukcesu na krzywdzie ludzi. Spotykają się dwie osoby, dwa spojrzenia które zmieniają to wydarzenie w nawrócenie i eksplozję miłości przeobrażającą serce człowieka.  Jezus może i do mnie powiedzieć: „Zejdź prędko. Idź moimi śladami, a zaprowadzę cię do mojego domu. W każdym razie faktem jest, że „zbawienie stało się udziałem domu Zacheusza” i może być udziałem każdego, kto ma odwagę zejść z sykomory. Dom grzesznika stał się domem Pana. Serce grzesznika zostało wypełnione miłością po brzegi. Dom złodzieja i krętacza stał się kościołem w którym dokonał się sakrament pojednania. Od tego momentu nawrócony grzesznik zawrócił ze złej drogi…, przemyślał wiele, zatracił się w uczuciu które zaczęło tarmosić jego serce. Nawrócenie przełożyło się na konkretne postawy; zaczął rozdawać swój majątek skrzywdzonym i oszukanym. „Bogactwo człowieka mierzy się rzeczami, z których on spokojnym sercem rezygnuje” (J.Steinbeck). Rozdał wszystko, spojrzał w puste dłonie- wtedy poczuł się po raz pierwszy w życiu, tak autentycznie wolny i szczęśliwy. On znalazł zbawienie- sens życia- szczęście !

 XXIX Niedziela Zwykła  16 października 2016  

Bp  Adam Rosiek

Po co modlić się wytrwale i nie ustawać? Czemu ma służyć nasza obecność przed Bogiem? Te i podobne pytania pojawiają się, gdy ktoś doświadcza niewysłuchanych próśb czy zawiedzionych nadziei, a jego cierpliwości jest doświadczana ponad miarę. Wtedy warto spojrzeć na biblijnego Mojżesza, który trwał ufnie przed Panem z wzniesionymi do góry rękami, by wyprosić zwycięstwo nad nieprzyjacielskim oddziałem Amalekitów. Kiedy ręce Mojżesza opadały, wtedy przewagę zyskiwali Amalekici.

Modlitwa to nie tylko wypowiedzenie słów, ale przede wszystkim trwanie przy Bogu, nawet wtedy, kiedy wydaje się to beznadziejne. Przeżywając październik winniśmy uświadomić sobie, iż taką cierpliwą, wytrwałą modlitwą jest różaniec. Często w autobusie, w kolejce, czy na łóżku szpitalnym ktoś przesuwa paciorki różańca. Wielu młodych nosi pierścionki z dziesięcioma wypukłościami i używa ich do odmawiania modlitwy różańcowej.

Z jednej strony uderza nas prostota różańca, który dostępna jest dla każdego człowieka. Z drugiej zaś – zachwyca głębia ewangelicznego przesłania, które w sobie niesie. Francuski pisarz i poeta Charles Péguy wyznał na temat różańca: „Przez osiemnaście miesięcy nie byłem w stanie mówić Ojcze nasz… nie potrafiłem zaakceptować Jego woli! Modliłem się więc do Maryi. Modlitwy do Maryi są modlitwami ostateczności. Nie ma żadnej takiej modlitwy w całej liturgii, której najnędzniejszy z grzeszników nie mógłby wypowiedzieć w całej prawdzie. W całym mechanizmie zbawienia Zdrowaś Maryjo to ostatni ratunek, którego nie można zatracić. Modlitwa ta odmawiana sercem wzbudza pragnienie, by śpiewać, nie tylko głosem, ale całym życiem, miłość do Dziewicy Maryi”. Każde z tego typu świadectw pokazuje, jak Bóg rzeźbi w sercu człowieka niewidzialne kształty, jak pomaga dojrzewać i nabierać odwagi w podejmowaniu życiowych decyzji.

To wytrwałość w modlitwie ukazuje, do jakiego stopnia człowiekowi na danym darze zależy. Jeżeli komuś nie zależy, to nie będzie prosił, powie raz i skończy. Jeżeli komuś nie zależy na spotkaniu, zapuka do drzwi i odejdzie; ale jeżeli mu na tym spotkaniu zależy, to będzie stał pod drzwiami i pukał dotąd, dopóki drzwi się nie otworzą. A więc wytrwałość w modlitwie jest sprawdzianem wiary człowieka, jego zaufania Bogu. Ta wytrwałość z kolei powoduje wzrost w wierze, zbliża do Boga. Proszący nawiązuje bowiem ścisłą więź z tym, który może udzielić oczekiwanego daru.

Nie wszyscy jednak – nawet wśród katolików – wierzą w moc i skuteczność modlitwy. Powód? W naszej epoce człowiek bywa często rozczarowany brakiem natychmiastowych efektów. Jeszcze inni twierdzą, że wszystko, co nas spotyka, jest już zapisane w gwiazdach; nie unikniemy przecież swojego przeznaczenia; po co więc wytrwale modlić się i nie ustawać? To ważne pytanie. Być może, szukając odpowiedzi na nie, odnajdziemy na nowo sens słów, mechanicznie powtarzanych dotąd rano i wieczorem.

Pamiętajmy, by modlić się. Pomimo piętrzących się trudności, które są podobne do wojsk silnego przeciwnika. Pomimo przeszkód na drodze rozwoju duchowego w postaci osób bezwzględnych, przebiegłych i pozbawionych wrażliwości na los bliźnich, jak ewangeliczny sędzia. Pełni wytrwałości, pokory i wiary prośmy Boga: Panie, naucz mnie modlić się nieustannie i nie tracić nawet najmniejszej chwili.

 

XXVIII Niedziela Zwykła 

09 października 2016 

ks. Rafał Szwedowicz

Proboszcz Parafii pod wezwaniem Zesłania Ducha Świętego w Szczecinie

Ewangelia dzisiejsza opowiada nam o ludziach chorych- dziesięciu trędowatych, którzy ufają wypowiedzianemu nad nimi słowu Jezusa. Idą pokazać się kapłanom, których zadaniem było stwierdzenie autentyczności uzdrowienia. Podczas drogi zauważają, że nie ma śladów choroby- powrócili do pełnego zdrowia fizycznego. Oglądają swoje ciała uważnie i nie mogą uwierzyć w to, co się wydarzyło w czasie spotkania z „Nieznajomym Uzdrowicielem”. Trąd to straszliwa choroba. Skóra chorego zmienia najpierw kolor, elastyczność, potem pokrywa się wrzodami które powoli pękają. Wreszcie zaczynają gnić poszczególne części ciała, palce u rąk i nóg, pozostają kikuty, człowiek przestaje widzieć i po długiej agonii wreszcie umiera. To doświadczenie choroby, które jest nam jakoś mentalnościowo i wyobrażeniowo obce. Myślimy sobie o tej chorobie bardzo odlegle, że to gdzieś tam, w krajach trzeciego świata dotyka całkiem innych ludzi. W czasach Chrystusa trędowaci byli izolowani od zdrowej reszty społeczności, delikatnie mówiąc o tym zjawisku. Musieli pozostawić swoje rodziny, przyjaciół tych których kochali i byli im bliscy. To był straszny dramat opuszczenia takiego człowieka, od tej pory dla innych trędowaty był jak umarły, albo więcej nieczysty – to znaczy człowiek który może innych „zanieczyścić”. Jezus zdjęty litością dotyka dziesięciu trędowatych i przywraca im zdrowie. Najsmutniejsze jest to, że tylko jeden z tej grupy przychodzi aby podziękować za otrzymaną łaskę. W tym jednym człowieku wyraża się wdzięczność tych wszystkich, którzy potrafią przyjąć postawę dziękczynienia. Postawa niewdzięcznych, nie martwi Chrystusa, tylko źle świadczy o tych którzy zbyt wiele otrzymali. Bóg czyni miłosierdzie bez względu na ludzkie zachowania, opinie, kalkulacje, czy oczekiwania. Sakrament miłości zrodzony ze współczucia nad ludzką tragedią i niemocą, często przekracza oczekiwania samych ludzi.  Bóg widzi nędzę człowieka o wiele głębiej. Jest Lekarzem wylewającym balsam na dusze i ciało. Trąd jest dramatem człowieka, ale nie Boga. Jest jeszcze inny fragment w Ewangelii mówiący o uzdrowieniu trędowatego. Miłosierdziu towarzyszy specyficzny rytuał. Ty razem nie jest to tylko słowo, ale i gest. „Coś co przypomina sakrament. Oprócz uzdrowienia, dotknięcie na nowo włącza do wspólnoty ludzkiej tego, kto pozostał poza nią. Jezus nie staje się nieczysty, przeciwnie- przekazuje trędowatemu własną świętość”. Dzisiaj wielu ludzi cierpi na duchowy trąd, na zewnątrz wszystko wydaje się być w należytym porządku: pozornie umeblowane życie, założone maski radosnego człowieczka zdobywającego sukcesy na wielu płaszczyznach. Ale wnętrze jest pokryte ropiejącymi i śmierdzącymi wrzodami, które wygasają bardzo powoli życie człowieka. To grzech, który toczy środek serca… Trądem jest również wszechobecna kultura śmierci: niemy krzyk dzieci nienarodzonych- abortowanych i zakrzyczanych przez fałszywie pojmowalną wolność sfrustrowanych i duchowo martwych kobiet. Inżynieria genetyczna sprowadzająca człowieka do rzeczy- przedmiotu- eksperymentu. Eutanazja, która odbiera ludziom wolność paschalnego przejścia przez cierpienie i krzyż w imię wolności wyrażonej w cichym przyzwoleniu na  eksterminację. Oblicza trądu są szerokie. Dobrze jest jeśli się szybko zdiagnozuje chorobę. Wtedy z pokorną wiarą można wyszeptać: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczyszczony”. Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Wtedy wstaniesz i pobiegniesz w euforii szczęścia !  Poznałem kiedyś młode małżeństwo, zaprosili mnie do swojego domu na kawę. Po krótkiej rozmowie okazało się, że  kobieta ( 30 lat) jest poważnie chora na  nowotwór. Opowiadała mi o historii swojej choroby z wielkim spokojem i ujmującym uśmiechem na twarzy. Mąż trzymał ją za dłoń. Na końcu naszego spotkania nastąpiło niesamowite wyznanie: Proszę księdza jestem pogodzona z tą sytuacją, już wiem że jest to błogosławione doświadczenie, wszystko zawierzyłam Bogu. On już na mnie tam czeka. Nie boję się odejść” Wiara to tajemnica, którą nosimy w sobie i która otwiera nas na oczyszczenie, uzdrowienie, akceptację najtrudniejszych sytuacji. Wiara  przychodzi przez dotyk Boga i świadomość, że nie jesteśmy sami.

XXVI NIEDZIELA ZWYKŁA „C”  25 września 2016 roku

Ks. Andrzej Lipiński

 

 

     „Jezus Chrystus, będąc bogatym, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (z Aklamacji przed Ewangelią).

Przeżywamy rok, w którym z woli Franciszka wielki akcent kładzie się na miłosierdzie; miłosierdzie Boga względem drugiego człowieka. Tak naprawdę dla każdego człowieka, każdy cały rok winien być rokiem miłosierdzia. Bo miłosierdzie, jakie sobie okazujemy, czy to z pozycji zamożnych, czy też biedniejszych, jest wspaniałą wymianą przeróżnych darów. Czy to będzie dar materialny, czy dar dobrego słowa, czasu, jaki komuś ofiarujemy. A od takiej wymiany nikt nie bankrutuje, ale się umacnia i wzbogaca. Zatem wszyscy stajemy   się bogaczami przez miłosierdzie.

Dziś słuchając Ewangelii, zauważamy, że jakże nieroztropnie postępował bogacz. Żył tylko swoim bogactwem  i chęcią używania świata, nie dostrzegał, że tuż obok niego, a więc w zasięgu jego wzroku, jego ręki, znajdują się ludzie biedni, nieszczęśliwi, skrzywdzeni przez los, i że właśnie tym ludziom  trzeba quam primum przyjść z pomocą. Jak mówi św. Łukasz, bogacz dzień w dzień świetnie się bawił i całkowicie zapomniał, że jego także obowiązuje przykazanie miłości. Nie dostrzegał  leżącego u bram jego pałacu, okrytego wrzodami Łazarza. A może i dostrzegał, ale miał już tak zatwardziałe serce, tak skąpane w dobrobycie, że zupełnie nie reagował na ludzką nędzę. Możemy powiedzieć, to typowy egoista. Z pewnością dużo takich i dziś dostrzegamy. Stąd tak mocno akcentuje ten problem z Watykanu Franciszek wołając o pomoc dla ludzi biednych, ludzi przeżywających wojenne konflikty. Tego uczy nas także dzisiejsza Ewangelia. Kochamy siebie. Czasem łatwym kosztem , obrośliśmy w dobra, korzystamy z nich bez skrupułów, a nie myślimy, że być człowiekiem, to znaczy widzieć więcej aniżeli tylko samego siebie. Być człowiekiem, to znaczy służyć drugiemu człowiekowi. To piękne ! Trzeba nam tego spróbować, o ile tego jeszcze nie czynimy.

Niestety, nie rozumiał tego bogacz z Ewangelii, albo raczej może i zrozumiał, ale było już za póżno, stąd musiał zapłacić taki wysoki rachunek za swoją nieroztropność. A przecież każdy człowiek jest taką istotą, która choć żyje w doczesności, to jednak jest przeznaczona do życia wiecznego. Musimy – drodzy – już tu na ziemi, na tę wieczność zarabiać. Tę prawdę przypomina nam Chrystus, który mówi: Byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście  Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie. Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym… spragnionym… chorym…nagim… i przyszliśmy Tobie z pomocą ? Pan im odpowie: Wszystko, co uczyniliście jednemu  z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili” (Mt 25, 35-40). Wypowiedż stanowi doskonałą ocenę naszych miłosiernych uczynków i stwierdza, że wszystko co my czynimy dla drugich, niemal automatycznie czynimy samemu Chrystusowi. Czyż nie warto – siostry i bracia – być w życiu miłosiernym ?

Jest także druga strona dzisiejszej Ewangelii. Oto bogacz i Łazasz umarli; spotykają się na drugim świecie. Bogacz idzie do otchłani i jak słyszymy w Ewangelii, został pogrążony w mękach. Natomiast Łazasz znalazł się na łonie Abrahama, innymi słowy zażywa wiecznej szczęśliwości w niebie. Chrystus przytaczając tę przypowieść, chciał utwierdzić swoich słuchaczy w przekonaniu, że każdy  nasz czyn spełniony tu, na ziemi, jest oceniany co do jego wartości. Nie ma uczynków obojętnych dla nieba. Gdyby bogacz, o którym dziś słyszymy, zechciał dać Łazarzowi chociażby to, co spadało z jego stołu, z pewnością już przez to zasłużyłby dla siebie na niebo. On był jednak zapatrzony tylko i wyłącznie w siebie.

Myślmy o tym, że obok nas są ludzie i to ludzie potrzebujący, żyjący w skrajnej nędzy, zepchnięci na margines życia, a my ich nie dostrzegamy tylko dlatego, że nam jest dobrze. Stąd na pochwałę zasługuje ogólnopolska akcja Caritas – „Kromka Chleba”, której celem jest zbieranie funduszy na dożywianie ubogich, bezdomnych, podopiecznych ośrodków prowadzonych przez stowarzyszenie, czy też Spiżarnia Caritas w skali całego kraju, którego podstawą jest niesienie pomocy osobom potrzebującym, szczególnie żywności.

Bez chleba nie da się żyć. To właśnie o chlebie myślą ci, którzy nie mają co jeść. To również za chlebem wyjeżdżają szukający lepszego jutra. W końcu dzielenie się chlebem jest znakiem pokoju i jedności, których tak bardzo potrzebujemy.

Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii, nie potępia samego bogactwa, ani wartości  materialnych. Można, ba nawet trzeba o nie zabiegać, ale Pan Jezus przestrzega tych wszystkich, którzy dużo mają lub zaślepienie do tego dążą, aby nie byli   o b o j ę t n i   na drugiego człowieka, szczególnie tego, który dotknięty jest nędzą. Wszystkim życzę wrażliwości, czułości serca, otwartego umysłu, ochotnego  przychodzenie drugiemu człowiekowi z pomocą. Niech te kamyczki ludzkiej solidarności tu na ziemi, przyczyniają się do przyszłej szczęśliwości.

          Tak niewiele potrzeba, może tylko uśmiechu,

          Może słowa jednego, przyjaznego,

          Więc się pośpiesz, nie zwlekaj, niech na próżno nie czeka,

          Na daremno nie wzywa cię ktoś.

                Na pomoc, na ratunek człowiekowi,

                Czy słyszysz, ktoś woła SOS,

                Na pomoc zgubionemu w samym sobie,

                Na pomoc, na ratunek SOS.

XXIV niedziela zwykła – 11 września 2016 ks. Rafał Szwedowicz – Szczecin                        

Niedzielna perykopa Ewangelii potwierdza niezwykle ważną prawdę, że człowiek i świat jest przedmiotem troski Boga. „Bóg umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał”
(J 3,16)- w tajemnicy Wcielenia uobecnia się filantropia- miłość do każdego człowieka, wyrażona w cierpliwym poszukiwaniu zagubionej owcy. Bóg szuka człowieka; pragnie ocalić, uzdrowić, podnieść, wskrzesić na powrót do nowego życia. On potrafi „stracić wiele”, jest rozrzutny w miłości i zdeterminowany do końca- przyjmując ostatniego jako pierwszego, potrafiąc grzesznika zawrócić i postawić na drodze ku doskonałości. Dobrze to rozumieli pierwsi chrześcijanie, kiedy na ścianach katakumb tworzyli spójną i najsilniej oddziaływującą na przeżywanie wiary wizualną katechezę. Dobry Pasterz, Piękny Młodzieniec– to nie tylko alegoria szczęścia, której osnową było antyczne wyobrażenie pełnego witalności mężczyzny o cechach boskich. Chrześcijanie interpretowali ten obraz zgoła inaczej- „zmienili sens tej alegorii; przez postać niosącą ratunek zagubionej owieczce sięgając wstecz do psalmów i przypowieści ewangelicznych odnieśli ją w końcu do Zbawiciela Jezusa Chrystusa, od zbawienia- soteria do Zbawiciela- soter.Słusznie zatem uznano w pasterzu niosącym owcę chrześcijańskie zobrazowanie szczęśliwości w zaświatach; dotyczy to oczywiście najstarszego przykładu w rzymskich katakumbach Kaliksta”(F. Deichmann). Najbardziej poruszająca serce jest determinacja Pasterza- szuka do momentu, aż znajdzie. Dlatego opuszcza niebo i zstępuje na ziemię. Dlatego wybiera towarzystwo najbardziej pogardzanych, wykluczonych i zmarginalizowanych- przygniecionych ciężarem grzechu i cierpienia. W tym rozproszonych na bezdrożach, odnajduje bowiem samego siebie. Opuszczając zagubioną owcę, w jakimś sensie Bóg zdradziłby samego siebie; zaprzeczył bezgranicznej miłości. Człowiek również potrzebuje tego, aby być poszukiwanym i ocalonym- wyjętym z otchłani beznadziei i paraliżującego lęku przed samym sobą oraz własną wolnością. „Poza Chrystusem człowiek nie jest ani prawdziwie, ani w pełni człowiekiem. Jest on poniżej swej natury, żyje odcięty od części samego siebie, jest wyalienowany. Tylko stając się bogiem przez usynowienie w Chrystusie, człowiek staje się człowiekiem integralnym, człowiekiem doskonałym, całkowicie zgodnym ze swą prawdziwą naturą. Albowiem nie ma doskonalszej natury ludzkiej jak tylko przez zjednoczenie z naturą boską, co spełniło się w osobie Chrystusa i co każdy człowiek może zrealizować przez upodobnienie się do niej” (J.C. Larchet). Pragnę zakończyć to rozważanie słowami modlitwy pragnienia br. Rogera: „Jezu Chryste, Zbawco wszelkiego życia. Ty cierpisz z tymi, którzy przechodzą ciężkie próby i zawsze przygarniasz tych, którzy na Ciebie zrzucają własne ciężary. Boże, który przynosisz pocieszenie, nawet jeśli zupełnie nie odczuwamy Twojej obecności, Ty jesteś przez Twojego Ducha Świętego- choć niewidzialny, zawsze jesteś z nami”.

 XXIII niedziela zwykła – 04 września 2016 ks. Dariusz Majewski

Któż z ludzi rozezna zamysł Boży albo któż pojmie wolę Pana?

Trudne życie człowieka nie znającego woli Pana. Wraz z powołaniem mnie do życia, powołana zastała moja wewnętrzna komnata w której dochodzi do spotkania z Panem. Jest w każdym jednak nie każdy wie, że jest. Są tacy, którzy dzięki niej przeżyli trudy życia i są tacy, którzy nigdy świadomie nie byli obecni w niej. Nazywamy to komnatą ale jest to stopienie w jedno nas i Boga w Duchu. To pozbycie się wszystkiego na rzecz jednego, czyli zawężenia uwagi do jednego aby w jednym na nowo odkryć wszystko w innym wymiarze. Uzdrowionym poprzez spotkanie w skupieniu na Jednym, które jest bramą za którą jest pokonanie niewoli społecznego ja – które wymaga odpowiedniej postawy dostosowanej do wymogów chwili. Często jesteśmy tak spójni z tymi postawami, że nie czujemy że to gra, która jest od nas wymagana aby być akceptowanym.

I tutaj przychodzi słowo o rozeznaniu zamysłu Boga. Zamysł Boga to wolność dzieci Bożych. Troską Kościoła powinno być nieustanne wskazywanie na drogę, która prowadzi do wolności. Kościół nie jako budowla ale jako wspólnota powinien być miejscem w którym każdy może żyć bez sztucznych twarzy.

Wspólnota to miejsce mocowania się z przywróceniem jasności umysłu poprzez akceptację i miłość wspólnoty w której można wzrastać i mieć poczucie życia w rozluźnieniu w przeciwieństwie do codziennej walki i trwania w gotowości na wydarzenie.

Wspólnota powinna tworzyć miejsce trwania w ciszy i dbać o nie. Miejsce to powinno stać się sercem i oddechem dla każdej osoby tworzącej ten mały kościół. Poprzez ciszę usłyszeć wewnętrzny hałas i świadomie rozpocząć drogę łagodzenia jego skutków na rzecz ciszy i rozeznawania zamysłu Pana.

XX niedziela „w ciągu roku” – 14.08.2016  ks. Paweł 

Siostry i Bracia w Chrystusie.

Kto uważnie wsłuchał się w czytania mszalne, ten bez problemu mógł po raz kolejny si…e przekonać, że Słowo Boże jest zawsze aktualne.  Oto w dalekiej Brazylii, w Rio de Janeiro odbywają się Igrzyska XXXI Olimpiady. Sportowcy z ponad 200 krajów rywalizują w zawodach sportowych w 30 dyscyplinach. Każdy z zawodników, aby móc wystąpić w tej rywalizacji, wcześniej musiał poddać się ogromnemu reżimowi treningowemu: dieta, wyjazdy na zgrupowania z dala od rodziny, często mozolne i monotonne ćwiczenia. Wszystko po to, aby wystąpić na olimpijskiej arenie, by zdobyć olimpijski medal, z jakiegokolwiek kruszcu. Ale to jeszcze nie wszystko. Kto bowiem kto bierze udział zawodach i pragnie zwyciężyć, powinien walczyć zgodnie z przepisami, bez uciekania się do niedozwolonych środków.

Obraz zawodów sportowych przedstawia nam w dzisiejszym II czytaniu Autor Listu do Hebrajczyków. Porównuje on codzienne zmagania chrześcijanina do zawodów sportowych. Nawiązuje do biegaczy, którzy ze względu na pragnienie wygranej poddają się najpierw surowej dyscyplinie. Słowa „odłożywszy wszelki ciężar” odnoszą się do sztucznego obciążenia stosowanego w czasie treningu. W czasie zawodów trzeba jednak usunąć wszystko, co mogłoby przeszkodzić w wygranej. Autor ukazując zwycięski koniec biegu, zachęca do wytrwania na wzór Jezusa, który jest przykładem wytrwałości w przeciwnościach.

Siostry i Bracia.

Zadajmy sobie pytanie: według jakich reguł można zwyciężyć na stadionie własnego życia? Dla nas chrześcijan odpowiedź może być tylko jedna. Są to zasady Jezusa Chrystusa i Jego przykazania. Skuteczną zaś taktyką do odniesienia wygranej jest Jego Ewangelia. Treningiem – wyrzeczenia i posty, które podejmujemy. Modlitwa i sakramenty to najlepsze odżywki. Klub, stanowiący zaplecze i wsparcie dla sportowca, to dla nas wspólnota Kościoła. Mamy wreszcie najbardziej doświadczonego trenera – Ducha Świętego. Mamy więc wszystko, co potrzebne do odniesienia zwycięstwa.

W starożytnej Grecji na czas igrzysk zawieszano wszelkie spory i wojny. Był to czas „świętego olimpijskiego pokoju”. Niestety szkoda, że ta idea nie przetrwała do czasów współczesnych. W czasie Igrzysk olimpijskich, jednym z podniosłych momentów jest zapalenie znicza – olimpijskiego ognia, który wcześniej niesiony jest przez tysiące kilometrów, przez wszystkie kontynenty. Ma on przypominać wszystkim biorącym udział w Igrzyskach o wartościach olimpijskich: „Citus, Altius, Fortius” oznacza „Szybciej, Wyżej, Mocniej”. Tę łacińską maksymę wymyślił ojciec Didon, francuski nauczyciel. Odzwierciedla dążenie sportowca do idealnej harmonii i nieustannego rozwoju swego ciała i umysłu. Symbolizuje też odwieczny cel rozwoju ludzkiej cywilizacji, który jest źródłem jej aktualnego statusu. Dlatego znicz płonie przez cały czas zmagań sportowców.

W dzisiejszej Ewangelii „Jezus powiedział: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął”. W dzisiejszej Ewangelii Jezus wzywa nas do zapalania ognisk Jego prawa, Jego miłości w świecie. Nie wszyscy mogą wystartować na Olimpiadzie, ale każdy z nas może mieć udział w tym, że Jezus i Jego miłość rozpali serca wszystkich ludzi. To są nasze Igrzyska.

Gra toczy się o najwyższą stawkę – życie wieczne. Pragnienie wygranej jest dobre. Wszyscy, którzy uwierzyli Jezusowi nie są z skazani na porażkę, lecz przeznaczeni do zwycięstwa. Tylko musimy biec wytrwale.

                               

XVIII Niedziela Zwykła   31 lipca 2016 r.

Jezus w dzisiejszej Ewangelii zwraca uwagę na istotę chciwości, którą stanowi lęk o siebie. Chciwość, która jest oznaką braku zaufania do Boga, jakimś rodzajem bałwochwalstwa, zajmuje drugą pozycję w katalogu grzechów głównych. Sprzeciwia się miłości, która uczy, by móc się dzielić, dawać i ubogacać innych. Chciwy człowiek chce tylko brać, zagarniać i odbierać.

„Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia”. Następnie Jezus opowiada przypowieść o bogaczu, który woli budować spichlerze niż zatroszczyć się o swe zbawienie. Jest to przypowieść o nienasyceniu. Gdy masz trochę, chcesz więcej! Gdy masz więcej, brakuje ci jeszcze trochę! I tak w koło! Zdumiewający jest egoizm tego chciwca. Cały swój dorobek i urodzaj wykorzystał tylko dla siebie, dla poprawienia swego losu.

W jakich sytuacjach mamy dziś do czynienia z chciwością?

Spójrzmy choćby na łapówki, które biorą się z chciwości i prowadzą do korupcji. Często gorszymy się, że inni je dają i przyjmują, a jak jest z nami? Czy nie chcemy wpłynąć przez nie na jakość załatwianych przez nas spraw w urzędzie, szpitalu czy na uczelni?

Inny przejaw chciwości to skąpstwo, czego dowodem są choćby katastrofy budowlane. Ktoś chce zaoszczędzić, jak ów pracownik, który miał wybudować piękny dom. Nie wiedział, że jest to podziękowanie od szefa firmy za jego dobrą pracę. Gdy skończył, a budował „nadmiernie oszczędzając – dowiedział się, że to dla niego.

Owocem chciwości są kradzież to też owoc chciwości. Cóż to takiego zagarnąć coś, co się nam przyda lub mogłoby się przydać. A przecież to czyjaś własność i w ten sposób pozbawiamy kogoś jego prawa do posiadania.

Inna forma chciwości prowadzi do bezrobocia. Bo oto chciwi szefowie firm, korporacji i prywatnych fortun windują swoje uposażenia kosztem pracowników oraz rozpadu firmy. A za bezrobociem często idzie rozbicie rodzin, bo ktoś pracuje daleko i w domu nie ma go całymi miesiącami.

Widzimy więc, że jeżeli człowiek pozwoli się opanować chęci posiadania za wszelką cenę, to chciwość staje się bogiem, a człowiek jej sługą, niewolnikiem. I jako niewolnik musi robić wszystko, byle tylko służyć wiernie swojemu bożkowi.

Widzimy również dziś, że wielu „wydaje się nieustannie uganiać za takim zajęciem, które pomoże mu pomnożyć posiadany majątek. Niekiedy osiągnięcie owego celu doprowadza do tego, że jest przemęczony i rozdrażniony, budując wokół siebie niezauważalny mur wrogości i niedostępności.

Chciwość więc niejedno ma imię. Nie zawsze materialne. Wielu ludzi pożąda doznań duchowych. Każdy chce czuć się szczęśliwie i bezpiecznie, nie mieć żadnych zmartwień. Dlatego coraz więcej ludzi wędruje do psychoterapeutów, bierze różne lekarstwa, aby móc się sztucznie wyzwolić od trosk. Bo chciwość to nienasycona chęć posiadania więcej. Dlatego Jezus Chrystus daje nam receptę na nieuleganie pokusie chciwości „Gromadźcie sobie skarby w niebie”. Bądźmy więc świadkami Jezusa przez nasze hojne serce i wyciągnięte w pomocnym geście dłonie.

                                                       


                                                XVII Niedziela Zwykła   24 lipca 2016 r.

                                                                    Bp Adam Rosiek

W październiku ubiegłego roku, do mojej kancelarii przyszło młode małżeństwo. W dłuższej rozmowie wyznali jak wielki krzyż dźwigają. Pokazali również z jak wielkim problemem się zmagają nie umiejąc sobie zupełnie poradzić z tym co ich dotknęło. Nie wdając się tutaj w szczegóły opowieści z ich życia przytoczę tylko konkluzję . W ciągu roku niemal cale ich życie rodzinne uległo zupełnemu załamaniu. Kilka pogrzebów w rodzinie , śmierć kilku najbliższych osób, choroby, niepowodzenia w pracy. Zaczęli poszukiwać przyczyn, radzić się przyjaciół i  znajomych . Ci podpowiedzieli że może ktoś rzucił na nich klątwę . Więc udali się najpierw do swojego proboszcza . Zamówili mszę świętą . Modlili się ale nic się nie odmieniło. Ktoś inny powiedział ,że trzeba pójść do wróżki albo poszukać  człowieka który odczynia  rzucone na ludzi uroki. Udali się ale dalej  nic się nie zmieniło. Pasmo nieszczęść się poszerzało.  Ponieważ przypomnieli sobie, że znamy się od wielu lat więc postanowili przyjechać również do mnie.  Księże biskupie, mówią , może pielgrzymka do Rzymu albo do Ziemi Świętej ? Co mamy zrobić aby się to wszystko odmieniło.? Nie mamy już siły tak dalej żyć .

W tym właśnie momencie przyszła mi na myśl ta dzisiejsza perykopa z Ewangelii , kiedy Pan proszony przez swych uczniów postanowił ich nauczyć modlitwy. Podpowiedziałem im ,żeby się zaczęli modlić . Ale jak mamy się modlić ? Wypowiadamy codziennie tyle modlitw. Modlimy się pacierzem, na różańcu, nawet kładłem się krzyżem i nic , proszę księdza biskupa , błagamy o pomoc. W tym momencie odczytałem im ten fragment Ewangelii a potem wyjaśniłem na czym polega modlitwa . Same słowa nic nie znaczą jeżeli ich nie wypełnimy wiarą i bezwarunkowym zawierzeniem Bogu. Nic nie dadzą godziny przeklęczane bez głębi wiary prze obrazem, wizyty u wróżek i  innych „terapeutów ducha” , jeżeli nie zrozumiemy istoty modlitwy. Zrozumieli to uczniowie Chrystusa i warto się temu szerzej  przyjrzeć

Siostry i Bracia

Bóg dotyka nas w życiu najpierw swoim doświadczeniem, doświadczamy Jego obecności.  To doświadczenie czasami jest niezwykle ekstatyczne, wzniosłe i piękne ale najczęściej  doświadczamy Jego obecności  w codziennym krzyżu , który na nas składa w postaci śmierci kogoś bliskiego, utraty pracy, rozpadu związku małżeńskiego.

Bóg nas najpierw  doświadcza i w tym doświadczeniu pragnie nas czegoś nauczyć.

Pragnie pobudzić nas do tego byśmy w Niego prawdziwie uwierzyli. Byśmy podobnie jak Ci Apostołowie, tak na serio pozostawili swoją dotychczasowość i zaczęli życie duchowe od nowa.  Zupełnie odmieniając całe  swoje życie.

Zwróćmy uwagę na kontekst chwili w której  dochodzi do opisanej dzisiaj nauki modlitwy Ojcze nasz. Ta prośba nie ma miejsca u początku, w chwili kiedy Jezus dopiero co powołał Apostołów. Oni są z Jezusem już dość długo, widzieli wiele cudów,  w tym cud obfitego połowu, uzdrowienie teściowej Piotra i dziesiątki innych. Wysłuchali wielu nauk w tym spłynęło na nich piękno wypowiedzianych przez Pana błogosławieństw.  Przeżyli zagrożenia w postaci burzy na morzu i cudownego uciszenia morza przez Jezusa. Doświadczyli tego, czym jest głoszenie Ewangelii, kiedy Pan rozesłał ich by nieśli Dobrą Nowinę .

Dopiero po tym wszystkim stali się gotowymi by poprosić Syna Bożego aby to On sam nauczył ich jak mają się modlić. Dopiero wtedy, jakby zrozumieli glebie i sens modlitwy. Po tak wielu doświadczeniach.

Jezus wiedział, że muszą najpierw posmakować Bożej obecności, Bożego działania, Bożej próby by zrozumieć sens tego do czego zostali powołani. By też zrozumieć i zgłębić sens modlitwy, tym czym ona jest w swej istocie.

My też modlimy się . Najczęściej błagamy i prosimy. Doświadczam tego codziennie czytając liczne intencje, prośby o modlitwę do Boga.

Siostry i Bracia

W ten niedzielny letni poranek,  chciejcie otworzyć Wasze serca i ponownie przypomnieć sobie czym jest modlitwa. Przypomnieć sobie o jej wielkiej mocy i sile o ile jest ona prawdziwą i szczerą rozmową z Bogiem. Przypomnijcie sobie jak  się modlić by modlitwy Twoje były wysłuchane. Podpowiedzi szukajcie w dzisiejszej Ewangelii.  Mówicie czasami: „ tak często się modlę  ale nic z tego nie wychodzi. Bóg chyba nie istnieje bo gdyby istniał to widząc moje cierpienie i moje prośby zechciałby mi pomóc”.

W czym jest więc problem, że mimo godzin przeżytych na modlitwie życie dalej biegnie swym torem i nic się w nim nie dzieje tak jakbyśmy chcieli.

Siostry i Bracia

Odpowiedzi poszukajcie w dzisiejszej Ewangelii. W tym pięknym tekście opowiadającym o tym jak Pan uczy Apostołów jak się mają modlić . Warunkiem dobrej modlitwy jest świadomość rozmowy z Bogiem.  Modlitwa nie może być automatyczną mantrą polegającą na bezsensownym powtarzaniu na przykład  pięćdziesięciu zdrowasiek i innych modlitw, przesuwaniu paciorków różańca ale modlitwa musi być przepełniona wiarą i głęboką ufnością a zarazem świadomością ,że rozmawiam z kochającym Ojcem.

Żadna nasza modlitwa nie będzie dobrą jeżeli nie zawierzymy się Bogu. To On widzi najlepiej nasze życie , nasze potrzeby ale i nasze jutro. Czasami wydaje nam się ,ze Bóg to taki bankomat wypłacający bezwarunkowo każdą podaną przez nas kwotę .

Bóg jednak chce nade wszystko naszego zbawienia, naszego dobra dlatego tak prowadzi nas przez życie byśmy sami dostrzegali najważniejsze w życiu potrzeby. Dlatego prosząc Boga zawsze miejcie na uwadze ten warunek. Proszę Cię ale niech się to spełni jeżeli jest to zgodne z Twoją wolą Ojcze.

Starajmy się tak przeżywać każdy dzień w naszym życiu by nigdy nie zabrakło w nim czasu na rozmowę z Bogiem. Niech to będzie chwila, czasami westchnienie, czasami może nawet przebywanie w zupełnej ciszy przy Bogu ale ofiarowane Jemu.

Uczmy się modlitwy. Miarą naszej wiary, miarą świadomości przeżywania Boga będzie nasza pobożność, sposób przeżywania Boga kiedy jesteśmy  w kaplicy, sposób traktowania Boga wtedy kiedy wszystko się nam znakomicie układa ale i wtedy kiedy świat wali się nam na głowę . Uczmy się modlitwy i prośmy Pana by i nam pozwolił lepiej rozumieć sens tych świętych słów ,którymi zachęcał by Apostołowie modlili się do Ojca

XVI Niedziela Zwykła

ks. Artur Sitko – Berlin Misja Katolickiego Kościoła Narodowego

Bóg przychodzi do nas w gościnę.

Jakże piękne i niezwykłe sceny przedstawiła nam dzisiejsza Liturgia Słowa. Bóg w postaci Trzech Osób przychodzi do Abrahama. Niezwykła wizyta, która jednak zdaje się być czymś normalnym dla nas, Bóg odwiedza przecież swojego przyjaciela Abrahama, który zaufał mu bezgranicznie, porzucił swoją ojczyznę aby wyruszyć w nieznane, ziemi którą mu Pan obiecał. Jednak to nie koniec obietnic. Podeszły w latach Abraham i jego żona Sara nie mają dzieci. Po przygotowanym posiłku Goście obiecują Abrahamowi potomka. Posiadanie dziecka to największy skarb. W tym miejscu, krótko możemy się wspólnie zastanowić czy my jesteśmy wdzięczni za nasze dzieci, czy troszczymy się o nie należycie. I nie chodzi tu jedynie o zaspokojenie spraw materialnych, ale czy znamy troski naszych dzieci, ich marzenia, ich przyjaciół?

Podobne odwiedziny przedstawia nam Ewangelia. Jezus przychodzi do domu swojego przyjaciela Łazarza. Siostry Łazarza przyjmują dostojnego Gościa z należnym szacunkiem. Jednak z odmienną uwagą. Marta zwraca uwagę na sprawy zewnętrzne, natomiast Maria z uwagą słucha słów Mistrza.

Moglibyśmy powiedzieć, że Liturgia dzisiejsza zwraca uwagę na ludzkie relacje. W dobie globalizacji, kiedy komunikacja między kontynentami nie jest problemem, człowiek zdaje zamykać się na drugiego człowieka. Coraz rzadziej rozmawiamy ze sobą werbalnie. Używamy oczywiście dostępnych komunikatorów, portali społecznościowych, ale zagubiliśmy gdzieś po drodze czas i miejsce na zwykłą rozmowę, na spotkanie.

A kiedy już spotykamy się jest tyle spraw, rzeczy, które nas rozpraszają. Ciągle przychodzące SMSy, wiadomości mailowe. Potrzeba nam prawdziwego spotkania.

Najpierw z drugim człowiekiem, gdzie poświęcamy dla siebie i tylko dla siebie czas, śmiejemy się i bawimy wspólnie.

Potrzeba nam też czasu na spotkanie z Panem. Osobista relacja z Bogiem wymaga zatrzymania się przed Nim i z Nim.

Dzisiejszy psalm doskonale określa człowieka, który spotyka się z Panem: jest to człowiek działający sprawiedliwie, który nie czyni bliźniemu nic złego. Aby posiąść wszystkie cechy wymienione przez psalmistę, trzeba nam za św. Pawłem w swoim życiu dostrzegać dopełnienia misji Chrystusa, wypełniając w nim nakaz głoszenia Ewangelii.

Będąc cały czas w roku 1050 jubileuszu Chrztu Polski uświadamiamy sobie to niezwykłe wybranie, które stało się również przez nasz osobisty Chrzest naszym. Mamy głosić Chrystusa, aby tak się stało potrzeba otwarcia naszych serca na Słowo Boże, potrzeba nam prawdziwego stanięcia w prawdzie własnych serc.

Nie dawno rozmawiałem z jednym księdzem o tym jakie jest nasze przepowiadanie, o czym my mówimy podczas kazań. Obaj doszliśmy do wniosku, że bardzo rzadko porusza się temat rzeczywistości grzechu.

Czytamy w Katechizmie: Grzech jest świadomym i dobrowolnym sprzeciwieniem się prawu Bożemu, jak również świadomym i dobrowolnym występkiem przeciw prawu miłości Boga i człowieka. Kościół rozróżnia grzech ciężki, zwany również śmiertelnym ze względu na skutki jakie wywołuje w duszy człowieka. Człowiek odchodząc z tego świata w stanie grzechu skazuje się na wiecznie potępienie.

Chcąc więc być przyjaciółmi Boga jak Abraham, czy Maria i Marta, potrzeba nam zatroskania o własny rozwój duchowy, obrania „tej cząstki, której nie będziemy pozbawieni”

Warto więc zastanowić się nam za czym ja podążam w życiu, co jest moim celem, czy rozróżniam w swoim życiu dobro i zło, czy potrafię stanąć w prawdzie swojego sumienia rozróżniając rzeczywistość grzechu raniącego moją  dusze i relacje z Bogiem i bliźnimi.

Grzech zaślepia nas i nie pozwala spotkać się z przyjaciółmi – Bogiem i bliźnimi. Podstawowym działaniem szatana jest dążenie do zerwania przez nas wszelkich relacji.

Niech więc w ciągu nadchodzącego tygodnia każdy nasz dzień kończy się krótkim rachunkiem sumienia i spotkaniem z Bogiem na modlitwie.

           ROZWAŻANIA NIEDZIELNE 

XV NIEDZIELA  ZWYKŁA  – 10 lipiec 2016 r.

Proboszcz parafii Świętej Trójcy w  Warszawie

 

 

                             

     Swego czasu Błażej Pascal mówił, że do miłości, tak jak do wiary potrzeba nam odwagi. Jak słyszymy w Ewangelii w tę wakacyjną niedzielę, okazał ją dobry Samarytanin. Przyszedł napadniętemu człowiekowi, nie zwracając uwagi na to, czy to jest Żyd, czy obcokrajowiec. On w napadniętym dostrzegł CZŁOWIEKA i pragnął ratować  JEGO CZŁOWIECZEŃSTWO. Nie zastanawiał się nad tym, kto jest moim bliźnim, a kto nim nie jest, czy miłość drugiego człowieka obejmuje troskę o przyjaciela, czy o wroga, nie snuł teoretycznych analiz nad właściwym sensem przykazania miłości. Dla niego najważniejsze było to, że spotkał człowieka, który potrzebował pomocy. Wszystkie bowiem odwlekania tej pomocy mogłoby zakończyć się dla  napadniętego  tragicznie. Mogłoby nawet stać się przyczyną śmierci. On nie chciał, aby umarł niewinny człowiek.

 

     Na tej pustynnej drodze między Jerozolima, a Jerychem zdarzały się takie historie i  to dość często. Po dzień dzisiejszy pielgrzymi przemierzający śladami naszego Mistrza, zatrzymują się w tym miejscu i odczytują tę przypowieść Ewangeliczną, aby przypomnieć to wydarzenie z dzisiejszej Ewangelii. Wydarzenia z tej drogi i o tych wypadkach, które wydarzały się na tej drodze, z pewnością dochodziły do uszu Chrystusa. Stąd na pytanie : Kto jest moim bliźnim ? , Jezus  posłużył się przypowieścią, której sens wydaje się bardziej jasny i zrozumiały, aniżeli byłaby zrozumiała odpowiedź  na postawione pytanie. Przypowieść niejako zmusza  do wyciągnięcia z niej jednoznacznego wniosku: MOIM BLIŻNIM JEST KAŻDY CZŁOWIEK, a zatem miłość bliźniego obowiązuje względem każdego człowieka. Problem jest jasny,  choć – niestety – nie wszyscy go rozumieją.

 

     Jezus Chrystus przez przytoczoną przypowieść o miłosiernym Samarytaninie rozwiązał trzy problemy nurtujące tamtym ludzi:

  1. Odpowiedzieć sobie na pytanie – co robić, aby osiągnąć życie wieczne ?
  2. Kto jest moim bliźnim ?
  3.   Jaki charakter i jakie cechy powinna mieć nasza miłość do bliźniego ?

 

     Izraelici wierzyli wżycie człowieka po śmierci. Mieli jednak wątpliwości dotyczące osiągnięcia jego sposobu. Stawiali sobie pytanie: jaką  cenę, tu na ziemi, trzeba zapłacić, aby je osiągnąć ? Znali przykazanie: Będziesz miłował Pana Boga twego, z całego  serca swego, z całej duszy swojej, ze wszystkich sił swoich. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś  nakazuję (Pwt 6, 5 ns).Dodane także w innym miejscu: Będziesz miłował bliźniego jak siebie samego. To mówi Pan (Kpł 19, 18). .

    

     Problem, jak widzimy jest ciągle aktualny. My sami musimy  przypominać sobie, nie tylko dziś, podczas Eucharystii, ale zawsze, że  nie ma prawdziwego chrześcijaństwa bez miłości. Kiedyś, jak to ktoś powiedział, będziemy sądzeni właśnie z miłości. Miłość Boga i bliźniego jest cnotą, która zapewnia nam i zabezpiecza  życie wieczne.

 

  1. Kto jest moim bliźnim ? Problem ten był, jest będzie ciągle aktualny. Dla Izraelity bliźnim jest członek jego rodziny, członek szczepu, jakiejś grupy społecznej, ten, kto należał do Narodu Wybranego. Obcokrajowiec nie był bliźnim, chyba, że dłuższy czas mieszkał z Izraelitami. Wrogiem dla Izraelitów byli Samarytanie, sąsiedzi o ile wyznawali sfałszowana religię. Pan Jezus zmienia to myślenie i daje jednoznaczną odpowiedź:  bliźnim jest każdy człowiek, każdy, który potrzebuje  pomocy, a zatem człowiek biedny, upośledzony, nieszczęśliwy, skrzywdzony przez życie i los.  Bliżniego nie legitymujemy z jakiej jest przynależności narodowej itd… jedyna racja jest to, że   j e s t    c z ł o w i e k i e m.  Drodzy Moi – zróbmy sobie na kanwie tych rozważań rachunek sumienia z naszej postawy wobec bliźniego, naszego drugiego człowieka ?

 

  1. Jakie cechy powinna mieć nasza miłość ? Musi to być miłość uniwersalna,

obejmująca  wszystkich ludzi. Taką miłość okazywał Jezus Chrystus.  On potrafił tulić do   Swego serca dzieci i mówił, że do takich należy królestwo niebieskie, bogatego młodzieńca i mówił, aby sprzedał wszystko, co ma i poszedł za Nim, potrafił dostrzec ślepca, trędowatego ,chorego. Dla wszystkich miał bogate, pełne miłości i miłosierdzia serce. On pragnął ipragnie,  abyśmy właśnie Go w takiej postawie naśladowali. Nasza miłość względem drugiego człowieka winna być konkretna i czynna.

 

     Z hierarchii wartości najważniejszy jest drugi człowiek, a także jego potrzeby. Trzeba nam czasem opuścić swoje sprawy, a przyjść z pomocą  drugiej osobie. Z pewnością, w tym względzie można przytaczać wiele przykładów i to z naszej codzienności. Kiedy zatem spotykamy na naszej drodze życia człowieka cierpiącego  i potrzebującego , pomyślmy , ze to Chrystus wychodzi nam na spotkanie i bije na alarm, że spośród wielu spraw najważniejsza jest miłość. Niech nam przypomina o obowiązku miłości bliźniego, obecna Msza święta niedzielna, w której uczestniczymy w tę wakacyjną niedzielę. W niej uczestnicząc przypominamy sobie o śmierci i męce Chrystusa, który z miłości do każdego z nas ofiarował się  i niczego nie pragnie, jak tylko tego, byśmy Go w Jego miłości naśladowali do końca naszych dni…

Czternasta Niedziela Zwykła  03 lipca 2016 r. – ks. Dariusz Majewski Parafia Gdańsk 

”Powołał jeszcze innych 72 i dał im władzę”. Dał coś co do tej pory dane było tylko wybranym apostołom, tym, którzy dla Niego pozostawili wiele i stale byli u Jego boku. Nagle dowiadują się, że muszą się tym podzielić a w ich rozumieniu,  tylko oni mają do tego prawo. Trudna sytuacja ale niejednokrotnie doświadczana przez nas czy to w pracy, kiedy pomijani jesteśmy przy awansie, podwyżce. Kiedy koleżanka bardziej faworyzuje kogoś innego a my jesteśmy omijani a przecież to my trwaliśmy przy niej kiedy było jej trudno.

Sprawiedliwie powinno być tak, że otrzymujemy my gratyfikanty należne tym, którzy do tej pory stale byli blisko. I tutaj myślę, że spotykamy się z myśleniem kategoriami Królestwa Bożego już tu na ziemi. Myśleniem pomimo iż wydaje się to trudnym do zaakceptowania, myśleniem czyniącym nas szczęśliwymi już tu na ziemi. Więc o co chodzi w tym całym wysłaniu 72 uczniów, którzy jak sądzę nie byli stale z Jezusem i nie poświęcili tyle co wybrani przez Niego apostołowie. Da im władzę a poczucie niesmaku dotknęło tych, którzy tak wiele poświęcili. Jest to zbierzna sytuacja spotykana w naszym yciu a nosi nazwę oczekiwanie zapłaty. Płaci się nam za pracę, za drobne usługi, za przyjaźń. Nie mam tu na myśli tylko gratyfikacji finansowej czy rzeczowej ale tą znacznie bardziej pożdaną a mianowicie zaspokojenie potrzeby bycia zauważonym, usłyszenie słowa dziękuję, słowa jesteś ważny – czyli takiego stanu umysu, ktry da nam poczucie zadowolenia (szczęścia). Mówiąc językiem młodzieżowym, Jezus w dalszej swojej mowie rozsyłającej 72 uczniów daje czadu, gdyż mówi, że cieszyć się powinni z tego, że ich imiona zapisane są w niebie.

Tutaj dotykamy sedna postawy, która jest nam ukazana jako rzebłysk nauki Królestwa Bożego. Wdzięczność z zapisanych imion w niebie jest tak wielka, że nie ma żadnego znaczenia kto jaką pozycję zajmuje przy Jezusie. Doświadczyli tego apostołowie po Zesaniu Ducha św. Wolność od uczuć i emocji, które zamykają i skupiają człowieka na celu osiągnięcia stanu zadowolenia. Wdzięczność, która jest podstawą uwalniania się ze stanu niezadowolenia pochodzi wprost od osobistego spotkania Jezusa i doświadczenia  Jego mocy, która totalnie przemienia nie tylko sposób myślenia ale powoduje dla osób z boku niezrozumienie w działaniu człowieka, ktróry doświadczył Jezusa.

Wdzięczność pochodząca  z osobistego doświadczenia powoduje, że le jestem wyjżątkowy i jedyny w relacji z Jezusem ale osoba obok mnie jest dokżąładnie w takiej samej pozycji i zupenie mi to nie przeszkadza, wręcz staram się aby każdy mógł tego doświadczyć.

Jezus żyje i to jest najważniejsze dla każedego z chrześcijan.

Trzynasta niedziela zwykła  26 czerwca 2016 ks.
Rafał Szwedowicz  Proboszcz Parafii w Szczecinie

Drodzy Bracia i Siostry ! Początek dzisiejszej Ewangelii wskazuje na niezwykle ważne wydarzenia które dokonają się w Jerozolimie. Uwzględnienie tego kontekstu jest niezmiernie ważne. Wędrowanie z Chrystusem, przygoda życia będzie miała swoje zwieńczenie w tajemnicy Odkupienia. Wzięcie z tego świata nawiązuje zarówno do śmierci jak również do Jego wyniesienia na prawicę Ojca. Wielkie misterium miłości Boga- dramat Krzyża i Chwała spowijająca triumf Zmartwychwstałego Pana. Są to ostanie momenty przebywania z uczniami w drodze- seminaryjny sprawdzian wierności i ostatnie szlify do podjęcia samodzielnej działalności ewangelizacyjnej. Trwanie przy Chrystusie w godzinie próby będzie największym sprawdzianem dojrzałości uczniów. Czy uczniowie będą potrafili zaakceptować fakt bycia opuszczonymi, bezdomnymi, czy pogardzanymi jak ich Mistrz ? W kłębiących się wątpliwościach, upadkach i rozczarowaniach, uczniowie będą pamiętali jedno najważniejsze wezwanie: „Pójdź za Mną !”. Człowiekowi, który zapewnia Go: „Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz ! Mistrz odpowiada: Listy mają nory i ptaki powietrzne gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by mógł głowę oprzeć”. Nie można oglądać się wstecz za siebie, trzeba iść i urzeczywistniać Królestwo Boże. Każdy chrześcijanin jest powołany do apostolskiego świadectwa Ewangelii. Nie ma żadnych wytłumaczeń, dróg na skróty, czy łatwych rozwiązań. Chrystus od każdego wymaga określonej postawy i radykalizmu. „Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego”. Człowiek wierzący ma w swoich życiu decydujący moment opowiedzenia się za Chrystusem. „W życiu każdego chrześcijanina mogą przyjść chwile, w których staje on wobec decydujących wyborów, których nie może odłożyć na później i które muszą być radykalne. Normalnie jednak uczeń Jezusa, kierowany przez Ducha Świętego, musi znaleźć sposób wyrażenia swego wyboru Panu w rzeczywistości własnego życia rodzinnego, zawodowego, społecznego. Aby Dobra Nowina była głoszona współczesnym ludziom, musimy być gotowi, bez patrzenia wstecz, pogodzić się z zerwaniem z przeszłością, która była nam droga, z wygodnymi i dającymi poczucie bezpieczeństwa przyzwyczajeniami, z mentalnością, która może z nas uczynić żyjące trupy”. Rozpoczynamy czas wakacji; zaplanowane urlopy, wypatrzone miejsca, wszystko spowite marzeniami o upragnionym wypoczynku. Nie zapominajmy, że ten czas regeneracji sił, nie jest urlopem od Boga. To jeszcze bardziej intensywny moment do dawania świadectwa. Wierność codziennej praktyce modlitwy, codziennie odczytany krótki fragment Ewangelii, systematyczna i dobrze przygotowana spowiedź, niedziela Eucharystia. Te zwyczajne w swojej nadzwyczajności środki pozwolą nam zachować nieustanną pamięć o Bogu i wytrwać w stanie łaski uświęcającej. Wśród wielu ciekawych miejsc i interesujących wydarzeń poszukajmy przestrzeni samotności, aby oddychać Bogiem. Oderwijmy się od zabiegania i spróbujmy nasłuchiwać kroków przychodzącego Chrystusa, który do każdego z nas szepta: „Pójdź za Mną !”.

                                        Dwunasta niedziela zwykła 19 czerwca 2016 r.

XII NIEDZIELA  ZWYKŁA   –   19 czerwca 2016 r.

Ks. Prob. Parafii Św. Trójcy w  Warszawie

„A wy za kogo mnie uważacie ? … Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili (Łk 9, 20 ns)  Za kogo uważają mnie tłumy ?  Na to pytanie w przeciągu historii Kościoła, było i jest wiele odpowiedzi. W Ewangelii słyszeliśmy, że już za działalności  Pana Jezusa, jedni uważali Go za  Jana Chrzciciela, drudzy za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków, który zmartwychwstał.

A wy za kogo mnie uważacie ? W imieniu Apostołów odpowiedział Piotr – on, jako pierwszy powołany, jako ten, który zajmuje pierwsze miejsce w  spisie powołanych, jako ten, który wraz z Janem i Jakubem był świadkiem wskrzeszenia córki  Jaira.  Piotr w wyznaniu swoim nazwał Jezusa Chrystusem, to znaczy Mesjaszem, czyli Bożym Pomazańcem.

Stawiamy pytanie, dlaczego to Jezus nakazał surowo, aby o tym nikomu nie mówili ? Z pewnością naród izraelski nie był jeszcze przygotowany do przyjęcia tej prawdy. Stąd Chrystus Pan przy pomocy roztropnej pedagogiki  chciał przygotować tak Apostołów, jak i innych ludzi do właściwego zrozumienia  Jego prawdziwego posłannictwa. Nakaz milczenia wydawał się po to, aby uniknąć niepożądanych reakcji całego ludu, który z pewnością bacznie wszystko obserwował.  Dlatego też akceptując tytuł dany Mu przez Piotra, od razu wyjaśnia, jak należy rozumieć Jego mesjańskość: Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć… Będzie On bowiem Mesjaszem nie politycznym, ale Mesjaszem cierpiącym, jako Sługa Jahwe, który  będzie odrzucony, który będzie zabity, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie. Do przyjęcia takiego Mesjasza należało przygotować i Apostołów i cały lud. Mesjasz bowiem dokona zbawienia za  cenę męki i śmierci.

Trudno było bowiem dawniej, ale trudno jest i dziś wielu ludziom uwierzyć  w cierpiącego Chrystusa. Nie zawsze prawda ewangeliczna trafiała i trafia do ludzkiego przekonania. Wtedy można powiedzieć za Chrystusem: jeśli słowom moim nie wierzycie, to przynajmniej wierzcie moim uczynkom. Popatrzcie na moje ręce, jak cudownie rozmnażają chleb, jak leczą chorych, jak wskrzeszają zmarłych, jak bardzo litują się nad każdą ludzką nędzą… czyż to nie jest zbawianie świata ?  A dalej… krzyż, a Golgota, a moja śmierć na krzyżu, czyż to nie było zbawianiem świata ?  Stąd w takim ustawieniu możemy bardziej zrozumieć św. Pawła, który w uniesieniu ducha patrząc na krzyż Chrystusa woła : żyje we wierze Bożego Syna, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie. (Ga 2,20).

Jezus  Chrystus jest naszym Zbawcą. Wybawia nas od śmierci grzechu i niesie nadzieję wiecznego zbawienia. Uczy nas jednej prawdy, że każde cierpienie, choćby to najmniejsze, zawsze niesie ze sobą zbawienie. Zawsze komuś jest potrzebne i pożyteczne. Aby poznać Jezus, Jego osobę, Jego krzyż i zmartwychwstanie, trzeba nam modlitwy, i to modlitwy na osobności; trzeba nam długiego milczenia, trzeba nam długiego wpatrywania się w Jego czyny, wsłuchiwania się w Jego Dobrą Nowinę. W modlitwie i milczeniu poznajemy Go coraz bardziej. Poznając  Jego, zaczynamy lepiej rozumieć samych siebie. Stąd Pascal mówił: „ Wprawdzie znamy Boga tylko dzięki Jezusowi Chrystusowi, ale i siebie samych siebie poznajemy tylko dzięki Niemu. Życie i śmierć znamy tylko przez Jezusa Chrystusa. Z daleka od Niego  nie wiemy ani czym jest nasze życie, ani   śmierć, ani Bóg, ani my sami”. Modlitwa i milczenie niezbędne jest do poznania.

Ciekawa rzecz,  że w dzisiejszej Ewangelii, Jezus każe nam iść  do siebie przez bramę cierpienia . I nie tylko iść, ale wziąć swój krzyż i naśladować  Jezusa Chrystusa. Jak można  było wczoraj, dziś i jutro najlepiej naśladować Chrystusa  ? Na to pytanie padła jednoznaczna odpowiedź, którą dziś słyszymy w Ewangelii: Kto chce zachować swoje życie straci je,  a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa.  „Zachować swe życie”, zdaniem Jezusa, to znaczy postawić  w nim tylko na wartości doczesne, przyjąć postawę owego ewangelicznego bogacza, który jadł, pił i ucztował, i ani na chwile nie pomyślał, że istnieją przecież jeszcze inne wieczne wartości.  Wydaje się, że takie życie, nie miałoby najmniejszego sensu. Dlatego Chrystus zachęca nas, że lepiej będzie to doczesne życie „stracić”, to znaczy, nie stawiać tylko na nie, ale idąc przez nie, zawsze dostrzegać jeszcze inne, wspanialsze, boże, nadprzyrodzone życie. Jezus wyjaśnia tok swojego rozumowania następną wypowiedzią – „Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie samego zatraci i szkodę poniesie ?”. Po prostu trzeba nam umieć wyważać proporcje miedzy doczesnością a wiecznością i zawsze stawiać na wieczność.

Niedzielna Msza święta, w której uczestniczymy  ukazuje nam Chrystusa Zbawcę i Bożego Syna. Tego Chrystusa, o którym Ewangelia dzisiejszej niedzieli mówi nam wyrażnie: „… wiele cierpiał i został odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i nauczycieli Pisma i umarł, ale trzeciego dnia powstał z martwych” Zmartwychwstał i  żyje ! Stąd możemy każdego dnia, ba ! każdą chwilą wołać: wierzę w Takiego Jezusa i przed Nim zginam swoje kolana i z głęboką wiarą wołam do Niego: „Pan mój i Bóg mój !”.

Jedenasta niedziela zwykła 12 czerwca 2016 r.

                                           Dziesiąta niedziela zwykła 05 czerwca 2016 r.

                                         Dziewiąta niedziela zwykła 29 maja 2016 r.

UROCZYSTOŚĆ  NAJŚWIĘTSZEJ  TRÓJCY – 22 maj 2016 r.

(Proboszcz parafii św. Trójcy w Warszawie).

Był dzień w naszym  życiu, najbardziej uroczysty i największy, choć tego dnia nikt z nas nie pamięta. Był to dzień naszego chrztu świętego. Przez chrzest staliśmy się dziećmi Bożymi, i jak mówi Apostoł Narodów – św. Paweł – Boga możemy nazywać Abba, czyli Ojcze. Staliśmy się dziećmi Kościoła, tej wielkiej wspólnoty wierzących, został zgładzony grzech pierworodny, a nade wszystko w nas zamieszkała Trójca Przenajświętsza, to jest Bóg Ojciec i Syn Boży i Duch Święty. Jeden Bóg, ale w trzech Osobach, które tworzą doskonałą jedność. To w chwili chrztu św. padły sakramentalne słowa: ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha  Świętego.

I od tej pory Trójosobowy Bóg mieszka w naszych sercach, o ile nie wyprosiliśmy Go z naszego serca przez grzech ciężki.

Prawdę o Trójcy  Przenajświętszej przypominamy sobie tyle razy na dzień, gdy czynimy znak krzyża świętego: W imię Ojca i Syna i Ducha  Świętego. Zwykliśmy każdą czynność zaczynać tym znakiem. Dawniej, a jeszcze i dziś katolicka matka nim ukroiła chleb dla swoich latorośli, uczyniła nad nim znak krzyża świętego. Przy  drzwiach katolickich domów były i są jeszcze male kropielnice, aby umoczywszy rękę w wodzie święconej uczynić znak krzyża w imię Ojca i Syna i Ducha  Świętego. W jednym z zakonów żeńskich spotkałem zwyczaj, że ilekroć zegar wybije godzinę, siostry zakonne będące przy jakimkolwiek zajęciu czy pracy, pozdrawiają Trójcę Przenajświętszą  słowami: Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu. Jak  była na początku teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

Tak wszystkie nasze prace winniśmy zaczynać w imię  Trójcy   Przenajświętszej. W imię Ojca i Syna i  Ducha  Świętego świat został stworzony, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego świat został odkupiony i w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego,   świat jest uświęcony.

Bogu Ojcu przypisujemy dzieło stworzenia świata i utrzymywania go w bycie, Synowi Bożemu dzieło zbawienia, a więc pojednania nas z Ojcem, a Duchowi Świętemu dzieło uświęcania Kościoła.  Ale, jak wgłębimy się  bardziej w tajemnicę Trójcy Przenajświętszej, to dostrzegamy, że każde dzieło Boże jest dziełem całej Trójcy Przenajświętszej, gdyż jest między nimi doskonała jedność. To, co czyni Ojciec, to czyni i Syn i Duch Święty. Co czyni Syn, to jest to także dziełem Boga Ojca i Ducha  Świętego. A tchnienie Ducha  Świętego na Kościół jest Tchnieniem także Boga Ojca i Syna  Bożego.   Mówiąc językiem teologicznym trzeba nam sformułować: Każde działanie Boże  jest działaniem całej Trójcy Przenajświętszej.

Możemy postawić pytanie; jak to się dzieje ? Jak to jest, że  Bóg jest jeden, ale w trzech Osobach ? jak to jest możliwe ? Jest to tajemnica i czym  ją bardziej zgłębiamy, tym bardziej staje się dla nas niezrozumiałą. My na ziemi nie mamy takiego odpowiednika, , żeby coś było jedno, a jednocześnie troiste. Dlatego nie możemy sobie nawet tego wyobrazić.

Wspaniałe słowa o Trójcy Przenajświętszej  wyśpiewuje dzisiejsza mszalna prefacja:  ty, Boże Ojcze z Jednorodzonym Synem Twoim i  Duchem Świętym  jednym jesteś Bogiem, jednym jesteś  Panem, ale nie przez jedność tylko jednej osoby, lecz przez to, ze Trójca ma jedną naturę, to jest naturę Bożą. I to, w co wierzymy odnośnie Boga Ojca, to samo bez żadnej różnicy, myślimy o Synu Bożym i o Duchu Świętym. Tak iż wyznając prawdziwe i wiekuiste bóstwo wielbimy odrębność Osób, ale jedność  w majestacie. Tak !  Tak ! Jeden tylko Bóg, ale w trzech Osobach. Wszystkie te osoby są sobie równe i jedna i druga nie jest podporządkowana.

Trudna to  tajemnica ! My chrześcijanie mocno w tę prawdę wierzymy, bo została  nam ona wyrażnie ukazana przez Jezusa Chrystusa. Popatrzymy chociażby w czasie chrztu w Jordanie: Syn Boży wszedł w wodę, aby otrzymać chrzest od Jana, a nad Nim ukazał się Duch Święty w postaci gołębicy. Z obłoku zaś odezwał się głos  Ojca: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. Oto objawia się cała Trójca Święta !

Jakie wnioski możemy wyciągnąć w dzisiejszej Niedzieli Trójcy Przenajświętszej ?  Czy odejść  z Mszy świętej z przekonaniem, że tajemnica Trójcy Przenajświętszej jest dla nas niezrozumiała ??? Nie !  Trzeba nam wyjść z głęboką wiarą w Trójcę Przenajświętszą, że ta prawda, choć  nie jest dla nas nie do zrozumienia, to jednak potwierdzona jest najwyższym autorytetem Boga, który przecież tę prawdę nam objawił.

Ale, czy tylko ? Mnie nasunęły się  następujące refleksje. Dwie cechy są charakterystyczne dla Trójcy Przenajświętszej: doskonała jedność i doskonala miłość pomiędzy poszczególnymi osobami Boskimi.

A w naszym życiu tyle rozłamów, tyle kłótni, nienawiści, tyle nieporozumień, waśni i niepokojów. Czy w dzisiejszą Uroczystość nie należałoby    w   tym względzie   wyciągnąć dla siebie odpowiednich wniosków ? Co mnie od innych oddziela ? Może mój egoizm i pycha, może chęć górowania nad innymi, może moja wewnętrzna małość czyni tak wielkie spustoszenie w moim wnętrzu ????

Jeśli coś nie „gra” to nie jest jeszcze za póżno. Przecież zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo samego Boga !  Starajmy się choć w części naśladować Go w jedności z naszymi najbliższymi… !

Módlmy się do Przenajświętszej Trójcy o dar jedności i miłości i czyńmy zawsze z wielkim namaszczeniem i pobożnością znak Krzyża świętego, którym czcimy Trójcę przenajświętszą. Miłość Boga Ojca, łaska naszego Pana Jezusa Chrystusa i dar jedności w Duchu Świętym, niech będą z wami wszystkimi. Amen.

Zesłanie Ducha Świętego 15 maja 2016 r. Biskup Adam Rosiek

„Podobnie jak jedno jest ciało , choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała ,mimo  iż są liczne, stanowią jedno ciało , tak też jest i z Chrystusem. Wszyscy bowiem w jednym Duchu zostaliśmy ochrzczeni aby stanowić jedno ciało : czy to Żydzi, czy Grecy , czy niewolnicy , czy wolni. Wszyscyśmy zostali napojeni jednym Duchem”

Siostry i Bracia w Chrystusie

Przywołałem jeszcze raz słowa Apostoła Narodów świętego Pawła, by jeszcze głębiej zapadły w nasze dusze, szczególnie w tym uroczystym dniu , kiedy przeżywamy  Zesłanie Ducha Świętego na Apostołów w Wieczerniku. Kiedy wspominamy narodzenie się Kościoła Chrystusowego,  Wspólnoty Wspólnot . Kościoła do którego w sposób nieprzerwany przynależą Ci wszyscy, którzy poprzez posługę apostolską swojego biskupa , wybranego ważnie i ustanowionego w świętym akcie konsekracji biskupiej,  zanurzeni są  poprzez sukcesję apostolską w jednym, świętym, powszechnym i apostolskim Kościele. Kościele utworzonym przez Jezusa Chrystusa.

Czas od Zesłania Ducha Świętego to czas Kościoła. Czas nazywany jest również okresem szczególnej działalności i asystencji w świecie Ducha Świętego. Dostrzegamy tę asystencję każdego dnia, czytając święte znaki rozlewającej się na nas łaski Boga. Dzisiejsze Słowo Boże przypomina nam to wszystko co wydarzyło się w Jerozolimie, kiedy na Apostołów, z pewnością  już odmienionych poprzez obcowanie ze zmartwychwstałym Panem ale i zasmuconych z powodu Jego odejścia do nieba, zstępuje niezwykła moc, łaska której nigdy wcześniej nie doświadczyli i nie poznali. Napełnieni mocą Ducha Świętego wychodzą z Wieczernika i z nieznaną im wcześniej odwagą ale i mądrością przemawiają do zgromadzonych na ulicy przy świątyni jerozolimskiej pielgrzymów, przybyłych  ze wszystkich stron ówczesnego świata. Przedstawicieli różnych narodów, ludów i języków. Ewangelista Łukasz,, autor Dziejów Apostolskich, podkreśla ten ważny fakt, wyliczając kogo reprezentowali słuchacze zgromadzeni wokół Apostołów i przemawiającego w ich imieniu Piotra.

Siostry i Bracia

Minęły dwa tysiąclecia w dziejach Kościoła. Kościół nadal istnieje i nadal rozwija się mimo wielu zgorszeń, mimo niezliczonych błędów ,  które na przestrzeni dziejów pojawiły się raniąc Mistyczne Ciało Chrystusa. To z woli  Chrystusa  Kościół został urządzony inaczej niż ludzkie systemy. Nie jest ani monarchią, ani demokracją  ani w niczym nie przypomina żadnego z systemów politycznych czy społecznych które istniały i istnieją w świecie.  Chrystus zbudował wspólnotę wielu wspólnot. Wspólnotę nad bezpieczeństwem której czuwają ustanowieni przez Niego pasterze Apostołowie i ich następcy biskupi.  Wspólnotę  w której w układzie hierarchicznym wszystkie członki tej Bożej wspólnoty są ważne na tyle, ze nakazuje by pasterz , jeżeli wymaga tego okoliczność, pozostawił dziewięćdziesiąt dziewięć bezpiecznych  a udał się w poszukiwaniu tej jednej, która poprzez  grzechy pychy, nieposłuszeństwa oddaliła się  od Kościoła.

Do tego odwołuje się dzisiaj święty Paweł ukazując , że Kościół podobnie jak ciało składa się z wielu członków. Ta ich wielość i różnorodność sprawia, że wszystkie one działając w pełnej harmonii stanowią jeden wspaniały mistyczny organizm jakim jest Mistyczne Ciało Chrystusa czyli Kościół. I nie ma to znaczenia z punktu widzenia wiary i przynależności czy jesteśmy Żydami, Polakami, czy jesteśmy rzymskim katolikami, czy katolikami narodowymi. Nie ma to znaczenia o tyle o ile nasze wspólne działania łączą nas w przepięknym mistycznym organizmie Jezusa Chrystusa w którym wzrastamy, przemieniamy się i zmierzamy do Królestwa Bożego. To jest jeden z  rodzajów  jedności w tej jakże bogatej różnorodności mistycznych członków Chrystusowego Kościoła .

Innym  rodzajem jest niezliczona ilość wspólnot podstawowych – pierwotnych , w których kiełkuje i wzrasta Kościół Chrystusowy. Taką podstawową  wspólnotą Kościoła Chrystusowego, którego powstanie dzisiaj uroczyście przeżywamy,  jest rodzina.  Kościół będzie w nieustannym kryzysie , będzie nieustannie uwikłany w grzechu o ile nasze rodziny nie będą prawdziwie i głęboko zakorzenione w Bogu, w Jezusie Chrystusie. Dlatego naszą najwyższą powinnością w codziennym świadczeniu o Bogu jest troska o właściwy rozwój rodziny. O to by u jej podstaw stanął święty związek sakramentalny a nie związek partnerski, tak bardzo modny w dzisiejszym świecie. Związek nie rodzący żadnych zobowiązań ale też i nie dający szansy na właściwy rozwój duchowy samych małżonków i zrodzonego w nim potomstwa.

Dlatego w dniu Zesłania Ducha Świętego, z tej ziemi szczecińskiej, apeluję i błagam byśmy,  w świętym roku miłosierdzia , w szczególnym i uroczystym roku 1050 lecia chrztu Polski, dokładali starań by nasze rodziny, które współtworzą Kościół, stały się prawdziwymi fundamentami wiary. Fundamentami wzmacnianymi łaską Pana, fundamentami oczyszczanymi z grzechów łaską i darami Ducha Świętego. Niechaj rodziny pokaleczone różnymi traumatycznymi przeżyciami i rozbiciami przyjdą do źródła zdrojów łask , do Chrystusa obecnego w Kościele. Starajmy się  poukładać swoje sprawy tak by moc z otwartą duszą gościć Chrystusa w swym sercu, w swoich rodzinach, by Kościół rodzinny stawał się czystym i świętym miejscem wzrostu naszej wiary.  Chrystus nigdy nie przestał  nas kochać , nawet wtedy kiedy jesteśmy zagubieni i czasami sprawiamy wrażenie ,ze Go odrzucamy.

Siostry i Bracia

Chrystus tworząc Kościół wsparł Go na fundamencie Apostołów, na fundamencie ich następców biskupów. Ale Kościół  to nie tylko papież,  biskupi , wspomagający go kapłani i diakoni ale Kościół to my wszyscy. Chrystus nie utworzył bractwa apostolskiego, kapłańskiego . Utworzył Kościół powierzając w Nim Apostołom misję budowania Jego Mistycznego Ciała , ustanawiając ich tymi, którzy w Jego imieniu aż do skończenia świata mają dzień po dniu budować  i dbać również o to co już zostało wcześniej  zbudowane przez Ducha Świętego. Kościół to również wspólnota ludzka, zmierzająca ku świętości ale również pełna grzechów i niedoskonałości.

Dlatego z wielkim niepokojem spoglądamy na przetaczające się przez świat różne kryzysy, które osłabiają Mistyczne Ciało Chrystusa. Od tego najważniejszego kryzysu, kryzysu rodziny pozbawionej w dzisiejszych czasach tak często potrzeby kontaktu z Bogiem  na modlitwie , spotkaniach eucharystycznych. Pozbawionej potrzeby wychowywania własnego potomstwa w duchu Bożym . Kościół przeżywa również kryzysy kapłaństwa poczynając od kryzysu powołań. do życia w kapłaństwie i stanie zakonnym. Jakże ma zrodzić się powołanie w duszy młodzieńca który nigdy nie miał szansy poznać Boga ? Cuda zdarzają się również w tej dziedzinie. Sam doświadczyłem kilku takich cudów w moim życiu,  kiedy byłem świadkiem powołania do kapłaństwa przez Pana młodych mężczyzn, z rodzin w których królował ateizm , z rodzin rozbitych, z rodzin w których rodzice nigdy nie postawili swej nogi na poświęconej ziemi. Obserwuję  od lat życie tych Kapłanów i wiem patrząc z perspektywy, że to oni stali się apostołami prawdy dla swoich rodzin. Ich kapłaństwo uświęciło na powrót te zagubione rodziny.

Siostry i Bracia

Z niepokojem przyglądamy się kryzysowi posłuszeństwa wśród duchowieństwa w Kościele, któremu nagle wydaje się ,że trzeba po dwudziestu jeden wiekach zmienić Chrystusową strukturę Kościoła. Odbierając papieżowi, biskupom – następcom Apostołów, apostolską władzę. Nie tędy droga, tego typu działania w Kościele przyczyniają się do głębszego ranienia Mistycznego Ciała Chrystusa i są wsparciem tego co teologia nazwie działaniem szatańskim , którego celem jest skłócenie i rozbicie Owczarni Chrystusowej . Są to wilki w owczych skórach i trzeba się ich strzec.

Nasz Pan Jezus Chrystus ciągle i niezmiennie każdego dnia ukazuje nam kierunek i drogę, którą musimy podążać jeżeli chcemy nazywać się dziećmi Bożymi i członkami Jego Mistycznego Ciała – Kościoła. Tą ścieżką jest droga prawości, szacunku, miłości , łagodności  poszanowania praw wypływających z Ewangelii i nauczania apostolskiego. Okazywanie należnego szacunku swoim przełożonym , w tym swoim biskupom , którzy w Kościele zastępują nam Chrystusa i ukazują prawdę o Nim , jest elementarną powinnością każdego Kapłana, każdego , kto czuje się związany z Owczarnią Jezusową. Nie ma innej drogi w Kościele, utworzonym w Dniu Pięćdziesiątnicy jak tylko droga posłusznego realizowania Bożego planu. Z jednoczesnym odrzuceniem swojego , ludzkiego planu, który tak często stawia na pierwszym miejscu  chorobliwe realizowanie własnych osobistych ambicji, które zamiast pomóc stają się powodem wielu grzechów i zgorszeń w Kościele Chrystusowym. Zawsze u genezy każdego pęknięcia w Kościele stała ludzka pycha i chorobliwe ludzkie ambicje, brak pokory i posłuszeństwa.

Dlatego również w naszych czasach na papieżu , na biskupach również na mnie jako Głowie naszego Kościoła pozostaje wielki obowiązek czuwania nad tym , by nikt nie zagrażał jedności tego Mistycznego Ciała w które zostaliśmy zanurzeni w wierze poprzez sakramenty święte. A gdyby dochodziło do takich aktów to na Pasterzu spoczywa obowiązek odcięcia chorego członka od całego organizmu by swoim jadem i zakażeniem nie zniszczył i zgorszył innych zdrowych członków Chrystusowego Kościoła,  w myśl słów naszego Pana który sam nakazuje tak czynić aby się uchronić przed atakami wilków w owczych skórach.

Siostry i Bracia

Dlatego codziennie,  ale w sposób szczególny dzisiaj w święto Kościoła, Wspólnoty Wspólnot Jezusa Chrystusa, błagajmy Ducha Świętego by ustrzegł nas od wszystkiego tego, co dzieląc będzie niszczyć, będzie burzyć ten Boży porządek który każdego dnia Chrystus od nowa układa w naszych sercach i w naszych wspólnotach rodzin, wspólnotach rodzin parafialnych i wspólnocie Kościoła jako całości . A jeżeli w sercu , jeżeli w duszy twojej drogi Bracie , Droga Siostro  pojawiła się pokusa dzielenia,  ukazywania swojej ważności , źle pojętych interesów,  to jest to najlepszy czas by upaść nie tylko przed Apostołem , przed biskupem, ale przede wszystkim przed Nim – Jezusem Chrystusem  i w pokorze serca przeprosić. Przyrzekając prawdziwą troskę o dobro Kościoła , przyrzekając troskę o rozwój swojej rodziny, o dobre wychowanie dzieci, o modlitwę w ich intencji wtedy kiedy wejdą w okres buntu i kryzysu. Przyrzekając  przed Bogiem również troskę o rozwój Wspólnoty Wspólnot , o rozwój Kościoła. Dotyczy to wszystkich i biskupów , kapłanów i nas wiernych.

W tym uroczystym dniu proszę Was, bądźmy wierni Bogu. Bądźmy pokorni. Odrzućmy wszelkie pokusy które oddalają nas od Boga, od Kościoła , od wspólnoty rodzinnej, od wspólnoty swego prezbiterium. Trwajmy w wierze i posłuszeństwie Bogu. Tylko tak zasłużymy na Boski wieniec chwały. Tylko w takim duchu zrealizujemy swoje życiowe powołanie.

Przybądź Duchu Święty, napełni serca swoich wiernych swoim pokojem miłością i światłem. Napełnij serca wszystkich  kapłanów radością i wdzięcznością za to ,że poprzez posługę ich biskupa pozwalasz im służyć, poprzez niesienie  ludziom radosnej nowiny Ewangelii. Przybądź Duchu Święty i oczyść serca nasze z oznak niechęci, wyższości, pychy. Oczyść je z każdego grzechu. Niech wychodząc z tej poświęconej ziemi, każdy z nas wyjdzie odmieniony tak jak odmieniłeś kiedyś Apostołów w Wieczerniku. Niech zajaśnieje nad nami blask Twej chwały a Chrystus Światłość ze Światłości niech umocni darem Ducha Świętego nasze serca odrodzone dzięki Twej łasce otrzymanej na chrzcie świętym.

W tej uroczystej chwili pragniemy wobec Ciebie Boże w Trójcy Jedyny odnowić nasze przyrzeczenia które w naszym imieniu złożyli przy chrzcie nasi rodzice.

Zatem pytam Was :

Czy wyrzekasz się grzechu, aby żyć w wolności dzieci Bożych?

Czy wyrzekasz się wszystkiego, co prowadzi do zła, aby cię grzech nie opanował?

Czy wyrzekasz się szatana, który jest głównym sprawcą grzechu?

Czy wierzysz w Boga Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi?

Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego, Pana naszego, narodzonego z Maryi Dziewicy, umęczonego i pogrzebanego, który powstał z martwych i zasiada po prawicy Ojca?

Czy wierzysz w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny, obcowanie Świętych, odpuszczenie grzechów, zmartwychwstanie ciała i życie wieczne?

Taka jest nasza wiara. Taka jest wiara  świętego Kościoła, której wyznawanie jest naszą chlubą w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. Amen

Niedziela Wniebowstąpienia Panskiego ks. Rafal Szwedowicz  Parafia Szczecin

Przeżywamy dzisiaj wydarzenie Wniebowstąpienia, które odsłania przed nami liturgia. Czas szybko biegnie, czterdzieści dni temu celebrowaliśmy Paschę. Ta liczba czterdzieści jest bardzo symboliczna, odzwierciedla tęsknotę, napięcie, oczekiwanie za czymś lub Kimś ważnym. Żydzi czterdzieści lat wędrowali przez pustynię, aby Bóg mógł ich skutecznie katechizować i przygotować do wejścia w krainę mlekiem i miodem płynącą. Jezus przygotowywał się do swojej misji czterdzieści dni na pustyni, odpierając ataki i pokusy demona. Również przez taki czas przebija się do serc i umysłów Apostołów prawda o prawdziwej obecności pośród nich Zmartwychwstałego Pana- Jezus żyje ! Dzisiaj pochylamy się nad odejściem Mistrza do Ojca, to nie jest rozstanie z umiłowanymi uczniami, ale obecność Jezusa w inny sposób niż dotychczas. Dobrze to wyraża homilia św. Leona Wielkiego: „Jak w czasie świąt wielkanocnych zmartwychwstanie Pańskie było dla nas powodem do radości, tak Jego wstąpienie do nieba jest dla nas nową przyczyną wesela. Bo przecież czcimy pamiątkę owego dnia, w którym Chrystus wyniósł naszą słabą naturę ludzką na tron Ojca, ponad wszystkie wojska niebieskie, ponad chóry anielskie i wszystkie moce niebios. Przez taki porządek dzieł Bożych zostaliśmy utwierdzeni i zbudowani, aby jeszcze cudowniej okazała się łaska Boża, która sprawiła, że nie osłabła nasza wiara, nie zachwiała się nadzieja i miłość nie ostygła, kiedy sprzed naszych oczu zabrano to, co słusznie budziło nasze uwielbienie. A więc to, co było widzialne w naszym Zbawicielu, zostało teraz zawarte w sakramentach. Nasza wiara ma być doskonałą i mocniejszą, dlatego pouczenie zajęło miejsce widzenia, a jego autorytet mają przyjąć odtąd serca wiernych oświecone światłem z niebios.” Od tego momentu uczniowie, każdy z nas ma stać się głosicielem Ewangelii nadziei, przesłania miłości, która będzie przemieniała świat i czyniła go takim jakim chce go mieć Chrystus. Doświadczyć na nowo Kościoła jako sakramentu miłości Boga, Jego subtelnej obecności.  Pan znika na horyzoncie- odchodzi, ale nie pozostawia Kościoła; posyła Obietnicę Ojca- Ducha Świętego, który będzie dalej prowadził Jego dzieło na świecie i dokonywał dalszego rozwoju. „Jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Duch Święty uobecnia wszystko to, co Jezus czynił- przez wspólnotę modlącego i posłanego do świata Kościoła. A wspólnota uczniów będzie każdego dnia zgromadzona na modlitwie oczekiwać ponownego przyjścia Pana i wołać w radosnym uniesieniu: Marana Tha !

03.05.2016 Ks. Dariusz Majewski Parafia Matki Bożej Królowej Polski w Gdansku 

Wierność w rozeznawaniu i postawa umysłu oddana i przekraczająca własne uczucia i emocje. Oddanie „drążka sterującego własnym życiem” w ręce syna. Niewyobrażalny stan w którym odpuszcza się własną chęć ratowania życia, które wyszło z matki. Powołanie do życia i oddanie życia dla sprawy, której się nie rozumie w pełni. Zaufanie, że to głos, dar, powołanie, plan, przekraczanie ludzkiego pojęcia nie może się dokonać bez rozeznania i oddzielenia swoich głosów we własnej głowie i sercu od subtelnego nienarzucającego się głosu Ducha. To nie w krzyku i hałasie ale w pokoju serca doznajemy przemiany i widzimy niezrozumianą przestrzeń.

Dzisiaj stajemy u stóp Jezusa, który umiera. Umiera na krzyżu i nie jesteśmy tutaj sami. Nie jesteśmy pozostawieni w samotności niezrozumienia tego wydarzenia. Stoimy i patrzymy jak w głębi serca wraz ze śmiercią Jezusa rodzi nowy początek, który odbija się w oczach Matki stojącej dzisiaj obok mnie.

Łzy, które płyną z jej oczy są pełne bólu, łzy, które płyną z jej oczy pozwalają mi obmyć moją wewnętrzną przestrzeń. Nawadniają i podlewają moją wiarę, że dzieje się coś, co za jakiś czas stanie się zrozumiane dla mnie w Duchu i za rękę z Matką doznaje pustki.

Królowa, która ma taką potrzebę, która dostosowuje się do stajenki do życia z ludźmi, których łączy chęć duchowego wzrostu, jest na tyle elastyczna, że mieści się w mojej duszy w jej pięknie i szpetocie. To nie Królowa na miarę dzisiejszych świątyń i władzy. Nie ma nic wspólnego z cegłą, kamieniem, drewnem z których powstają świątynie – jest cegłą, kamieniem, drewnem, który tworzy te świątynie.

Dzisiaj świętujemy DZIEŃ MISTRZYNI ROZEZNAWANIA i podejmowania decyzji głęboko WYWIERAJĄCYCH wpływ na nasze duchowe życie.

VI Niedziela Wielkanocna  ks. Artur Sitko – Misja Zagraniczna Berlin Niemcy  01 maja 2016 r. 

Obchodzimy dzisiaj Dzień Pracy, święto to zdewaluowane przez czasy soclalistyczna ma jednak w sobie głęboką wymowę. Praca jest narzędziem dla człowieka aby mógł zdobywać świat, aby mógł wypełniać nakaz z Raju by czynił sobie ziemię poddaną.

W dzisiejszym świecie obserwujemy jednak dwie skrajności wsród ludzi, pierwsi pracują dnie i noce, a drudzy wolą żyć na koszt państwa. Obserwujemy też rejony i to nie tylko w naszym kraju, gdzie ludzie chcieli by pracować, jednak tej pracy nie ma, co zmusza ich do emigracji za pracą, co więcej muszą opuszczać swój kraj, swoje rodziny, aby zapewnić odpowiedni byt.

Dzisiaj Jezus uczy nas otwartości na Ducha Świetego, który uczy nas jak postępować.

W czasach rodzenia się Koscioła, w czasach apostolskich, nawróceni Żydzi wymagali od nawróconych pogan wielu poświęceń związanych i ich wcześniejsza religią, jednak na spotkaniu apostolskim zwanym Soborem Jerlzolimskim, wyjaśniono na co potrzebne jest by byc dobrym naśladowcą Chrystusa: Powstrzymajcie się od ofiar składanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone, i od nierządu. Dobrze uczynicie, jeżeli powstrzymacie się od tego.

Często wydaje się nam że bycie dobrym chrześcijaninem wymaga od nas prowadzenia życia w nielada radykalny sposób. Nic bardziej mylnego!

Jeśli chcemy być dobrymi uczniami Chrystusa musimy byc w naszym życiu czytelnym znakiem dla świata, znakiem prawdziwym.

Zechciejmy więc w naszym życiu postępować drogą Jezusa, otwierając się na Ducha Świetego, który uzdalnia nas do dobrego wzrastania w wierze, do budowania swojej wiary na Jego przykazaniach.

Rozważając wiec dzisiaj dary jakie otrzymaliśmy od Pana, musimy podziękować Bogu rownież za dar pracy, którą posiadamy. Za to szczescie, iż możemy utrzymać swoją rodzinę budując soę wzajemnie miłością i pokojem.


V niedziela wielkanocna 24 kwietnia 2016 r. ks. Damian Grzyb

„Oto czynię wszystko nowe.”(Ap 21,5a)

Dzisiejsze słowo Boże, mocno zapada w pamięć. Wizja św. Jana, ukazuje nam niebo nowe i ziemie nową, ale stojąc mocno na ziemi, trudno dostrzec jakieś konkretne zmiany. Trzeba nam na nowo spojrzeć w swoje życie, by ukazały się w nim poczynione zmiany. Warto w tym miejscu przypomnieć, że zarówno Ewangelia jak i Apokalipsa, zostały spisane przez Apostoła Jana w końcowym etapie jego życia. Mimo tak wielu lat, jakie upłynęły od czasów, kiedy Jezus przebywał ze swoimi uczniami, Jan najobszerniej opisuje osobę Judasza. Święty Jan bardzo surowo ocenia Iskariotę i obnaża jego nieuczciwą postawę (por. J 12,6). Wyjściem Judasza z wieczernika, które jest opuszczeniem, zaczyna się Pasja. Nie jest przypadkiem, że właśnie teraz Kościół wraca swoimi myślami do tych wydarzeń. Słowa Jezusa: „Syn Człowieczy został teraz uwielbiony, a w Nim został Bóg uwielbiony.”, pokazują, że te wydarzenia mają ogromne znaczenie. Ten typowy sposób wyrażania się św. Jana, ukazuje nam, że krzyż jest jedynie zewnętrznym poniżeniem, w rzeczywistości jednak wywyższeniem Jezusa. Ostatnia konsekwencja ofiary Syna Bożego dla człowieka, wypełnieniem posłannictwa i oddanie ofiary Bogu. Ofiara Jezusa jest uwielbieniem dla Ojca, a zarazem Bóg uwielbi Go także w sobie samym, i zaraz Go uwielbi.

„Oto czynię wszystko nowe.” Tak, Jezus daje początek nowemu niebu i ziemi nowej. Zmiany, jakie zapoczątkował mają swoje konsekwencje w świecie. Nauka płynąca z krzyża jest jasna i pokazuje, jaką miłością obdarzył nas Ojciec. W przykazaniu Jezusa, zawiera się cała istota Boga. Miłość Chrystusa przynagla nas, tylko czy my we właściwy sposób odpowiadamy na tą miłość? Lubimy doznawać oznak dobroci od ludzi, ale czy sami czynimy podobnie – emanujemy dobrocią, zrozumieniem, miłujemy bliźnich. Jeżeli będziemy tak czynili, to miłość Chrystusa, będzie w nas doskonała. Wszyscy poznają, że jesteśmy uczniami Jezusa. Być uczniem nauczyciela z Nazaretu, to widzieć w drugim człowieku dziecko Boże.

Całkiem niedawno pewien nastolatek opowiadał mi, że kiedy spacerując w mieście spotyka na swojej drodze grupkę młodzieży, która nie zawsze ma dobre zamiary, to w duchu modli się właśnie tak: „Jestem dziecko Boże, nic złego stać mi się nie może”. Piękny obraz zawierzenia Bogu i bardzo skuteczny. Często jednak bardziej człowiek jest człowiekowi wilkiem, niż bratem. Przysłowie mówi: „Nie ciesz się bratku z cudzego wypadku”. Jak jest w rzeczywistości, czy nie cieszy nas czasem cudze nieszczęście? Przechodząc ulicą mijamy bezdomnego i mimo, że nie żebra o pieniądze, nie zaczepia nas, patrzymy na niego z pogardą. Może warto na chwilę się zatrzymać i porozmawiać z tym człowiekiem, zobaczyć w nim brata. Kilka wymienionych zdań, nasze zainteresowanie może znaczyć wiele więcej niż pomoc finansowa. Jakże w dzisiejszym świecie ludzie oddalają się od siebie. Rodziny rozpadają się, bo małżonkowie nie potrafią po latach wspólnego życia już ze sobą rozmawiać. Z kolegami czy przyjaciółmi musimy się specjalnie umawiać na spotkanie, miast po prostu się odwiedzać. Czy potrafimy, jako Chrześcijanie wypełnić to najważniejsze przykazanie, jakie zostawił nam Jezus Chrystus. Przykazanie miłości bliźniego, bo w nim właśnie zawiera się cała istota Ewangelii. Świat się zmienia, Kościół się zmienia Polska się zmienia, w końcu i my sami się zmieniamy. Niech dzisiejsza refleksja nad usłyszanym słowem Bożym, pozwoli nam odnaleźć w sobie siłę do dawania takiego świadectwa chrześcijańskiego życia, by wszyscy poznali żeśmy uczniami Jezusa.

III Niedziela Wielkanocna  10 kwietnia 2016 r. ks. Pawel Rataj 

Tak to już w naszym życiu jest, że często poruszamy się w świecie utartych schematów i przyzwyczajeń. Cyklicznie powtarzające się obowiązki, porządki domowe, rodzinne spotkania… Tak przechodzi dzień za dniem, odbarwiając naszą rzeczywistość, która zdaje się być coraz bardziej szara. Zwyczajne nasze życie powoduje, że i nasza modlitwa staje się schematyczna. Czasami nawet można odnieść wrażenie, że zgubiliśmy w niej samego Jezusa. Zastanówmy się więc nad tym, co możemy zrobić, by spotkać Go na nowo?

Przyjrzyjmy się dzisiaj Apostołom przebywającym nad Morzem Tyberiadzkim. Umarł ich Mistrz. Trzy lata spędzone wspólnie były dla nich świadectwem obecności Boga. Teraz przyszedł czas na ich wiarę. Wiarę trudną, bo pozbawioną fizycznej bliskości Jezusa. Uczniowie, mimo iż wiedzą o zmartwychwstaniu, mimo że już dwukrotnie On im się ukazał, wciąż nie są gotowi, by głosić prawdę o Nim wobec tych, do których ich posłał. Czego im brakowało?

Piotrowe: „Idę łowić ryby” to nie tylko wcześniejsza codzienność, ale również powrót do momentu pierwszego spotkania z Jezusem. Tak, On mnie tutaj spotkał, gdy zarzucałem sieci…

By na nowo odkryć barwy codzienności, warto wracać do naszych „miejsc” spotkania się z Jezusem. Może pamiętasz moment pierwszej Komunii świętej, może bierzmowanie, a może jakąś szczególną chwilę szczerej rozmowy z Nim, w której byłeś gotów wszystko Mu poświęcić? Być może wówczas bardzo emocjonalnie przeżyłeś to wydarzenie i miało ono dla ciebie ogromne znaczenie, ale wraz z upływem czasu zatarło się gdzieś w twojej pamięci…

To prawda, wrócić do niego myślą, to za mało, choć stanowi pierwszy krok na drodze odnowy modlitwy. Trzeba przyznać, że także Piotrowe: „Idę łowić ryby” w pewnym sensie zawiodło i nie przyniosło spodziewanego efektu. Piotrowi nie wystarczył świat wspomnień. Znalazł się on w sytuacji, w której nie sprawdziły się żadne utarte schematy. Nawet te związane z jego kunsztem starego rybaka. Po co więc tyle trudu, jak i tak nie przyniósł on żadnego rezultatu?

A jednak – było warto podjąć ten trud! Sytuacja ta prowadzi Apostołów do spotkania Jezusa na nowo. Mój wysiłek, który wkładam w wierność codziennej modlitwie ma sens. Mam zadbać o codzienną modlitwę, o postawę mego ciała, o skupienie, by świadomie spotykać się z Bogiem.

Wróćmy do Apostołów. Jakiś człowiek z samego rana nad brzegiem jeziora pyta o efekty ich dotychczasowych działań. Uświadamia w ten sposób, czego im brakuje i daje proste rozwiązanie: Zarzućcie sieć po prawej stronie… Dlaczego Mu zaufali? Dlaczego starzy wytrawni rybacy pozwolili się pouczać? Kto by się zajmował takimi błahostkami, gdy doświadczenie wielu lat zdało się na nic?! A jednak poszli za radą. I oto niespodziewany rezultat! Ogromna ilość ryb złowionych w sieć i ta świadomość: To jest Pan!

Zarzućcie sieć po prawej stronie… Oto trzeci krok. Jezus zaprasza Cię dziś do innego spojrzenia na twoją modlitwę. Prosi o prostą rzecz: Proszę, wyjdź poza utarty schemat swojej modlitwy. Proszę, rozmawiaj ze Mną o tym, co dzieje się dzisiaj w twoim życiu. Nie oczekuję tego, że będziesz mówił piękne słowa. Mów także o tym, co przeszkadza ci w spotykaniu się ze mną. Mów i zaufaj mi! Nie bój się przedstawiać Mi swoich wątpliwości i lęków.

Zarzućcie sieć po prawej stronie… Dla uczniów wykonanie tego prostego polecenia stało się znakiem, po którym mogli rozpoznać Jezusa obecnego pośród nich. On dał im doświadczyć tej obecności przy porannym śniadaniu.

By móc doświadczyć spotkania się z Mistrzem, trzeba uwrażliwić się na codzienne spotkania i wartość wspólnego przebywania ludzi ze sobą. Radość spotkania przy stole w naszych domach nie bierze się przecież z ilości umieszczonych na nim potraw, lecz ze wzajemnego otwarcia się tych, którzy przy nim zasiadają. Dostrzec człowieka, który jest obok mnie. Uwrażliwić się na to, co przeżywa. Wysłuchać go i starać się zrozumieć, mając równocześnie świadomość, że jest nie dającą się w pełni wysłowić tajemnicą. Oto droga, która stanowi przedpole do spotkania się z Bogiem na modlitwie.

Dziś Jezus wzywa nas do innego spojrzenia na modlitwę. Zarzućcie sieć po prawej stronie…

II Niedziela Wielkanocna – niedziela Milosierdzia  03 kwietnia 2016 r.  ks. Kazimierz Ryszkiewicz

„Chrystus prawdziwie zmartwychwstał. Alleluja ! Jemu chwała moc i panowanie przez wieki. Alleluja !” [ Łk 24,34 ; Ap 1,6]

Siostry i Bracia Katolickiego Kościoła Narodowego

Przepełniony głębią wiary i wiekową tradycją Kościoła Świętego, w ten wielkanocny poranek, pukam do Waszych serc by obwieścić Wam radość wielką. Chrystus zmartwychwstał – prawdziwie zmartwychwstał  – Alleluja. Cieszmy się i radujmy .

Zmartwychwstanie Pana jest cudem nad cudy, przed którym drży cała ziemia i wszechświat. Dzisiejsza uroczystość to nie tylko święto przepełnione nadzieją rodzącego się wiosennie życia, jak widzi je coraz bardziej zsekularyzowany świat, ale nade wszystko  wspomnienie  cudu,  w którym Bóg przepełnia nas nadzieją , że nie umrzemy na wieki ale powstaniemy z martwych kiedy On, pierwszy pośród ludzi, przyjdzie u kresów czasu by wybawić nas z węzłów śmierci. Wierzymy w to mocno. To święta wiara, wiara przepełniona nadzieją życia wiecznego u boku zmartwychwstałego Chrystusa.

Święty Apostoł Paweł, na wierze w zmartwychwstanie  naszego Pana Jezusa Chrystusa, budował całe przepowiadanie Dobrej Nowiny. Przypominam Wam dzisiaj, Siostry i Bracia, te święte słowa: „jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara”. Słowa świętego Apostoła pozostają niezmiennie aktualne  również w dzisiejszym świecie. Gdyby nie wiara poparta głębokim, wiekowym doświadczeniem Kościoła w zmartwychwstanie naszego Pana, nasze działania, modlitwy i ofiary niczym nie różniłyby się od tego wszystkiego, co czynili ludzie w religiach pozbawionych prawdziwego , osobowego Boga.

Człowiek zawsze tęsknił do Boga. Tę tęsknotę dziedziczymy wraz ze swoim religijnym genem z pokolenia na pokolenie. Jesteśmy dziećmi Bożymi i już  w chwili stworzenia otrzymujemy od Stwórcy dar duchowej nieśmiertelności. Dusza raz stworzona przez Boga nigdy już nie przestaje istnieć. To jest pierwsza zapowiedź naszego osobistego zmartwychwstania w Chrystusie.  Śmierć przyniesiona przez nieprawość grzechu pierworodnego na każdego z nas, stała się jednak  nierozłącznym  elementem naszego pielgrzymowania do domu naszego Ojca.  Wiele pokoleń , ludów i narodów przez  tysiące lat z tęsknotą wyczekiwało chwili, a nade wszystko sposobu  powrotu do utraconego raju. Bóg wypełnia to w tajemnicy odkupienia dokonanego przez Jednorodzonego Syna Bożego. Oczekiwanie na wypełnienie się proroctw o nadejściu Mesjasza, który odkupi lud zatracony, obmywając go swoją krwią z pierworodnego  grzechu Adama, stało się wielką nadzieją dla rodzaju ludzkiego a znalazło swe wypełnienie w poranek wielkanocny  w tajemnicy pustego grobu i cudzie zmartwychwstania Pańskiego.

W ten sposób Ojciec Niebieski, w swoim nieskończonym miłosierdziu, postanawia poprzez święty akt zbawczy przekazać nam najcenniejszy dar – możliwość powrotu do Królestwa Bożego. W ten święty poranek wielkanocny Bóg oczekuje byśmy, idąc w ślady Świętych Niewiast i Apostołów, znaleźli w sobie tyle sił by skorzystać z nieskończonych zdrojów Bożej miłości.

Siostry i Bracia.

Dzisiejszy poranek wielkanocny, wspomnienie i przeżywanie tego jedynego w dziejach świata cudu, w sposób szczególny powinien pobudzać naszą duchową wrażliwość. Bóg poprzez Kościół, poprzez posłanych do nas Pasterzy – następców Apostołów, darowuje nam swe miłosierdzie. Czyni to szczególnie w tym świętym roku –  Roku Bożego Miłosierdzia. Pyta nas dzisiaj , tu i teraz, czy znaleźliśmy w sobie wystarczającą silę i motywacje, by odpowiedzieć Mu na Jego miłość i przyjąć niezwykły dar odpuszczenia grzechów. Czy znaleźliśmy siłę by pojednać się z Nim w sakramencie pokuty? Czy zasiadając do dzisiejszego tradycyjnego śniadania wielkanocnego nie pozostaniemy, nie daj Boże, w duchowej samotności z różnych powodów. Radość  i  światłość  poranka wielkanocnego zostanie przyćmiona, jeżeli pozostaliśmy nieugięci w swej życiowej zapalczywości.  Nigdy nie jest zbyt późno, dopóki żyjemy , by powiedzieć przepraszam, by wyznać miłość  i zawrócić z niewłaściwej drogi. Nie traćmy szansy, którą Bóg daje każdemu z nas w tym świętym roku łaski miłosierdzia Bożego. Poranek wielkanocny jest najwłaściwszym momentem na zakończenie rodzinnych i wspólnotowych waśni. Niech ta Wielkanoc stanie się czasem świętej odmiany, zaś zawołanie : Chrystus zmartwychwstał, niech nie pozostanie tylko mottem do życzeń świątecznych ale prawdziwie przepełni nas nadzieją na lepsze i święte życie.

Siostry i Bracia.

W tym świętym czasie zmartwychwstania Pańskiego apeluję do Was, a zarazem również Wam życzę, aby radość i nadzieja wypływające z tej niezwykłej tajemnicy cudu pustego grobu Chrystusa, przepełniały Wasze serca spokojem i wzajemną miłością . Niech te święta staną się czasem odwrotu od narodowych, coraz bardziej niebezpiecznych sporów i kłótni. Pozostawmy to co dzieli a szukajmy, idąc za Panem, tego co nas łączy. Łączy nas  miłość do Boga i do naszej  Matki  Ojczyzny – Polski  , łączy nas dobro wspólne rodzinnego Domu któremu na imię Polska.

Każdy z nas może inaczej postrzega to dobro. Nikomu jednak nie wolno odmawiać prawa do tego, by czuł się w Ojczyźnie jak w domu rodzinnym. Nikomu nie wolno odmawiać prawa do tego, by stawał pod świętymi symbolami i sztandarem narodowym,  budując Jej byt i bezpieczeństwo.

W tym świętym dniu proszę Was, nie dajmy się prowokować złu . Niech w święto radosne, paschalnej ofiary, składają jej  wierni uwielbień swych dary. Niech darem uwielbienia dla zmartwychwstałego Pana  będzie prawdziwie rodzinna harmonia i spokój. Niech nie braknie wzajemnej życzliwości, która niech się staje fundamentem pod budowanie tak bardzo wyczekiwanego ładu rodzinnego i społecznego zakłóconego wydarzeniami ostatnich miesięcy.

Siostry i Bracia.

Chrystus zmartwychwstał, wierzymy w tę świętą prawdę. Ona przez tysiąclecia prawdziwie odmieniła życie niezliczonych rzeszy ludzi. Niech odmienia również nasze życie . Niech sprawia, by nigdy nie brakowało nam miłości, odwagi i siły do przeżywania swojej codzienności. Tylko Chrystus może odmienić nasze życie i czyni to każdego dnia . Wystarczy tylko w to uwierzyć , tak jak uczynili to Apostołowie, oszołomieni łaską cudu który ich dotknął.

Życzę Wam radości i szczęścia w te piękne chwile przeżywane  w gronie Waszych najbliższych. Panie zostań z nami na zawsze, dobrze nam być z Tobą.  Wyjaśniaj nam prawdy,  prostuj ścieżki naszej zawiłej egzystencji i doprowadź nas do chwały Twojego zmartwychwstania w Twoim Królestwie .

Na wielkanocny czas radości niech nam błogosławi:

                                         Bóg + Ojciec i + Syn i + Duch Święty

Biskup Adam Rosiek

    Senior Kościoła

20 marca 2016 r. Niedziela Palmowa ks. Artur Sitko

Każdego roku po czterdziestodniowym poście w Kościele rozpoczyna się Wielki Tydzień, przeżywanie Tajemnicy Zbawienia, w ten tydzień wprowadza nas Niedziela Palmowa.

Przed chwilą celebrans zachęcił nas do  przeżywania tego szczególnego czasu:

Drodzy bracia i siostry, przez czterdzieści dni przygotowaliśmy nasze serca przez modlitwę, pokutę i uczynki chrześcijańskiej miłości. W dniu dzisiejszym gromadzimy się, aby z całym Kościołem rozpocząć obchód misterium paschalnego. Dzisiaj Chrystus wjechał do Jerozolimy, aby tam umrzeć i zmartwychwstać. Wspominając to zbawcze wydarzenie, z głęboką wiarą i pobożnością pójdźmy za Panem, abyśmy uczestnicząc w tajemnicy Jego krzyża, dostąpili udziału w zmartwychwstaniu i życiu.

Czas Wielkiego Tygodnia przenosi nas do Jerozolimy, do której przbył Jezus ze swoimi uczniami, aby wypełnić to, co o Nim zostało napisane, aby spełnić Dzieło polecone przez Ojca. Jest to misja, która stała się podstawą naszej wiary. Bo gdyby Jezus nie umarł i nie zmartwychwstał w co mielibyśmy wierzyć?

Sam wjazd Jezusa do Jerozolimy ukazuje nam Go jako królewskiego potomka – pochodził według ciała z rodu Dawida. Wszyscy, którzy słali płaszcze przed wjeżdżającym na ośle Jezusem widzieli w Nim cudotwórcę, przywódce, który nauczał w niezwykły sposób. Mało kto jednak wsłuchiwał się w to co On mówił, nawet Jego uczniowie myśleli, że dokona On w Jerozolimie przewrotu, stanie na czele buntu przeciw rzymskiemu okupantowi. Tymczasem Jezus przyszedł do Jerozolimy aby dokonać rewolucji w sercach i sumieniach.

Ewangelia, którą dzisiaj słyszymy pozwala nam przeżyć całość Misterium Jezusa. On przyjął na siebie nasze słabości i stał się jednym z nas, aby naszą ludzką naturę ubóstwić. Wchodzimy więc w ten Święty Tydzień śpiewając Hosanna.

Czy jednak widzę we wjeżdżającym triumfalnie do Jerozolimy Jezusie mojego Mistrza i Zbawiciela?

On chce nas prowadzić, ale jego droga nie jest prosta ani łatwa i chociaż rozpoczyna sie triumfalnym wjazdem do miasta, to prowadzi przez Wieczernik, opuszczenie w Getsemani, pojmanie i sąd, Krzyżową Drogę aż do śmierci na Krzyżu skąd rozciąga sie widok na całe nasze życie – na Zmartwychwstanie.

Droga Jezusa nie jest łatwa. On nas zaprasza byśmy za Nim szli. Od nas jednak zależy czy będziemy kolejnymi pomagającymi postaciami z Drogi Krzyżowej: Szymonem z Cyreny, Weroniką, niewiastami, dobrym Łotrem, czy tez staniemy na dziedzińcu Piłata razem z tłumem krzyczącym Ukrzyżuj Go!

Wchodząc w Wielki Tydzień zróbmy plan tego co najważniejsze w te dni. Czy zechce towarzyszyć Jezusowi podczas Wieczerzy w Wieczeniku i opuszczenia w Getsemani, czy chce pójść za Nim na Krzyżową Drogę, i jak Maryja i Jan stać  pod Krzyżem. A moze pod tym Krzyżem dokona się moje nawrócenie jak sernika, który tam uwierzył, wreszcie czy chcę być świadkiem zmartwychwstania.

Ode mnie zależy jak przeżyje ten tydzień, Wielki Tydzien obfitujący w tajemnice wiary. Czy bedzie to czas mojego zbliżenia do Boga, czy tylko pustego włóczenia sie po sklepach, przygotowań posiłków świątecznych, bez żadnego zrewidowania moich relacji z Bogiem i ludźmi.

8

13 marca 2016 r.
Piąta Niedziela Wielkiego Postu  ks. Dariusz Majewski

Moc Bożego Słowa wprowadza nas w tajemnicę naszego życia. Troski, ból, zmartwienia towarzyszą nam nieustannie i ogarniają wiele aspektów naszego istnienia od tych w wymiarze psychicznym po te fizyczne. Całe nasze życie dotknięte jest cierpieniem od momentu naszych narodzin po chwilę śmierci. Dowodem na to są różnego rodzaju „ulepszacze życia” typu alkohol, narkotyki, leki itd.

Z tym całym bagażem naszego życia i historią, która często nam ciąży stajemy dzisiaj wobec kolejnego wyzwania. Tym wyzwaniem jest poszukiwanie ulgi w Bożym Słowie, które jak mówi apostoł nie ja mogę coś z tym zrobić ale On – Chrystus może mnie pochwycić. Mogę pozostawić za sobą to co było i patrzeć na to co przede mną. A jak mówi dzisiejsze słowo przede mną nagroda, którą jest sam Jezus Chrystus.

Stając wobec Chrystusa czujemy jakby nasz sposób bycia przed Nim był wstydliwy. Z jednej strony pragniemy być jak najbliżej a z drugiej mamy poczucie bycia nie do końca godnymi. Stając przez Jezusem czujemy jak wewnętrzny głos podpowiada nam o naszej niegodności o naszej słabości, która wzbudza w nas poczucie zawstydzenia. Taka jest nasza ludzka kondycja i stan naszego umysłu. Taki jest Jezus, który jest często obrazem naszego myślenia o nim a nie Jezusem ze Słowa Bożego. Jezus Słowa to ten, który mówi do Ciebie:Nie potępiam Cię.

Mamy jeszcze trochę naszego ludzkiego czasu do świętowania uwolnienia człowieka od konieczności zasługiwania na zbawienie do czasu obchodów pamiątki zmartwychwstania. Pamiątki, która zmienia całkowity tok chrześcijańskiego życia. Otrzymujemy to czego nikt nie jest w stanie nikomu podarować. Dar życia w nowej odsłonie, dar pod przemożną siłą ułaskawienia i słów: I Ja ciebie nie potępiam.

 IV Niedziela Wielkiego Postu  ks. Rafał Szwedowicz Proboszcz Parafii w Szczecinie

„A gdy jeszcze był daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko, wybiegł naprzeciw niego, rzucił się mu na szyję i ucałował go”. Jest to jeden z najpiękniejszych, a jednocześnie z najbardziej poruszających wewnętrznie fragmentów Ewangelii. Zobaczyć gest Ojca który rozpościera w akcie miłości swoje ramiona, wychodzi na drogę z tęsknotą wyczekując swojego marnotrawnego dziecka. Pocałunek, przytulenie, wzruszenie i eksplozja miłości, która czyni chrześcijaństwo wrażliwym na przebaczenie, to wielkość, która wypływa z pełnego miłosierdzia serca Boga. Chrześcijaństwo mierzy się otwartymi ramionami, głębią serca, potokiem łez które przynoszą oczyszczenie i wskrzeszają na nowo do życia. Ile to razy w naszym życiu zranieni jesteśmy grzechem, zagubieni…pełni buntu i wewnętrznej pychy. Przechodząc przez dramat upadku, potykając się o swoje iluzje szczęścia, w pewnym momencie przypominamy sobie, że ktoś nas autentycznie i prawdziwie kocha, dla Niego jesteśmy ważni. Bóg się nami nie brzydzi, ciągle wychodzi cierpliwie na drogę i wygląda naszego powrotu, bo wie że słabi jesteśmy i pełni lęku. Kiedy duma, pycha i egoizm się wyczerpią pozostanie tylko tęsknota za Miłością. św. Ambroży wypowiedział taki zdumiewający pogląd: „Bóg stworzył człowieka i wówczas odpoczął mając wreszcie kogoś, komu może przebaczyć grzechy”. Te słowa stanowią całą wielką wyobraźnię miłości jako daru. Jest taki obraz Rembrandta, który głęboko wnika ducha tej przypowieści. Ojciec czcigodny starzec, w płaszczu szeroko rozpostartym, o obliczu promieniującym radością, mimo że jego oczy są wyblakłe od wielkiego płaczu. Ręce silnie opierają się na ramionach syna, by uniemożliwić mu powtórne odejście. Młodszy syn jest w cieniu, klęczy, widzimy jego plecy. Głowę kryje na piersi ojca. Tu się wszystko zawiera, położenie głowy blisko serca ojca, wyraża przywróconą miłość. Serce ojca nigdy nie przestało bić dla swojego dziecka, to centrum uczuć, to przestrzeń w której zostaje przywrócony do życia ten który był umarłym a ożył, zaginał a odnalazł się. W głębi widzimy starszego syna, tego „sprawiedliwego wyrobnika”, gdybyśmy mieli opisać jego portret psychologiczny to zobaczymy: wściekłość, irytację, pogardę, ręce zaciśnięte w porywie gniewu, cała postawa wyraża naganę i zgorszenie słabością ojca. Jak ten obraz ma się do mnie ? Kiedy odnajdę w sobie marnotrawnego syna, stanę w prawdzie, dokonam autorefleksji nad swoim postępowaniem, wejdę na drogę, jest szansa że spotkam na niej Ojca, który przyjmie mnie z rozpostartymi ramionami…, to już jest uzdrowienie, odnaleziona darmowa miłość. „Teraz wreszcie czuję, jak ogarnia mnie tęsknota za tym uściskiem. Biegnę do Ojca, zarzucam Mu ręce na szyję. Przebacz mi, że byłem Ci wierny bez miłości”.

TRZECIA NIEDZIELA ZWYKŁA – 24.01.2016 r.
Ks. Prob. Parafii Trójcy Świętej w WarszawieZ pewnością każdy z nas to wie, że różnymi drogami człowiek zdobywa swoją wiedzę i swoje wykształcenie. Otrzymuje wiele od swoich nauczycieli, wiele czerpie z przykładu rodziców, bardzo wiele daje każdemu z nas dobra szkoła. Ale chyba najwięcej uczymy się poprze lekturę dobrych książek. Człowiekowi wierzącemu najwięcej daje lektura Pisma świętego.
Nikogo nie trzeba także przekonywać do tego, jak bardzo ważne w życiu jest słowo, jak wielką ono moc posiada. I wiemy, że nie tylko służy zwykłemu porozumiewaniu się, ale jest także w stanie wpłynąć na nasze myślenie, na nasze postawy życiowe. Dlatego nie jest rzeczą obojętną, jakie słowa do naszych uszu docierają, w jakie słowa się wsłuchujemy, jakich słów najbardziej byśmy słuchali. Czy to są słowa mądre, czy są to słowa budujące, krzepiące, a może słowa piękne, lecz, niestety, ale puste, słowa mierne w swej treści, a może – jak to się coraz częściej zdarza – słowa wulgarne, wręcz gorszące.
Dziś w pierwszym czytaniu słyszymy z jakim wielkim przejęciem, jak uroczyście pisarz Ezdrasz odczytał księgę Bożego prawa. Cały lud majestatycznie podniósł się, a po jej wysłuchaniu, pokłonił się i upadł na kolana przed Panem twarzą dotykając ziemi.
Także Pan Jezus w dzisiejszej perykopie Ewangelicznej – jak słyszymy – udaje się do synagogi w dzień szabatu na celebrację Bożego słowa. Podano Mu księgę proroka Izajasza, aby czytał. Ewangelista Łukasz umieszczając na początku swojej Ewangelii tę scenę z Jezusem obecnym w synagodze w Nazarecie, chce przekonać swoich czytelników, że Jezus jest naprawdę obiecanym Mesjaszem. Po jego odczytaniu „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli”, , jakby chciał powiedzieć – to ja jestem obiecanym Mesjaszem, o którym mówi prorok Izajasz. To ja niosę wam wolność, ja przywracam wzrok niewidomym, ja jestem tym, na którym spoczął i którego namaścił Duch Święty. Ten komentarz zszokował w synagodze rodaków. Znali Go przecież od dziecka. Znali jego rodziców i krewnych. Był dla nich przeciętnym mieszkańcem Nazaretu. A tu, nagle czyni siebie obiecanym Mesjaszem. Było to dla nich blużnierstwo i dlatego „wyprowadzili Go na stok góry, aby Go strącić” . Jezus jednak udowodnił im, że był prawdziwym Mesjaszem. Ukazał siebie w samym centrum zbawienia. Wyrwał się z ich rąk i odszedł od nich wolny. Odszedł dlatego, bo „jeszcze nie nadeszła Jego godzina”.
Jezus jest naprawdę Bożym Synem i obiecanym Mesjaszem. Prawdziwość tej tezy Chrystus Pan potwierdził słowami i czynami. Jego głos w synagodze można nazwać Jego życiowym programem. Jego działalność będzie polegała na realizowaniu tego programu. Program ten zawiera się w słyszanym dziś proroctwie Izajasza. Głównie ten program będzie polegał na współpracy Jezusa z Duchem Świętym. Jezus od Ducha Świętego otrzymał namaszczenie i potwierdzenie swej mesjańskiej godności. Duch Święty, który już objawił się podczas Chrztu Pana Jezusa w Jordanie działa od tego momentu nieprzerwanie w życiu i działalności Jezusa Chrystusa. I będzie to działanie skierowane na drugiego człowieka.
Podobnie jak nasz Mistrz z Nazaretu, także i my, powinniśmy w swoim życiu i w swojej codzienności, być apostołami Jego prawdy i Jego miłości. On umarł i wstąpił do nieba, ale Jego misja się nie zakończyła. Mamy niejako obowiązek ja podjąć i głosić ja dalej w Jego imieniu. On pragnie od nas żywej i gorącej wiary w Jego bóstwo. On pragnie czynów, a nie słów. Podobnie jak Chrystus mamy obowiązek przyczyniać się do tego, aby ślepi otwierali się na Bożą prawdę, aby ludzie żyjący w grzechach dostrzegali piękno cnoty, aby w sercach uwięzionych budzić nadzieję lepszego jutra, słowem być dla bliźniego, drugim Chrystusem.
Pan Jezus w usłyszanej dziś Ewangelii, we fragmencie z księgi proroka Izajasza dał krótki komentarz: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli”. Jezus jest więc wypełnieniem Bożych słów. Stąd, uczestnicząc w Eucharystii za św. Piotrem wołajmy: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego”.
W czasach, w których żyjemy, gdy wielu ludzi zamyka się jak ślimak we własnej skorupie, powinniśmy dostrzegać drugiego człowieka, zwłaszcza, człowieka potrzebującego. Nieraz wymaga to ofiary z własnego czasu, życzliwego słowa, zachęty lub dobrej rady; kiedy indziej nawet większego poświęcenia. Z pewnością, nie wszystkie ludzkie braki potrafimy zaspokoić, nie wszystkim tragediom zapobiec, nie każdemu potrzebującemu pomóc w rozwiązaniu jego problemów. Pewnie, że ograniczone są nasze możliwości działania. Istnieją przeciwności, wobec których stajemy bezsilni. Ale nie wolno nam się załamywać; Bóg bowiem wspomaga nasze wysiłki, których skutków może nigdy w pełni nie będziemy świadomi. Bóg wspomaga nasze wysiłki. Powierzmy Mu z ufnością to, czego sami nie potrafimy dokonać. On jest z nami. I jak sam powiedział: „Gdzie dwaj albo trzej są zgromadzeni w imię moje, tam Ja jestem wśród nich” (Mt 18, 19). Jezus Chrystus – obecny, działający, współpracujący z nami. Wszak tworzymy Jego Mistyczne Ciało, którego On jest Głową.

List Biskupa na Wielki Post 2016 – I Niedziela Wielkiego Postu 14 lutego 2016

„Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.” Mt 9,13 Siostry i Bracia Katolickiego Kościoła Narodowego, Drodzy Chrześcijanie W pokutnej szacie ducha, w imię Boże rozpoczynamy okres czterdziestodniowego przygotowania na spotkanie z największą z tajemnic świata – tajemnicą zmartwychwstania Boga – Człowieka. Jak każdego roku, tak i teraz Kapłan w środę Popielcową lub pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, w imię naszego Pana Jezusa Chrystusa przypomni nam o naszym ziemskim przemijaniu. Posypując głowy popiołem wypowie : „z prochu powstałeś i w proch się obrócisz…”. W naszej codzienności boimy się prawdy o przemijaniu, nie chcemy nawet o tym myśleć , mówić czy słuchać . Tymczasem zegar naszego ziemskiego pielgrzymowania nieuchronnie i bezpowrotnie odmierza naszą ziemską wędrówkę , z każdą sekundą , z każdym oddechem naszego jestestwa. Dlatego tak często w naszym życiu, bojąc się tego spotkania u bram życia i śmierci, staramy się omijać te trudne tematy dotykające naszej duchowości, zagłuszając je fałszywymi tezami o konieczności korzystania pełnią życia z uciech niesionych przez współczesny świat. Siostry i Bracia Ziemia przeminie, człowiek przemija ale słowo Pana pozostanie wieczne na wsze czasy. Pamiętajmy o tym bowiem tylko duchowy ignorant może pozwolić sobie na odrzucanie nieustannie wyciąganej ręki przez przebaczającego Boga. Będąc w stanie takiej duchowej ciemności i nie chcemy słyszeć , nie chcemy mówić o Bogu , unikamy spotkań z Nim na Eucharystii. Boimy się że w tych chwilach obecności przy Bogu usłyszymy krzyk napomnienia dobywający się z naszego sumienia. Boimy się by Bóg przemawiający w naszym sumieniu nie uświadamiał nam naszej kruchości i chwilowości w świecie. Nie chcemy takiej refleksji, wolimy hałas zabawy, radości i tego wszystkiego co daje nam w swej utopii współczesny świat. Pan jednak każdego dnia nie zważając na zatrzaśnięte przed Nim drzwi naszej duszy puka, pragnąc nam przypominać ,że prochem jesteśmy i do postaci prochu w wymiarze materii powrócimy. To jest pierwsza część Bożego przesłania która może w tych duchowych dolinach naszego życia tak bardzo paraliżuje naszą pokaleczoną duchową osobowość ,że nie chcemy już dostrzec , usłyszeć dalszej części zdania w którym Pan mówi : ale ja cię wskrzeszę ( z tego prochu) w dniu ostatecznym. Jakże wielka nadzieja płynie z tych zaledwie kilku słów. Człowiek odtrącając Boga , Jego prawdy, zasady Ewangelii pozbawia się przez to nadziei na życie wieczne. Przyjmuje tezy przy pomocy których pragnie udowadniać ,że jedyną wartością życia jest tylko to czego doświadczamy żyjąc tu i teraz, czerpiąc z niego garściami wszystko co tylko możliwe, nie zważając na wydźwięk moralny. W tym rozumieniu nie istnieje życie w wymiarze duchowym , nie ma Boga, nie ma życia wiecznego. Liczy się czas teraźniejszy , czas wieczny nie istnieje. Myślenie pozbawione nadziei. Siostry i Bracia Pan Bóg w swej Boskiej pedagogice przy pomocy której kształtuje i ubogaca człowieka, każdą chwilą swego działania zaprzecza takiemu sposobowi myślenia, postrzegania świata , człowieka i jego życia. Nie przekreśla jednak przy tym żadnego z nas ,nawet najcięższego grzesznika, najbardziej zbuntowanego i odrzucającego Jego Boską pomoc o ile tylko zechcemy korzystając z podarowanej nam wolnej woli skruszyć swe serca przed Nim w akcie szczerego żalu. Na początku Świętego Postu Pan powtarza, tym razem do nas : „nawracajcie się i uwierzcie w Ewangelię” . Czy jednak sami, silą własnego rozumu i ducha, własnej woli jesteśmy zdatni aby pokonać bariery które może przez długie lata oddzielały nas od miłości nieskończenie miłosiernego Boga? Bóg pozostawił wszelkie niezbędne duchowe narzędzia wspomagające nasze życiowe pielgrzymowaniu ku Niemu ale pozostawił również ścieżkę powrotu do Niego dla każdego z nas na wypadek gdybyśmy dopuścili się zdrady Boga , zboczenia z wytyczonej Bożej drogi wiodącej do Królestwa Bożego. Nade wszystko pozostawił nam samego siebie jako źródło niekończącej się łaski , nieograniczonego niczym Bożego miłosierdzia. Nie ma takiego grzechu , którego Bóg nie zechciałby skruszonemu szczerym żalem człowiekowi odpuścić . Jest to rodzaj łaski darmo danej za którą Bóg nie oczekuje od nas żadnej zapłaty czy formy wdzięczności . Tym różni się człowiek od swego Stwórcy i Pana ,ze żąda wynagrodzenia za udzieloną łaskę czy przysługę . Bóg w swym nieskończonym miłosierdziu darmo nam ją daje mimo iż na nią nie zasłużyliśmy. Bóg nie pragnie żadnej ofiary , żadnego całopalenia. Prosi jedynie by człowiek odmienił swoje życie, by poważnie każdego dnia traktował Jego zaproszenie do nawrócenia. Bez nawrócenia nie ma zbawienia. Bez nawrócenia nie będzie można skorzystać ze zdrojów łask płynących ze źródeł Bożego miłosierdzia. Dlatego w tym szczególnym roku łask , może jedynym w swoim rodzaju w naszym życiu Wielkim Poście, Pan kieruje do każdego z nas imienne zaproszenie, byśmy się nawrócili , byśmy się odwrócili od grzechu. Byśmy porzucili pychę która niszczy naszą duchowość, chciwość będącą źródłem największych ludzkich problemów i zarzewiem konfliktów i wojen, nieczystość wyniszczającą nasze życie rodzinne, zazdrość będącą podstawą największych grzechów wobec Boga i bliźnich, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu jako konieczny warunek w rozwoju ludzkiej solidarności z tymi którzy potrzebują naszego materialnego i duchowego wsparcia oraz byśmy porzucili gniew a lenistwo zastąpili pełną aktywnością w sferze ducha , która przekształci również nasze życie doczesne. W tym świętym roku miłosierdzia , na progu Wielkiego Postu – świętego Postu , Pan woła do każdego z nas: „nawróć się a uczynię Cię wolnym i szczęśliwym”. Zaprasza nas byśmy w tym świętym czasie odnowy ducha zechcieli każdego dnia wypełniać zaledwie jedno proste postanowienie zawarte w krótkim zdaniu. Będę unikał pychy, chciwości, nieczystości w myślach i czynach, zazdrości , obżarstwa, nie będę się gniewał a życie każdego dnia przeżyję aktywnie unikając lenistwa. Czy tak zaproponowana przez Pana odnowa Twojego, droga Siostro i Bracie, życia przekracza Twoje siły i możliwości ? Odnowa ducha, wykorzystanie zdrojów miłosierdzia nie może ograniczać się tylko do spektakularnych ale może jednak pustych gestów – jak przejście przez drzwi święte z okazji roku świętego czy uzyskanie specjalnego odpustu zupełnego. Pozostaną one pustymi gestami jeżeli nie będą jednocześnie niosły za sobą prawdziwej chęci odwrócenia się od złego stylu życia, od grzechu. Siostry i Bracia w Chrystusie Pan pozostawia nam wyciągniętą rękę swego Boskiego miłosierdzia dotykającą naszego życia poprzez znaki i cuda które pozostawił w Kościele. Jego nieskończone miłosierdzie objawia się wobec nas najjaśniej w pokutnym znaku sakramentalnym – w sakramencie pokuty. Nie unikajcie tego Bożego cudu, korzystajcie Najmilsi w świętym Poście w sposób szczególny z daru indywidualnej formy sakramentu pokuty , nie umniejszając rangi i znaczenia formy sakramentalnej praktykowanej podczas każdej Eucharystii. Spotkanie z Bogiem mówiącym poprzez usta swego sługi – Kapłana w konfesjonale , może się okazać nieocenionym darem który otrzyma każdy z nas o ile zechce tylko go od Boga przyjąć. Korzystajcie z nabożeństw pokutnych w których Bóg z jednej strony przybliża nam znaczenie i głębie dramatu ludzkiego a z drugiej wskazuje na niewyobrażalną miłość Boga , który nie waha się wysłać samego siebie w postaci Syna Bożego na cierpienie krzyża byśmy ty i ja, by każdy z nas mógł otrzymać darmo dany dar wejścia do Królestwa Bożego. To nie mity, to święta i historyczna prawda. To w końcu prawda o Bogu , którego obecności doświadczamy każdego dnia o ile tylko zechcemy otworzyć nasze zmysły , oczy i usprawnić nasz duchowy słuch. Drodzy Bracia Kapłani W tym świętym Poście roku miłosierdzia Pan stawia przed Wami szczególne zadanie. Miejcie świadomość , że niesiecie każdemu skruszonemu grzesznikowi nade wszystko miłość miłosiernego Boga. Nie jesteście przedstawicielami surowego Sędziego ale kochającego Ojca. Dlatego z największą uwagą, wewnętrzną delikatnością i troskliwością pochylajcie się nad każdym kto zapuka do konfesjonału czy do drzwi Waszych kaplic i świątyń. Nie wolno nikomu odmówić prawa powrotu do Boga. Każdy o ile tylko skruszy swą zatwardziałość serca przed Bogiem ma prawo skorzystać ze zdrojów Bożego miłosierdzia wyrażanego najwyraźniej w sakramencie pokuty i darze Świętej Komunii podczas Eucharystii. Święty Post roku miłosierdzia Bożego to czas Bożej abolicji – przebaczenia dla par które żyjąc w związkach niesakramentalnych i tworząc podwaliny rodzin powinny w duchu ekspiacyjnym dołożyć wszelkich starań by swoje życie przemianować ze związku cywilnego w pełnię łask sakramentalnych wypływających z daru sakramentu małżeństwa. Wspomagajcie Drodzy Bracia Kapłani takie pary, zachęcajcie by jeszcze w Wielki Poście zechciały przed Bogiem wypowiedzieć w obecności Kapłana i dwóch świadków swoje sakramentalne „kocham Cię” . Niech to też będzie wyrazem naszej troski o prawdziwe nawrócenie się pozostawionych pod naszą opieką wiernych i szukających Boga ludzi. Umiłowane Siostry i Bracia Jako więc wybrańcy Boży, zanurzeni w życiu Boga poprzez sakrament Chrztu świętego – święci i umiłowani – obleczmy się w ten święty Wielki Post , jak uczy święty Apostoł Paweł, „w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem a jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy!” Kol 3, 12-13. Na Wielkopostne dni medytacji nad sensem naszego życia , na chwile w których podejmować będziemy wielkopostne postanowienia o nawróceniu i poukładaniu nieuporządkowanych pokładów naszego życia , niechaj nam swego wspomożenia i miłosierdzia udziela
Bóg w Trójcy Świętej Jedyny +Ojciec i + Syn i +Duch Święty

Biskup Adam Rosiek
Senior Kościoła w Polsce
Wielki Post – Świętego Roku Miłosierdzia 2016

V niedziela zwykła  07 lutego 2016 ks. Artur Sitko – Misja w Niemczech

Dzieci w szkole na katechezie otrzymały zadanie narysować opis do dzisiejszej Liturgii Słowa.
Wszystkie prawie namalowały jezioro, łódki, rybaków i Jezusa, który ich powoływał.
Jedno dziecko, po rozmowie z rodzicami, namalowało kilka obrazków na jednym rysunku. Oto matka pochyla się nad kołyską dziecka, na innym rolnik orze pole, na jeszcze innym nauczyciel w klasie jest z uczniami na lekcji.
Jezus mówi: Wypłyń na glebie. Te słowa kieruje nie tylko do rybaka Szymona, ale do każdego z nas.
Tak, dzisiejsza Liturgia skłania nas do zastanowienia się nad naszym powołaniem. Bo powołanie to nie tylko wybranie do kapłaństwa służebnego, ale rownież do rożnego rodzaju życiowych zadań. Żeby być policjantem, strażakiem, lekarzem, mechanikiem, nauczycielem, itd. również trzeba rozpoznać swoje powołanie.
Jezus w szczególny sposób powołuje do kapłaństwa. To szczególne zadanie, bowiem wybrany do niego otrzymuje w swoje ręce niezwykle dary – sprawowanie sakramentów, a pośród nich największy sprawowanie Eucharystii, która nie istnieje bez kapłaństwa sakramentalnego, a jednocześnie rodzi na nowo każdego kapłana gdy ten odprawia Świętą Liturgię.
Bóg wybiera do swojej służby rożnych ludzi, pochodzących z przeróżnych społeczeństw, również takich, którzy jak prorok Izajasz czują się niegodni tego zaszczytu i oczyszcza ich swoją miłością jak żarem, którym jeden z serafinów dotknął warg proroka. Oczyszcza przede wszystkim serce.
Tego oczyszczenia dokonuje również w każdym z nas, którzy przez Chrzest mamy udział w Powszechnym Kapłaństwie Chrystusa, tak by nas posłać do głoszenia Słowa Bożego w naszych społecznościach, przede wszystkim przez przykład naszego życia.
Jezus do każdego z nas mówi dzisiaj: wypłyń na głębie. Otwórz sie na działanie mojej miłości.
Również i dzisiaj Jezus spaceruje po ulicach naszych wsi i miast nauczając i czyniąc cuda i powołując każdego najpierw do życia Ewangelią, dalej do świadczenia w świecie o Jego Miłosierdziu i Miłości.
A my nie mamy zrażać się niepowodzeniami i naszymi upadkami, lecz powstawać by głosić całemu światu że nie ma w innym zbawienia.

CZWARTA NIEDZIELA ZWYKŁA – 31.01.2016 R.
Ks.Prob.Parafii Matki Bożej Królowej Polski w Gdańsku

Poznanie i bycie poznanym to tematy, których doświadczymy dzisiaj jeśli pochylimy się nad lekturą czytań. Obraz wyłaniający się z biblijnych nauk jest w skrócie taki: Bóg nas poznał od początku i ukochał a kiedy my kogoś poznajemy, to w dużej mierze tracimy nim zainteresowanie, przestaje być dla nas autorytetem. Nigdy nikt przed Bogiem nie będzie mógł nas oskarżać z tajemnic, bo Bóg nas poznał zanim ukształtował nas w łonie matki. Poznał i do granic naszej ludzkiej osoby pokochał. Wypełnił nasze wszelkie tajemnice swoją miłością. Doświadczamy pełni nie poprzez wiedzę na poziomie pytań i dociekań ale pełni wiedzy na zasadzie miłości, która nie potrzebuje odpowiedzi.Otrzymujemy dar słowa w którym mamy umocnienie poprzez obcowanie twarzą w Twarz z Bogiem, którego doświadczamy w Jego Słowie. Możemy doświadczyć poznania wszystkich nie ruszając się z fotela, bo zagłębiając się w Bogu zagłębiamy się w wiedzę, którą On ma dzięki miłości, którą wypełnia każdego z nas. Jesteśmy poznani a przez to wyzwoleni z lęku tajemnic.Mamy szczęście posiadania skały pod stopami, skały świadomości obecności tej miłości pomimo wszelkiej niemocy doświadczanej na codzień. Jeśli będziemy podpierać się modlitwą, to nigdy się nie potkniemy. A jeśli się potkniemy, to nie upadniemy. Modlitwa stanowi pełne szacunku – wymuszenie pomocy na Bogu. (Św. Jan Klimak)

TRZECIA NIEDZIELA ZWYKŁA – 24.01.2016 r.
Ks. Prob. Parafii Trójcy Świętej w WarszawieZ pewnością każdy z nas to wie, że różnymi drogami człowiek zdobywa swoją wiedzę i swoje wykształcenie. Otrzymuje wiele od swoich nauczycieli, wiele czerpie z przykładu rodziców, bardzo wiele daje każdemu z nas dobra szkoła. Ale chyba najwięcej uczymy się poprze lekturę dobrych książek. Człowiekowi wierzącemu najwięcej daje lektura Pisma świętego.
Nikogo nie trzeba także przekonywać do tego, jak bardzo ważne w życiu jest słowo, jak wielką ono moc posiada. I wiemy, że nie tylko służy zwykłemu porozumiewaniu się, ale jest także w stanie wpłynąć na nasze myślenie, na nasze postawy życiowe. Dlatego nie jest rzeczą obojętną, jakie słowa do naszych uszu docierają, w jakie słowa się wsłuchujemy, jakich słów najbardziej byśmy słuchali. Czy to są słowa mądre, czy są to słowa budujące, krzepiące, a może słowa piękne, lecz, niestety, ale puste, słowa mierne w swej treści, a może – jak to się coraz częściej zdarza – słowa wulgarne, wręcz gorszące.
Dziś w pierwszym czytaniu słyszymy z jakim wielkim przejęciem, jak uroczyście pisarz Ezdrasz odczytał księgę Bożego prawa. Cały lud majestatycznie podniósł się, a po jej wysłuchaniu, pokłonił się i upadł na kolana przed Panem twarzą dotykając ziemi.
Także Pan Jezus w dzisiejszej perykopie Ewangelicznej – jak słyszymy – udaje się do synagogi w dzień szabatu na celebrację Bożego słowa. Podano Mu księgę proroka Izajasza, aby czytał. Ewangelista Łukasz umieszczając na początku swojej Ewangelii tę scenę z Jezusem obecnym w synagodze w Nazarecie, chce przekonać swoich czytelników, że Jezus jest naprawdę obiecanym Mesjaszem. Po jego odczytaniu „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli”, , jakby chciał powiedzieć – to ja jestem obiecanym Mesjaszem, o którym mówi prorok Izajasz. To ja niosę wam wolność, ja przywracam wzrok niewidomym, ja jestem tym, na którym spoczął i którego namaścił Duch Święty. Ten komentarz zszokował w synagodze rodaków. Znali Go przecież od dziecka. Znali jego rodziców i krewnych. Był dla nich przeciętnym mieszkańcem Nazaretu. A tu, nagle czyni siebie obiecanym Mesjaszem. Było to dla nich blużnierstwo i dlatego „wyprowadzili Go na stok góry, aby Go strącić” . Jezus jednak udowodnił im, że był prawdziwym Mesjaszem. Ukazał siebie w samym centrum zbawienia. Wyrwał się z ich rąk i odszedł od nich wolny. Odszedł dlatego, bo „jeszcze nie nadeszła Jego godzina”.
Jezus jest naprawdę Bożym Synem i obiecanym Mesjaszem. Prawdziwość tej tezy Chrystus Pan potwierdził słowami i czynami. Jego głos w synagodze można nazwać Jego życiowym programem. Jego działalność będzie polegała na realizowaniu tego programu. Program ten zawiera się w słyszanym dziś proroctwie Izajasza. Głównie ten program będzie polegał na współpracy Jezusa z Duchem Świętym. Jezus od Ducha Świętego otrzymał namaszczenie i potwierdzenie swej mesjańskiej godności. Duch Święty, który już objawił się podczas Chrztu Pana Jezusa w Jordanie działa od tego momentu nieprzerwanie w życiu i działalności Jezusa Chrystusa. I będzie to działanie skierowane na drugiego człowieka.
Podobnie jak nasz Mistrz z Nazaretu, także i my, powinniśmy w swoim życiu i w swojej codzienności, być apostołami Jego prawdy i Jego miłości. On umarł i wstąpił do nieba, ale Jego misja się nie zakończyła. Mamy niejako obowiązek ja podjąć i głosić ja dalej w Jego imieniu. On pragnie od nas żywej i gorącej wiary w Jego bóstwo. On pragnie czynów, a nie słów. Podobnie jak Chrystus mamy obowiązek przyczyniać się do tego, aby ślepi otwierali się na Bożą prawdę, aby ludzie żyjący w grzechach dostrzegali piękno cnoty, aby w sercach uwięzionych budzić nadzieję lepszego jutra, słowem być dla bliźniego, drugim Chrystusem.
Pan Jezus w usłyszanej dziś Ewangelii, we fragmencie z księgi proroka Izajasza dał krótki komentarz: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli”. Jezus jest więc wypełnieniem Bożych słów. Stąd, uczestnicząc w Eucharystii za św. Piotrem wołajmy: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego”.
W czasach, w których żyjemy, gdy wielu ludzi zamyka się jak ślimak we własnej skorupie, powinniśmy dostrzegać drugiego człowieka, zwłaszcza, człowieka potrzebującego. Nieraz wymaga to ofiary z własnego czasu, życzliwego słowa, zachęty lub dobrej rady; kiedy indziej nawet większego poświęcenia. Z pewnością, nie wszystkie ludzkie braki potrafimy zaspokoić, nie wszystkim tragediom zapobiec, nie każdemu potrzebującemu pomóc w rozwiązaniu jego problemów. Pewnie, że ograniczone są nasze możliwości działania. Istnieją przeciwności, wobec których stajemy bezsilni. Ale nie wolno nam się załamywać; Bóg bowiem wspomaga nasze wysiłki, których skutków może nigdy w pełni nie będziemy świadomi. Bóg wspomaga nasze wysiłki. Powierzmy Mu z ufnością to, czego sami nie potrafimy dokonać. On jest z nami. I jak sam powiedział: „Gdzie dwaj albo trzej są zgromadzeni w imię moje, tam Ja jestem wśród nich” (Mt 18, 19). Jezus Chrystus – obecny, działający, współpracujący z nami. Wszak tworzymy Jego Mistyczne Ciało, którego On jest Głową.

II Niedziela Zwykła 17 stycznia 2016 – rozpoczęcie Tygodnia modlitw o jedność chrześcijan

Niedziela Chrztu Panskiego  10 stycznia 2016 ks. Kazimierz Ryszkiewicz

Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki 1.1.2016   ks. Artur Sitko
U progu nowego roku, majac jeszcze w uszach huk wystrzeliwanych petard i zgiełk radości wszystkich wiwatujących z okazji rozpoczęcia się Nowego Roku, stajemy wpatrzeni w Maryję czcząc Ją w tajemnicy Macierzyństwa, Bożego Macierzyństwa. Oto ukazuje się nam Maryja jako Ta wiernie rozważająca w swoim sercu Boże plany, a w tym planie zbawczym w „Pełni czasów” wybrał Ją bez żadnej Jej zasługi aby stała się Matką Zbawiciela – Boga, który stał się człowiekiem. To Boże Macierzyństwo Maryi jest konsekwencją bożego postanowienia, aby dla przyszłej zasługi pozostawić Ją jak Ewę, bez grzechu pierworodnego. Maryja bowiem wydając na świat Jezusa dała nam nie tylko człowieka, który uzdrawiał, który porwał tłumy, Ona dała nam Boga, który zechciał byc człowiekiem, co więcej zechciał nas odkupić z grzechów. Podczas ofiarowania we Mszy Św. Kapłan nalewa do kielicha wino i odrobinę wody. Są to symbole natur Jezusa: wino – boskiej, woda – ludzkiej. Ta ludzka natura rozpływa sie w boskiej, dzięki czemu wszyscy ludzie stają sie Dziećmi Bożymi. Tak wiec Maryja będąc Matka Jezusa człowieka jest rownież Matka Boga Zbawiciela Chrystusa. W pierwszym z dniem Nowego Roku czynimy plany na kolejne 366 dni. Mamy wielkie i małe postanowienia, a liturgia dokłada to tego w pierwszym czytaniu błogosławieństwo Aaronowe. Pan niech rozpromienia nad nami Swoje Oblicze i niech nas prowadzi, to w rzeczywistości powinno być pierwsze z pośród noworocznych postanowień. Zaufać Bogu w tym roku. Jak Maryja. Całym sercem, całym życiem. Pożegnaliśmy minionej nocy 2015 rok. Dla jednych udany dla innych mniej. W minionym roku na mojej drodze życia postawił Bóg wspólnotę KKN i chociaż już od wielu lat znałem Ten Kościół stał sie on moim miejscem. Pod skrzydłami Maryi, która w Dahlewitz czcimy jaka Advokatkę, a więc wierzymy, że Ona jako Matka staje się naszą orędowniczką przed Bogiem właśnie dzięki Bożemu Macierzyństwu. Kościół Nasz jak Matka, na wzór Maryi, przyjmuje wszystkich poszukujących drogi do Pana i wpatrując sie w Maryję nasz wzór człowieczeństwa wszyscy chcemy dorastać do Jej ideału. W roku Miłosierdzia, kiedy pragniemy odczuwać szczególnie na swoich sercach oddech Bożej Miłości nie możemy inaczej rozpocząć przeżywania tego Nowego Roku jak tylko oddając się pod opiekę w macierzyńską niewolę miłości Tej, która zaufała Miłosierdziu do końca. Nie mogę nie wspomnieć też w moim rozważaniu, o człowieku którego smierć poruszyła wiele środowisk w ostatnim czasie, o o. Janie Gorze, który ukazał mam Maryję jako Matkę Niezawodnej Nadziei i w tym wizerunku czcimy ją na Jamnej. To miejsce szczególne. Wioska skazana na smierć przez hitlerowców a odkryta na nowo przez o. Jana. To tam dokonuje sie przemiana wielu serc, bo dom znajdujący sie w Republica Dominicana otwarty jest dla wszystkich. I my w Katolickim Kosciele Narodowym mamy takie otwarte dla wszystkich miejsca – to nasze parafie, nasze ośrodki duszpasterskie. Każdy z Was moze wejść, przyjść do nas kapłanów, do naszych rodzin, o każdej godzinie ze swoją potrzbą. My na Was czekamy!

Niedziela Świętej Rodziny 27 grudnia 2015 r. Proboszcz Parafii w Gdańsku  ks. Dariusz Majewski

Sercami waszymi niech rządzi Chrystusowy pokój, Słowo Chrystusa niech w was przebywa z całym swym bogactwem.

Czas w którym pada do nas słowo o pokoju o Słowie Chrystusa, które w nas przebywa jest czasem wspominania rodziny. Rodzina, której wzór jest umieszczany i pokazywany w Świętej Rodzinie.

Zmienia się wizerunek i społeczne zapatrywanie dotyczące modelu rodziny, modelu, który w nowy sposób trzeba w sobie odtworzyć budując Chrystusowy pokój poprzez Słowo Chrystusa.

Czytania, które ukazują nam w dniu dzisiejszym pomoc w odbudowywaniu rodziny albo raczej jej modelu – dają nie naukę o moralnym jej aspekcie a raczej religijnym i duchowym, mówiąc: obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu.

Proponowany model, który wskazuje dzisiejsza nauka daje pewne wskazania jak funkcjonuje człowiek więc i rodzina, która składa się z ludzi. To wspólnota osób, które zbliżają się do siebie nie przez doskonałość ale przez korzystanie z nauki Chrystusa, która uczy cierpliwości, wybaczania itd.

Dotykając rodziny dotykamy delikatnej sfery ludzkiego życia we wspólnocie, więc musimy pochylać się nad nią z wielkim szacunkiem i zrozumieniem rozwoju człowieka poprzez stałe przebywanie razem. Spotkanie się dwóch odrębnych osób, tworzących jedno, które jest różne w swoich podstawach.

Przekraczanie własnych potrzeb i podstaw to klucz do osiągnięcia szczęścia poprzez naukę Chrystusa.

IV niedziela Adwentu – 20 grudnia 2015 r.    Ks. Paweł

Przeżywamy dzisiaj ostatnią niedzielę adwentu. Dobiega końca czas oczekiwania i przygotowania się do świąt Bożego Narodzenia. Przy ołtarzu pali się już czwarta adwentowa świeca – to sygnał, że zbliżamy się do wypełnienia naszego adwentowego oczekiwania.

W czwartkowy wieczór zasiądziemy do Wigilii. Będziemy dzielić się opłatkiem, serdeczny­mi gestami, gotowością wzajemnego przebaczenia i życzeniami. Na­dejdzie też czas na wymianę drobnych prezentów. Czy pomyśleliśmy o wszystkich? Czy kogoś nie pominęliśmy? A co przygotowaliśmy dla Jezusa, głównego bohatera wigilijnego wieczoru? Przecież to Jego urodziny. Jeśli świętujemy, to właśnie z Jego powodu.

Zanim odpowiemy na pytanie o to, co damy Jezusowi, odwróć­my je i pomyślmy przez chwilę, w jaki sposób Jezus obdarowuje nas. Zgodnie z odwiecznym planem Bożym począł się pod sercem Maryi. Dziewicy napełnionej Duchem Świętym. Zmienił historię ludzi, któ­rzy dzięki Niemu zyskali nową perspektywę, perspektywę bycia z Bo­giem na wieki. Chrystus, Syn Boży. w sposób nieodwołalny wkroczył w naszą historię, dając nam siebie.

Wkroczenie Chrystusa w historię świata ma nie tylko wymiar ogólnoludzki, ale też bardzo osobisty. Chrystus stał się człowiekiem w rodzinie z Nazaretu. Stał się Synem Maryi Dziewicy, która mia­ła krewnych, jak chociażby Elżbieta z Ain Karem; miała przyjaciół i znajomych, jak Józef, który stał się Jej mężem. Jezus Chrystus wszedł w życie konkretnych osób i został przyjęty przez wielu jako najważ­niejszy przyjaciel; więcej – jako Pan, centrum życia, jako źródło życia. Jako taki został przyjęty z wiarą przez Maryję z Nazaretu. Ona, nasza przewodniczka w wierze, przyjęła Chrystusa i przekazała Go światu, każdej i każdemu z nas. Mając Jezusa pod sercem, Maryja pospieszyła pomagać Elż­biecie, o której dowiedziała się. że jest brzemienna. Została przyjęta i uczczona wraz ze swym Synem: A skądże mi to, że Mat­ka mojego Pana przychodzi do mnie? Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana. Chrystus daje nam sie­bie w słowie Bożym, we wspólnocie Kościoła, który uczynił swym ciałem i daje nam siebie w Eucharystii.

Darem Jezusa dla Boga Ojca, a jednocześnie dla nas, było Jego po­słuszeństwo wobec woli Bożej. Posłuszeństwo wobec woli Bożej było również darem Maryi dla Boga i dla ludzi. Jaki jest nasz dar dla Jezusa?

W czasie tegorocznego adwentu wielu z nas skorzystało ze spo­wiedzi i podjęło postanowienie pracy nad sobą; decyzję zmiany życia. To jest nasz dar dla Jezusa, a jednocześnie dla innych ludzi, bo kto peł­ni wolę Bożą, czyni dobro dla innych. Wolą Bożą jest nasze szczęście. Zasiadając do wigilijnej wieczerzy, dzieląc się opłatkiem i życzliwym słowem, robiąc przy stole miejsce dla nieznajomego przychodnia i wspominając naszych ukochanych zmarłych, z którymi łączą nas liczne przeżycia – wyrażamy wiarę w to, że za sprawą Ducha Świętego odwieczne słowo Boże stało się ciałem w łonie Maryi Dziewicy i zamieszkało miedzy nami.

Dar Jezusa dla nas sprawia, że i my chcemy stać się darem dla innych, być z innymi, dzielić z innymi czas, posiłek, drobne prezenty, a nade wszystko gotowość do przebaczenia i miłość, co wyrażamy w dzieleniu się. opłatkiem. W tym geście zawiera się wyraz zapomnie­nia tego, co złe. Otwieramy wówczas nasze serca na siebie nawza­jem i wieczór wigilijny staje się taki przedziwny, jak spotkanie Maryi z Elżbietą. Wówczas nasza radość ze świętowania Bożego Narodzenia jest pełna.

Kiedy zasiądziemy do wigilijnego stołu. Zobaczmy, czy kogoś przy nim nie będzie brakowało. Może na tym pustym krześle, które tradycyjnie zostawiamy, powinien zasiąść twój star­szy ojciec, twoja starsza matka?

Niech ten już bliski świątecz­ny czas będzie radosny ze spotkania i przyjęcia Boga, ale także ze spotkania z drugim człowiekiem.

Zatroszczmy się o radość przy wigilijnym stole. Tę radość daje nam Chrystus, który rodzi się w naszych sercach. Po­zwólmy Mu narodzić się w nas. Maryja, w której począł się Jezus, podzieliła się tą wieścią ze swą krewną Elżbietą. Dzieląc się opłatkiem, dzielmy się naszą miłością, rado­ścią, przebaczeniem i pokojem. Amen.

Ks.Damian Grzyb Duszpasterz – duszpasterstwo Kierowców Zawodowych

II Niedziela Adwentu  06 grudnia 2015 r.

„Złóż, Jeruzalem, szatę smutku i utrapienia swego, a przywdziej wspaniałe szaty chwały, dane ci na zawsze przez Pana.”

Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie Panu.

Przeżywając  drugą niedzielę adwentu wsłuchujemy się dziś w słowa ewangelisty  Łukasza. Mimo, że jego słowa odnoszą się do odległych wydarzeń, to dzięki dokładnemu opisowi łatwo osadzimy je w ramach czasowych. Właśnie te szczegółowe słowa uzmysławiają nam, że opisywane wydarzenia, to nie jakaś fikcja literacka, ale prawdziwa historia, która dała początek zbawczej misji Jezusa na ziemi.

Jan nie był przypadkowym człowiekiem, nieznanym w Jerozolimie i okolicach nad Jordanem. Z pewnością wielu pamiętało owe wydarzenie w świątyni, kiedy kapłan Zachariasz otrzymał widzenie od Pana i pozostał niemy do dnia nadania imienia swojemu synowi. Ewangelista Łukasz nie pisze o jakimś Janie ale właśnie o Janie, synu Zachariasza. Czy jest to ważne? Dla nas współczesnych, może takie szczegóły nie są zbyt istotne, ale dla Żydów w czasach Jezusa, miały ogromne znaczenie. Pomyślmy sobie, że w naszych czasach ktoś pełniący ważną funkcję w społeczeństwie traci nagle mowę, a potem wraz z urodzeniem własnego dziecka ją odzyskuje, to czy nie będziemy dopatrywać się w tym jakiegoś znaku?

Zachariasz był kapłanem w świątyni Pana i to wydarzenie z jego życia na pewno  wywołało ogromne poruszenie wśród modlących się w świątyni. Zatem ten który otrzymał imię Jan był dobrze kojarzony i odbierany przez mieszkańców Jerozolimy i okolic. Wszyscy wiedzieli, że jest to wybraniec Boga i garneli się do niego. Chodził więc Jan po okolicy i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Jak wspominają ewangelie wielu nawrócił do Pana, lecz czasami wytykał błędy w poczynaniach ludzi i piętnował grzechy, jakich się dopuszczali. To właśnie On pierwszy rozpoznał w Jezusie Mesjasza i wyznał przed ludźmi, że Jezus jest tym którego zapowiadali prorocy.

Oczekując zatem ma narodzenie się naszego Pana Jezusa Chrystusa, starajmy się naśladować Jana w jego pokorze, otwartości, miłości i prawdzie z jaką głosił zbliżające się odkupienie ludzkości. Niech światłość prawdziwa, jaką jest Jezus rozświetli mroki naszego życia wskazując nam właściwą drogę do osiągnięcia zbawienia.

Uroczystość Chrystusa Krola Wszechświata
22 listopada 2015 r.
ks. Kazimierz Ryshievich

XXXIII NIEDZIELA ZWYKŁA ks. Artur Sitko  Misja Zagraniczna Berlin Niemcy

Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec.

Spoglądamy na spadające liście z drzew i wiemy że zbliża sie okres wegetacji.

Za pomocą współczesnej nauki potrafimy rozpoznać wiele spraw. Czy jednak w pędzie życia zauważamy jego przemijanie.

Wyobrażałeś sobie kiedyś co będzie kiedy nastąpi dla Ciebie ostatnia chwila, gdy zatrzyma sie czas. Ostatnie tchnienie, a właściwie wydech powietrza i co dalej?

Wierzymy w życie po życiu. Nie dawni tłumnie odwiedzaliśmy nekropolie, by uświadomić sobie tę sprawę zapisaną na grobie Mari Konopnickiej: czym jesteś, ja byłam; czy ja jestem, ty będziesz.

A więc po śmierci, która jest de facto przejściem do innego, lepszego życia, bo jak śpiewamy w prefacji za zmarłych, „życie Twoich wiernych zmienia się, ale się nie kończy”, wędrujemy do przygotowanego dla nas mieszkania w niebie, do Domu Ojca. Wierzymy przecież, w rzeczy ostateczne, które czekają każdego z nas: śmierć, Sąd Boży, niebo albo piekło.

Jednak pamiętać nam trzeba o słowach proroka Daniela, który opisując Boży Sąd jasno nas poucza:  „Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie.

Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedliwości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze.”

Co wiec uczynić, aby znaleźć się w tej grupie mędrców, którzy zbudzą sie do wiecznego życia?

W ostatnich miesiącach dyskutowano nad tym komu wolno przystępować do Eucharystii?

A ja bym postawił to pytanie nieco inaczej: czy jest Eucharystia dla człowieka.

W drugim czytaniu słyszeliśmy, że Jezus jedną Ofiarą zastąpił wszystkie ofiary Starego Przymierza. Eucharystia jest więc Ofiarą składaną za grzeszników, Ofiarą przebłagania. Wiemy, że w Wielki Czwartek Jezus powiedział do swoich uczniów: to jest Ofiara wylana za was i za wielu czyńcie to na moją pamiątkę. Czy wiec możliwe jest aby Miłosierny Bóg, który ustanowił Eucharystię jako pokarm dla grzeszników w drodze do Nieba, równocześnie zakazywał spożywania tego Pokarmu owym grzesznikom?

W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, iż potrafi rozpoznać zbliżający sie jego ziemski koniec. Ot, kilka dni temu zmarł jeden z dygnitarzy „tamtego systemu”, który na łożu śmierci uczynił znak Krzyża.

Ulicą Wałową w Tarnowie szedł pijak, nagle na przeciw niego wyszedł jeden z księży profesorów WSD. Ów człowiek chcąc pokazać przechodniom jakim jest „bohaterem” powiedział: ja nie wierze, co ksiądz na to?

Ksiądz odpowiedział: umrzesz to uwierzysz.

Oby jednak nie było dla nas za późno. Póki żyjemy, póki pielgrzymujemy po ziemi mamy czas na nawrócenie, na zmianę naszego życia.

Czasem ta zmiana, nawrócenie dokonuje się już w młodości. Ale popatrzmy na świętych Apostołów: Piotr, wybrany na przywódcę Apostołów zapiera się Mistrza gdy tylko przychodzi trudna sytuacja; a Paweł, prześladowca uczniów Jezusa staje się głosicielem Dobrej Nowiny po krańce świata.

I dla mnie i dla ciebie jest wiec nadzieja, jeżeli zechcemy się nawrócić, zmienić dotychczasowe postępowanie i życie, jeśli rozpoczniemy od teraz wcielanie w nasze życie drogi Dziesięciu Przykazań i zaczniemy na nowo odkrywać w Eucharystii pokarm dla nas w drodze do Domu Ojca zapewne po wydaniu przez nas ostatniego tchnienia wyjdzie nam na spotkanie Miłosierny Ojciec.

Kilka dni temu świętowaliśmy nasze Narodowe Święto 11 listopada. Po 123 latach Polska odzyskała niepodległość.

Od kilku lat, tak się zdarzyło dzielę z milionami Polaków los emigranta i chociaż nigdy nie planowałem tak długiego pobytu po za Polską, dzisiaj na własnej skórze poznaję znaczenie słów: tułaczka, emigracja, tęsknota.

Tym bardziej w kontekście dzisiejszej liturgii zwracam Waszą uwagę na nasze przywiązanie do Ojczyzny. Rozwaliliśmy dzisiaj co jest mam potrzebne w drodze do Niebieskiej Ojczyzny, ale nie zrozumiemy tego, jeśli nie będziemy kochać Tej, która stanowi o naszym pochodzeniu, a dla której tysiące naszych przodków przelewało krew. I żyjąc w Polsce, czy po za Jej granicami mamy obowiązek troszczenia sie o Nią, o Jej dobre imię. Przecież Ona po Bogu najdroższa. To w niej znajdują sie korzenie naszego pochodzenia, to tysiącletnia kultura i tradycja zbudowana na Chrystusie świadczy o tym kim jest Polak.

Od pokoleń znamy to przysłowie, które niech będzie dla nas drogowskazem na cały nadchodzący tydzień: tylko pod Krzyżem, tylko pod Tym Znakiem, Polska jest Polską, a Polak Polakiem.

XXXII niedziela zwykła ks. Dariusz Majewski Parafia Gdańsk

Bóg w Swojej łaskawości obdarowuje nas dzisiaj Słowem Swojej mądrości aby wskazać nam na Swą obecność w naszym świecie. Świecie tym blisko nas jak rodzina, praca, codzienność jak i w wymiarze kosmicznym, otaczającym nas i będącym w nas. Chrystus wszedł nie do świątyni, zbudowanej rękami ludzkimi. Wszedł do świątyni, którą my jesteśmy i podarował obecność przenikającą nas całych.

Słowa, które mają nas prowadzić dzisiaj przez naszą codzienność tu i teraz, wskazują na Boga, którego nigdy nie było i nie będzie, On jest tu i teraz obecny właśnie dzisiaj w Swoim Słowie, które nas tworzy, kształtuje i pozwala budować naszą codzienność.

Dzisiejsza nauka jest zaskakująca bo pokazuje nam jak stać się niezależnym w świecie gdzie zależność od czegoś, kogoś jest podstawą bogactwa. Utożsamianie się z kimś lub czymś pozwala nam na bycie akceptowanym i dzięki temu chronionym.

I w takim świecie stawiana nam jest przed oczy kobieta, która nie posiadając wiele dzieli się tym co jej pozostało nie zostawiając sobie nic. Zwraca się ku człowiekowi i dzieli się z nim nie zostawiając sobie środków do przeżycia. Jak nazwać takie działania i taki sposób przeżywania swojego życia.

Myślę, że to czego nam potrzeba to rezygnacja z mechanizmów, które pielęgnujemy a które znajdujemy w modlitwie Ojcze nasz … a brzmią: jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. To co pozostaje po spotkaniu z drugim człowiekiem, sytuacjami które nas przerastają, powoduje bogactwo przeżyć, które wywołują w nas potrzebę bezpieczeństwa poprzez gromadzenie w różnych wymiarach naszego życia środków dających nam poczucie zabezpieczenia. To jak z kimś kto zgromadził liczne bogactwa a teraz one w nim wywołują lęk przed możliwością straty. Zaczyna się zabezpieczać i skupiać na sposobie ich ochrony.

Rezygnacja z kontrolowania swojego życia, które w psychologii ukazywane jest jako podstawa panowania nad sobą może okazać się wielką siłą i dać nam nowy duchowy wymiar, którym jest bycie ubogim w duch i posiadanie KRÓLESTWA NIEBIESKIEGO.

1 listopada – 31 Niedziela Zwykła  Wszystkich Świętych

 

Ksiądz  Proboszcz Parafii Świętej Trójcy w Warszawie

 

 

Już od kilku dni przybywają ludzie z odległych stron do swoich rodzinnych parafii, aby zatrzymać się przy grobach najbliższych, złożyć na nich wieniec lub kwiaty, zapalić znicze. Radio, telewizja i prasa nazywają dzisiejszą Uroczystość  niejednokrotnie Świętem Zmarłych,  a na wymowę tego dnia rzuca blask cmentarnej łuny świateł, której towarzyszy zapach świerku i pięknych chryzantem. Zanim jednak udamy się na miejsce wiecznego spoczynku drogich nam osób, gromadzimy się wokół ołtarza, przy którym uczestniczymy we Mszy świętej  odprawianej w białych szatach liturgicznych. Biel oznacza radość. Taki bowiem kolor najbardziej odpowiada charakterowi Wszystkich Świętych. Kościół zachęca nas do uczczenia pamięci tych, którzy „wyprzedzili nas ze znakiem wiary” i osiągnęli cel życiowej wędrówki. Oni dostąpili już obietnicy zapowiedzianej przez Apostoła; „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują”. (1 Kor 2,9).

Współczesny człowiek jest często tak bardzo zapatrzony w swoje codzienne sprawy, że o tej perspektywie zdaje się zapominać. Słowo  „ś w i ę t y” kojarzy mu się z postacią z odległej przeszłości, z człowiekiem odciętym od świata, z ascetą medytującym ustawicznie nad zbawieniem własnej duszy, któremu Pan Bóg nie szczędzi namacalnych znaków swojej szczególnej opieki. Jakże odległe są te naiwne wyobrażenia od prawdy o ich życiu.

Święci, których dziś wspominamy, patrzyli na swoje życie głębiej; pamiętali, że jest ono tu, na ziemi tylko pewnym etapem, który trzeba przeżyć w sposób godny dziecka Bożego, świadomego swego powołania do wieczności – jak o tym przypomina nam dzisiejsze drugie czytanie mszalne:„Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście  nimi jesteśmy. (…) Każdy, kto pokłada w Nim nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty”. (1 J 3, 1.3). Tylko o niektórych swoich członkach  Kościół uroczyście orzeka, że osiągnęli szczyt świętości, gdy ogłasza ich kanonizowanymi lub beatyfikowanymi. Bóg pragnie zbawić każdego człowieka spodziewając się z naszej strony  czynnej współpracy z Jego łaską.

Święci, którym dziś oddajemy cześć, jako program swojego postępowania wybrali drogę wskazaną przez Chrystusa: „Błogosławieni cisi, albowiem  oni na własność  posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5, 5-9).

Tu, na ziemi rozgrywa się  nasz los; tu i teraz zbieramy zasługi  na wieczność. Warto sobie te prawdę uświadomić, gdy zebrani wokół ołtarza słuchamy słowa Bożego, aby w jego świetle kształtować własne postępowanie. A ponieważ  Bóg  daje nam świętych nie tylko jako wzory, lecz również jako orędowników, wypada prosić ich o orędownictwo. Módlmy się, by każdy z nas mógł przez życie godne miana dziecka Bożego zasłużyć na spełnienie się Jezusowej obietnicy: „Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie” (Mt 5, 12).

25 październik –

XXX NIEDZIELA  ZWYKŁA – ROCZNICA POŚWIĘCENIA WŁASNEGO KOŚCIOŁA

Proboszcz Parafii Św. Trójcy w Warszawie  (Ew Mk 10, 46-52)

 

 

 

    Ewangelista Marek, którego perykopę ewangeliczną dziś słuchamy, jest mistrzem w opisywaniu cudów Pana Jezusa. Stara się przekazywać wszystkie wydarzenia tak szczegółowo i tak drobiazgowo, jakby niejako chciał przekonać czytelnika i słuchacza, że to wszystko co mówi jest prawdziwe.  Mało, jest tak prawdziwe, że nie podlega żadnej dyskusji. Dla Ewangelisty Marka cud Jezusa, to nie tylko znak, ale to prawdziwa ingerencja Boga w ludzkie życie człowieka.

Dziś słyszymy opis cudu uzdrowienia ślepego u bram Jerycha – „Jezusie, Synu Dawida ulituj się nade mną” (Mk 10, 47).Św. Marek pragnie przekonać upartych i przewrotnych faryzeuszy, że właściwie na nic przyda im się ich ostra krytyka nauki Jezusa, bo On i tak ją potwierdza swoimi cudami, a z kolei z drugiej strony pragnie im udowodnić, że nie kto inny, ale właśnie Pan Jezus jest obiecanym Mesjaszem, a także prawdziwym Synem Bożym. Marek jest wspaniałym przykładem człowieka bardzo konsekwentnego i jednoznacznego.

Czego zatem w dzisiejszą niedziele uczy nas Ewangelista ? Myślę, że głównie zachęca nas do szerokiego otwierania naszych oczu na obiektywne znaczenie ślepoty w ludzkiej codzienności. Tego doświadczamy zwłaszcza we współczesnym świecie. Czasem spotykamy takich ludzi, którzy nie widzą otaczającego go świata, nie dostrzegają kochających ich ludzi, braci, nie dostrzegają piękna świata i przyrody. To jest stan bardzo niebezpieczny, który może prowadzić do popaść w depresję. Wczoraj, jedna ze stacji telewizyjnych w godzinach porannych prowadziła  rozmowy z tzw. celebrtkami na temat popadania w depresję.

W takiej sytuacji był Bartymeusz, syn Tymeusza, ślepy żebrak  spod bram Jerycha. Z pewnością z pogardą patrzyli na nich przechodzący ludzie. Skąd my znamy takie widoki – najczęściej myślimy, że to ktoś, kto nadużył alkoholu. A tym czasem, może to być różnie; sam kiedyś tego doświadczyłem, kiedy cukrzyca dała o sobie znaki i „urwał” mi się film życia. Czasem możemy nawet usłyszeć – a dobrze mu tak ! Pan Jezus z Ewangelii był jednak innego zdania. Jezus przywraca mu wzrok i mówi ; „Idż, twoja wiara cię uzdrowiła” (w.52). Pan Jezus wymagał od niego wiary. Wymaga jej także od nas ! Stąd poeta pisze tak pięknie: „Wiara dla ludzi niebo otwiera, z wiarą spokojnie człowiek umiera, gdy cię przyciśnie jakaś zła przygoda, któż jak nie wiara rękę ci poda”. „We wierze żyję w Syna Bożego…” – pisał św. Paweł w liście do Galatów, „który mnie umiłował i wydał siebie samego za mnie” (Ga 2,20). Pan Jezus uzdrawiając ślepego nie kierował się żadnymi względami. Dla Niego wiara była podstawą przyjścia z pomocą.

Jezusowi trzeba bezgranicznie zaufać, uwierzyć, a także powierzyć Mu siebie, całe swoje ja, swoje człowieczeństwo, swoje dziś, jutro i następne dni. A czasem trzeba nam także w swej prostocie prosić; Wierzę  Panie Jezu, ulecz moje niedowiarstwo… Trzeba nam, jak ślepy spod bram Jerycha zbliżać się do Jezusa, trzeba Go dostrzegać przechodzącego czasem obok nas i trzeba nam z Nim nawiązywać kontakt. Mamy to realizować poprzez  naszą codzienną modlitwę i poprzez udział we Mszy  świętej.

Podczas Mszy świętej, prośmy  dziś za ludzi chorych, szczególnie ludzi niewidomych, aby znajdowali w swoim otoczeniu ludzi, którzy zrozumieją ich cierpienie i będą przychodzić im z pomocą, a także za ludzi błądzących, aby szukali prawdy i oby Bóg jak najszybciej otworzył im oczy ich duszy i uwrażliwił ich sumienia na Boże prawdy.

XXIX niedziela zwykla  18 października 2015 r. – Proboszcz Parafii w Krakowie

W latach osiemdziesiątych pewien dziennikarz – protestant postanowił przygotować program o Matce Teresie z Kalkuty. Poprosił o możliwość śledzenia przez pewien czas jej działalności i filmowania niektórych bardziej interesujących scen z jej posługi. Miał w związku z tym możliwość towarzyszenia Matce Teresie w leprozorium, gdzie przebywali trędowaci. Po kilku godzinach przyglądania się, jak Matka Teresa zmienia opatrunki chorym i jak wykonuje najprostsze posługi wobec najciężej zarażonych trądem, w przypływie emocji oświadczył: Matko, nawet gdyby mi płacono tysiące dolarów, nie podjąłbym się tej pracy. Na co Matka Teresa odrzekła: Ma pan rację, ja również nie podjęłabym się tej pracy za pieniądze. Jak to, nie rozumiem. To ile Matka otrzymuje? Nic, absolutnie nic. Więc dlaczego tutaj Matka siedzi i marnuje swoje życie wśród tych odrażających ludzi!? Wówczas Matka teresa całuje medalik Matki Bożej, który nosiła na piersiach i powiada: to Ona mnie tego nauczyła, robię to z miłości do Jej Syna! Jeżeli nie za pieniądze, to dlaczego? Pytanie dość proste i narzucające się samo. Co ona z tego miała, że tak bardzo się poświęcała innym i to bez wyraźnej zapłaty. Patrząc z zewnątrz, postawa takiego zaangażowania jest absurdalna – dawać tak wiele, nie otrzymując w zamian nic. Kto z nas nie chciałby otrzymywać zapłaty za to, co robi? Uczymy się takiego właśnie myślenia o zapłacie za trud, żyjąc w społeczeństwie rządzącym się zasadami wolnego rynku i przepływu pieniędzy. Wiemy jednak, że nie wszystko w życiu da się przeliczyć na pieniądze. Mówi o tym choćby postawa każdej mamy karmiącej swoje dziecko czy taty zatroskanego o życie chorego syna czy córki. Tego wysiłku nie można wyrazić ani w złotówkach, ani w euro. Można zapytać, dlaczego właśnie Matka Teresa zdecydowała się na porzucenie wszystkiego i na służbę właśnie tym, którzy w żaden sposób nie byli w stanie zapłacić za poświęcony im czas i okazaną troskę. Motywem nie była na pewno ani sława i rozgłos, ani chęć wzbogacenia się. Powód znajduje się zupełnie gdzie indziej i leży dużo głębiej niż pragnienie wymiernych korzyści. Część odpowiedzi na to pytanie znajduje się w słowach kończących odczytany dzisiaj fragment Ewangelii wg św. Marka: Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć. Siostra z Kalkuty, wpatrzona w oblicze Pana Jezusa, postanowiła pójść w Jego ślady tylko po to, by służyć. Druga część odpowiedzi. leży w słowach samej Matki Teresy. To nie dobra materialne decydowały o wyborze takiej właśnie drogi, ale miłość do drugiego człowieka jako owoc spotkania z Panem Jezusem. Bez miłości do drugiego człowieka każdy wysiłek na rzecz chorych, opuszczonych czy upośledzonych, będzie nie do zniesienia. Z miłością w sercu nawet trud, za który nie otrzymuje się zapłaty, jest możliwy do podjęcia z entuzjazmem. W miesiącu październiku Kościół Powszechny wskazuje nam Maryję jako przewodniczkę na drogach naszego życia, jako Mistrzynię gotową nauczyć nas, jak dobrze żyć i jak kochać. Maryja jest dla nas kochającą Matką. Od chwili słów Pana Jezusa powiedzianych do Niej z krzyża: Niewiasto, oto Syn Twój, wzięła nas za swoje dzieci i stale się nami opiekuje, a jednocześnie wychowuje nas do dojrzałej miłości. Ona poświęciła całe swoje życie, służąc swojemu Synowi – Jezusowi, i dlatego jest w stanie nauczyć każdego z nas podobnego zachowania, wychować nas do umiejętności dzielenia się czasem i dobrocią z drugim człowiekiem. Żadna matka nie dzieli dzieci na lepsze i gorsze, chociaż nawet czasem są między dziećmi duże różnice. Dla Maryi wszyscy jesteśmy jednakowo cenni i o każdego z nas troszczy się jednakowo. W Jej życiu spełniło się do końca to, o czym mówi Pan Jezus o swojej służbie – poświeciła się do końca służbie Jezusowi i tym, którzy przez Niego otrzymali odkupienie. Żyjemy w dobie wielkim przemian, postępu technicznego i kulturowego. Z pewnością nie jeden z nas może zastanawia się nad sposobem, w jaki uporządkować dziś swoje życie, na jakich wartościach i zasadach je oprzeć. Najlepszą w tej dziedzinie nauczycielką jest Matka Pana Jezusa. Ona pierwsza pokazała, co to znaczy umieć służyć i jest gotowa pomóc każdemu, kto będzie chciał żyć takimi właśnie zasadami. Pod krzyżem Maryja przyjęła wszystkich ludzi, wszystkich nas za swoje dzieci. Jednocześnie zaprasza tych, którzy Jej ufają, którzy Ją kochają, do tego, by razem z Nią, dzielić tę odpowiedzialność, by zobaczyć potrzebę zaangażowania się w służbę na rzecz niekochanych i odrzuconych. Można powiedzieć, że w szkole Jezusa i Jego Matki uczymy się, jak na co dzień stawać się misjonarzami Bożej miłości względem drugiego człowieka, nie czekając na zapłatę czy zysk. Dzisiejsza niedziela w Kościele Powszechnym obchodzona jest jako Niedziela misyjna. O tereny misyjne ocieramy się każdego dnia, wszędzie tam, gdzie drugi człowiek, mój brat czy siostra doświadcza cierpienia czy niesprawiedliwości. Nie trzeba już teraz wyjeżdżać do Afryki czy do Azji, by stać się misjonarzem. Od zaraz możemy bezinteresownie, tak jak Maryja w tajemnicy nawiedzenia świętej Elżbiety, jak błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty, zanieść Jezusa bliźniemu przez prosty gest życzliwości, i dobroci, miłości, nie czekając na zapłatę czy materialne korzyści. Syn Człowieczy przyszedł, aby służyć. Jako uczniowie w szkole Jezusa i Maryi próbujmy czynić to samo, stając się apostołami Bożej dobroci.

ROZWAŻANIA NA XXVIII NIEDZIELĘ ZWYKŁĄ  ks. Damian Grzyb Duszpasterz Kierowców
Mk 10, 17-30

Powołanie, to wielki dar, jaki otrzymujemy od Boga. Każdy człowiek powołany jest do świętości. Papież Polak św. Jan Paweł II wołał w Starym Sączu do Ludu Bożego: „Nie lękajcie się być świętymi …” Wiele jest dróg prowadzących do osiągnięcia tego celu człowieka, jakim jest świętość. Może się nam wydawać, że trudno jest zdobyć ten szczyt – niebo, ale nic bardziej mylnego.

Dzisiejszy przykład owego człowieka, zwracającego się do Jezusa z prośbą o wskazanie właściwej drogi pokazuje, że choć postępujemy zgodnie z przykazaniami, to Bóg może wymagać od nas więcej.  Ów człowiek już w samym zwrocie do Jezusa„Nauczycielu dobry …”, pokazuje pewien respekt wobec pytanego. Chrystus jednak jest właściwym adresatem i jako prawdziwy Bóg z miłością i troską odpowiada: „Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie.” Jezus wskazuje pytającemu właściwy kierunek, jednocześnie  powołując go do grona swoich uczniów.   Jednak zbytnie przywiązanie do doczesnego bogactwa, przysłania owemu człowiekowi właściwą drogę.

Bogactwo samo w sobie nie jest przeszkodą w osiągnięciu zbawienia. Może jednak w skuteczny sposób ograniczać naszą wolność i przyczyniać się do powolnego zniewolenia całego człowieka. W dzisiejszym świecie wizja nieba, gromadzenia tam skarbów, jest jakąś abstrakcją. Człowiek współczesny żyje tu i teraz, dlatego w jego mniemaniu ważnymi są tylko te rzeczy, które dotyczą go w sposób namacalny. Jest to jednak tylko złudzenie. Jezusowe wymagania, choć szokujące, to jednak w tym ścisłym ewangelicznym sensie znalazły wielu takich ludzi, którzy zostawili wszystko i poszli za Jezusem. Chyba najbardziej znanym przykładem jest św. Franciszek z Asyżu. Starajmy się i my odnaleźć w sobie takie  pragnienia Boga. Niech przeżywanie każdego codziennego dnia rozbudza w nas wiarę dającą ufność, że w domu Ojca  Jezusa jest mieszkań wiele i znajdzie się tam też kąt dla nas.

Każdemu wezwanemu przez Chrystusa do wiary i życia jako chrześcijanina, dane jest jego własne powołanie. Bycie chrześcijaninem nie zamyka się w wypełnianiu przykazań; być chrześcijaninem znaczy umieć ofiarować swoje serce, ofiarować siebie.

[:]

Podziel się ...